ARCHITEKTURA

STRONA GŁÓWNA  /  ARCHITEKTURA  /  ARCHITEKCI  /  Skarb pustyni str. 1

Skarb pustyni

Skarb pustyni

Fot. Jean-Marie Monthiers


Na spalonej słońcem ziemi powstał istny dom-zagadka. Konceptualna marokańska siedziba nie zdradza wszystkich tajemnic od razu, lecz bawi się naszym wzrokiem, stopniowo odkrywając niezwykłe perspektywy.


Enigmatyczna rezydencja Fobe wyrosła na pustynnej marokańskiej nizinie, tuż u stóp gór Atlas. Pomysłodawca projektu, francuski architekt Guilhem Eustache, przyznaje, że zarówno niecodzienna lokalizacja, jak i sam kraj dosłownie go zaczarowały.
– Natchnienie do pracy czerpałem właśnie z tutejszego dziedzictwa – mówi. – Z prac architektów, malarzy, rzeźbiarzy czy współczesnych artystów i filmowców. Koncepcja domu jest więc wypadkową tych inspiracji.

Dynamiczny projekt

Historia rezydencji zaczęła się, kiedy Guilhem Eustache został przedstawiony belgijskiemu producentowi filmowemu. Nowy znajomy poprosił go o wykonanie projektu kilku domów na pustynnej działce nieopodal Marrakeszu.
− Pierwotnie miały stanąć aż trzy domy − wspomina Francuz. − Projekt jednak stopniowo się zmieniał. Postanowiliśmy ograniczyć zabudowania i zostawić więcej naturalnej przestrzeni. Kiedy inwestor zakupił dodatkowe pięć hektarów ziemi, posesja znalazła się w cieniu zapierającego dech w piersiach krajobrazu gór. Główny budynek został zatem ulokowany w centrum tego rozległego terenu, a oprócz niego wzniesiono jedynie stróżówkę i garaż.

Filmowa perspektywa

Oryginalna architektura domu to ukłon w stronę sztuki filmowej, w której najważniejszy jest ruch. Spoglądanie na dom ujawnia stopniowo kolejne plany i perspektywy. Jak to możliwe?
− Z daleka widzimy biały prostokąt, kiedy zaś podejdziemy bliżej, prostokąt nabiera wymiarów i zmienia się w bryłę, a nawet w tubę, jeśli dostrzeżemy tunele − wyjaśnia Guilhem. – Kolejny, nieco dalej ustawiony prostokąt, okazuje się być już płaską ścianą, a mały trójkąt – piramidą. Architektura bezwstydnie igra tu z widzem i zachęca do eksplorowania pomysłowej koncepcji.
Budowa z konieczności została rozbita na dwa etapy. Podczas pierwszej fazy wzniesiono centralny dom, a dopiero kilka lat później resztę zabudowań, w tym domek dozorcy, garaż, słupy, ekrany i niewielki budynek gospodarczy.
− Dopiero wtedy dodaliśmy do domu resztę brakujących elementów, m.in. laminowane schody biegnące od małego basenu, wszystkie alejki i zewnętrzne tarasy, które „zawiesiliśmy” w powietrzu. Wielu z tych elementów w ogóle nie było w pierwotnym projekcie. Ostateczny kształt rezydencji zaskoczył nawet mnie.

Dom nie dla każdego

Jedno jest pewne: ktokolwiek chce zamieszkać w Fobe House, musi być przyzwyczajony do afrykańskich upałów i życia na pustyni.
− Przekonanie, że do każdego marokańskiego domu można przenieść zachodni styl życia, jest niedorzeczne − krzywi się Francuz. − Sztucznie wyhodowane trawniki na pustyni to niestety częsty widok w Maroko.
Guilhem Eustache od początku chciał zachować kulturowy kontekst. Z tego powodu do budowy wykorzystano głównie lokalne materiały. Architekt wyjaśnia, że były one nie tylko tańsze, ale też lepiej przystosowane do północnoafrykańskiego klimatu. Sprowadzanie materiałów z zagranicy zaowocowałoby także żmudnym i kosztownym utrzymaniem rezydencji w przyszłości.

Zapasy z przyrodą

Pogoda w tej części świata bywa bardziej niż kapryśna. Pora deszczowa, żar lejący się z nieba, zimne pustynne noce to tylko kilka ze zjawisk, z którymi musi mierzyć się marokańska siedziba.
Pojedyncze burze byłyby w stanie podtopić cały dom, więc fundamenty podniesiono o 50 cm. Obawa przed zbytnim nagrzaniem zaowocowała wzniesieniem wysokich, podwójnych ścian, pomiędzy którymi zostawiono przestrzeń na swobodną cyrkulację powietrza. Efekt ten wzmacniają liczne wyjścia na zewnątrz i korytarze, którymi krąży przyjemny wiatr. W celu zapewnienia jak największej ilości „orzeźwiających” rozwiązań, przed wejściem ulokowano dodatkowo niewielki zbiornik z wodą, a na tyłach budynku − dużo większy basen.
– Efekt końcowy to kompromis pomiędzy ograniczeniami wynikającymi z gorącego klimatu, a możliwością podziwiania górskiej panoramy – wyjaśnia architekt. – Było to duże wyzwanie, lecz rezultat przerósł moje najśmielsze oczekiwania.
Ewolucja projektu uwarunkowała architektoniczne wybory jego twórcy. Jak wspomina Guilhem, razem z inwestorem debatowali i rozważali każdy metr kwadratowy domu. Kiedy plany stawały się coraz bardziej klarowne, wyłonił im się w końcu „ten właściwy kształt”. Przy okazji zawężał się zakres możliwych rozwiązań dla domu:
– To tak, jakby dom sam wybierał i nakierowywał nas na to, jaki chce być − podsumowuje z nutą tajemniczości twórca.




Autor: Joanna Kulik