ARCHITEKTURA

STRONA GŁÓWNA  /  ARCHITEKTURA  /  ARCHITEKCI  /  Szklana forteca str. 1

Szklana forteca

Szklana forteca

Fot. Bossley Architects


Zaprojektować dom ze szkła i wybudować go na wzgórzu nękanym przez huragany i ulewy? Dom, który otworzy się na rajską przyrodę i jednocześnie nie ulegnie ekstremalnej pogodzie? Zadanie godne szaleńca! A może po prostu sposób na przetrwanie w pięknej i nieco dzikiej Nowej Zelandii?


Dzieło spod szyldu Bossley Architects to rezydencja ulokowana w jednym ze znaczących punktów na mapie Nowej Zelandii. Zaledwie kilka kilometrów dalej, na plaży Kaiti, w 1769 r. angielski żeglarz, James Cook, jako pierwszy Europejczyk postawił stopę na tej nieodkrytej wówczas ziemi. Niestety, to co dla jednych było wielkim odkryciem, dla innych stało się niemal zagładą. Są jednak miejsca, które przypominają o czasach rdzennych mieszkańców Nowej Zelandii – Maorysach. Właśnie w jednym z takich miejsc powstała rezydencja Okitu.
Ten położony na nadmorskim wzgórzu Nowej Zelandii dom to dzieło jednego z czołowych nowozelandzkich architektów. Rezydencja znajduje się nieopodal nadmorskiego miasta Gisborne, na wschodnim wybrzeżu Wyspy Północnej. Z położonego na wzniesieniu budynku rozciąga się spektakularny widok na Pacyfik i rezerwat przyrody Okitu – stąd też nazwa Okitu House. Parterowa rezydencja przywodzi na myśl amfiteatralne trybuny, obejmujące ocean zasięgiem wzroku.
– Klientom zależało na projekcie, który podkreślałby scenerię otoczenia, uwydatniał nadmorskie krajobrazy – wspomina początki prac Pete Bossley, autor projektu. – Przy tym przestrzeń samego domu miała być prosta i funkcjonalna, w sam raz dla rodziny z dziećmi. Z połączenia tych dwóch założeń narodził się Okitu House.

Przeszklona forteca

Wizja inwestora i specyficzne warunku atmosferyczne tego obszaru zaowocowały budynkiem osadzonym na planie litery T. Zapewniło to ochronę domu przed niekiedy ekstremalnie silnymi wiatrami z kierunku wschodniego i północno-zachodniego. Taka realizacja nie odcięła przy tym pomieszczeń od rajskich obrazów, które mieszkańcy podziwiają przez oszklone ściany salonu, kuchni i sypialni.
Ta strona budynku narażona jest jednak na skrajnie kapryśną pogodę: wiatr wiejący od morza, sztormy. Architektura domu musiała więc powstać w oparciu o solidne i trwałe materiały, dobrane tak, aby chroniły jego stabilność w obliczu nieprzewidywalnych sił przyrody. Konstrukcję podtrzymuje stalowa rama, a ściany wzmocniono ściśle przylegającymi do siebie betonowymi cegłami. Bryłę chronią dodatkowo komponenty aluminiowe, duże elementy okładziny z paneli, drewniana podłoga oraz taras ze szlifowanego betonu.

Widok totalny

Dom przesunięty jest w dół. Oś pomieszczeń biegnie równolegle do konturów bryły, co podkreślone jest przez układający się schodkowo ku morzu dach oraz stalowy wybieg, który wydłuża część wypoczynkową domu poza granice pomieszczenia. Dzięki temu z salonu rozciąga się zapierający dech w piersiach widok na wzgórza i ocean. Domownicy, nie ruszając się z sofy, mogą doświadczać piękna i dzikości tego krajobrazu każdego dnia. Pete Bossley zdradza, że sukces tego projektu był wynikiem dobrej współpracy z inwestorami i piękna samego miejsca:
– Nie będę ukrywać, że projektowanie domu w takiej scenerii to czysta przyjemność. Podczas pracy najbardziej dała mi się we znaki bezlitosna w tym rejonie Nowej Zelandii pogoda: od subtelnego chłodu po prawdziwe huragany. To chyba był właśnie ten najtrudniejszy aspekt pracy – stworzyć prosty dom otwarty na otoczenie, na tyle mocny, by mógł znieść najcięższe podmuchy wiatru. Sprawdziliśmy i przetestowaliśmy w studio wiele opcji, zanim zdecydowaliśmy się na plan litery T. W toku prac projekt bazowy uległ tylko nieznacznym przekształceniom, na co na pewno wpłynęła sprawna komunikacja z inwestorami.

Piękno i siła w jednym

Obszerny, częściowo otoczony balustradą taras zaaranżowano przy północnej części domu. Okala on budynek na znacznej powierzchni, przez co niemal cała rezydencja odgrywa rolę tarasu widokowego. Umieszczenie tarasu na tyłach domu było celowym działaniem projektantów. Zależało im, aby kontakt z żywiołem był dla domowników przeżyciem bezpośrednim i „uderzającym”. Dlatego podziwiają oni ocean przede wszystkim z przeszklonych ścian domowych pomieszczeń. Ale otwarcie rezydencji na piękno przyrody to nie wszystko. Pete Bossley podkreśla, że najbardziej dumny jest z nadrzędnych funkcji tego projektu: chroni siebie i mieszkańców przed ekstremalną pogodą, ale jednocześnie uwydatnia piękno krajobrazu.
– Gdy pogoda jest naprawdę dzika, rezydencja jest schronieniem i tarasem widokowym w jednym – mówi. – Kiedy na zewnątrz panują łagodne warunki, bogate otoczenie domu pozwala korzystać z ładnej pogody, a jednocześnie chroni przed silnym w tym rejonie słońcem i wysokim promieniowaniem UV.

Peter „Pete” Bossley, Bossley Architects

Nowozelandzki architekt, założyciel i szef biura architektonicznego Bossley Architects w Auckland w Nowej Zelandii. Główny projektant Muzeum Nowej Zelandii Papa Tongarewa, laureat wielu nagród. – Razem z klientami wypracowujemy estetykę, pasującą do otoczenia i jednocześnie taką, w której czują się najlepiej. Zdarza nam się oczywiście namawiać klientów, aby więcej eksperymentowali. Rozważamy wszystkie ich sugestie i pomysły, a potem rozwijamy je, modyfikujemy i w końcu realizujemy połączenie ich i naszej wizji. Lubimy wykorzystywać całe spektrum materiałów budowlanych i architektonicznych. Przy ich wyborze kierujemy się takimi kryteriami, jak warunki naturalne, otoczenie domu, gust i potrzeby klientów oraz własne przekonanie o tym, co będzie najlepsze dla danego projektu. Unikamy przy tym wtórności, nie zależy nam na „znaku rozpoznawczym” biura Bossley Architects. Można jednak zauważyć, że są materiały i rozwiązania, które szczególnie lubimy wykorzystywać w naszych projektach.




Autor: Joanna Kulik