ARCHITEKTURA

STRONA GŁÓWNA  /  ARCHITEKTURA  /  INSPIRACJE  /  Daleko od żywiołów str. 1

Daleko od żywiołów

Daleko od żywiołów


Jestem dumna z tego wnętrza, a nawet traktuję je trochę jak moje kolejne dziecko – tak o swojej ostatniej realizacji w Warszawie mówi Dominika J. Rostocka, jeden z najbardziej cenionych architektów wnętrz w Polsce. 


Gdybyśmy chcieli określić zadanie Dominiki J. Rostockiej przy tej realizacji jednym zdaniem, wystarczyłoby powiedzieć: stworzyć wygodny apartament dla rodziny z dzieckiem. Jeśli jednak temat nieco zgłębić, na jaw wyjdzie całe mnóstwo spraw do załatwienia, problemów do rozwiązania, a przede wszystkim twórczych idei, które usilnie domagały się wprowadzenia w życie. I choć zapanować nad tym tętniącym energią kosmosem nie było łatwo, dla wytrawnego praktyka nie była to misja niemożliwa do spełnienia.

Prywatny azyl

Tym razem z prośbą o pomoc przy urządzaniu rodzinnej siedziby zgłosiło się do Pani Dominiki małżeństwo w dojrzałym wieku, prowadzące bardzo intensywne życie zawodowe. Nieustanne wyjazdy i międzynarodowe kontakty handlowe to świat, w którym z wielkim powodzeniem odnajdują się na co dzień, ale też żywioł, od którego chcieliby mieć choćby chwilę wytchnienia. Ich azylem przed zgiełkiem miasta i natrętnym dźwiękiem telefonu miał być apartament w jednej ze stołecznych dzielnic.

– Na budowie pojawiłam się na samym początku, kiedy mieszkanie było jeszcze w stanie deweloperskim. Mimo że poprzedni jego właściciel zdążył już nieco przeprojektować układ pomieszczeń, sytuacja wciąż nie była idealna – mówi Dominika J. Rostocka.

W duecie z Panią Domu

Zgodnie z oczekiwaniami inwestorów, na powierzchni 160 m² architekt miała urządzić: dwie sypialnie, gabinet, dwie łazienki, salon, kuchnię oraz pomieszczenia gospodarcze. Aby tak się stało i ostatecznie każdy z domowników zyskał swój intymny zakątek, niezbędna była przebudowa. 

– Niestety, nie wszystkie ściany można było przesunąć, a w najbardziej pożądanej przestrzeni wypadały kominy lub słupy. W miejscu, gdzie chcieliśmy urządzić kuchnię, zabrakło niektórych mediów i trzeba było je fachowo doprowadzić. Wyzwaniem okazała się też funkcjonalność pomieszczeń, ponieważ klienci nie chcieli otwartej, połączonej z salonem kuchni – wspomina Pani Dominika. 

Mimo różnorakich komplikacji wykonanie projektu przebiegało bardzo sprawnie, gdyż inwestorzy i projektantka od razu zaczęli się świetnie dogadywać. Szczególnie mocno zaangażowała się w przedsięwzięcie Pani Domu, która otwarta była na racjonalne argumenty i jeśli były uzasadnione, potrafiła je zaakceptować. 

 Od pierwszego wejrzenia 

Ponieważ inwestorce podobały się jasne, ciepłe wnętrza, które mimo rozmachu w wykończeniu, nadal zachowują swoją świeżość, od razu należało wykluczyć wszelkie standardowe rozwiązania. Wszystko musiało być „uszyte” na miarę.

– Informacja, że wnętrze ma sprawiać wrażenie dopracowanego pudełeczka, była miodem na moje serce i zmysły. Projekt powstał więc dość szybko i zyskał aprobatę „od pierwszego wejrzenia” – opowiada architekt. 

Klientkę od razu zachwyciły amerykańskie papierowe tapety z lekkim złotym połyskiem, do których na dalszych etapach dobierane były pozostałe elementy wyposażenia. Ich specyficzny złoto‑srebrny połysk bardzo szybko weryfikował, co do wnętrza pasuje, a co zupełnie nie.

Z racji tego, że inwestorzy niezbyt dobrze czują się we współczesnych, minimalistycznych przestrzeniach, w swoich estetycznych poszukiwaniach Dominika J. Rostocka skupiła się na klasyce. Jednak prawdziwa klasyka, którą znamy z wnętrz XIX‑wiecznych, wymaga antyków, przestrzeni i wysokości, a w przypadku warszawskiego apartamentu były w tym pewne ograniczenia. Warunkiem postawionym przez klientów było również to, że wyposażenie miało być całkowicie nowe. Ostatecznie wybór padł na współczesną wersję klasyki, czyli New Classic – popularny na świecie styl wnętrzarski, który apogeum swojego rozwoju przechodził kilka lat temu i do dziś jest jednym z wiodących w światowym dizajnie.

Perfekcyjnie skrojone 

Zastosowanie New Classic pozwoliło na wprowadzenie zapożyczeń ze współczesności, takich jak proste meble czy nowoczesne dodatki.

– Moim największym sukcesem w tym wnętrzu jest jego całkowita spójność. Jestem dumna, że udało mi się ten efekt uzyskać, co wcale nie było prostym zadaniem. Wszystkie pomieszczenia mają swoje własne motywy dekoracyjne, w każdym z nich są indywidualnie zaprojektowane sztukaterie, a do tego każdy mebel ma indywidualny zdobnik czy oryginalne, właściwe tylko jemu uchwyty – mówi projektantka.

Każde wnętrze, które projektuje, jest unikatowe. Tak jakby szyła je na miarę każdego właściciela od nowa. Po zakończeniu realizacji „na pamiątkę” zostawia inwestorom modele elementów dekoracyjnych, gdyż i tak nie zostaną nigdy więcej wykorzystane w innej realizacji. Zresztą to właśnie ją wyróżnia, że lubi eksperymentować, robić plastyczne ozdoby, aby za moment wprowadzać je w przestrzeń, a równocześnie jest maksymalnie uparta i poszukuje jakiegoś elementu wystroju tak długo, aż odpowiada jej wizji w stu procentach.

– Pedantyczne wręcz usposobienie klientów zmuszało do wysiłku, do pochylania się nad  niuansami. Dobrze się złożyło, bo to moja specjalność. Miałam więc przy tej realizacji bardzo wiele przyjemności – wspomina projektantka.

Pamięta, gdy po skończonej fazie dekoracji, podczas której wnętrze niczym diament oszlifowała za pomocą drobiazgów, usiadła w salonie na kanapie i delektowała się swoim dziełem. Czując ogromną satysfakcję, starała się napawać niepowtarzalną atmosferą wnętrza… 




Autor: Tekst: Agata Piszcz-Wendołowicz Foto: Kamila Markiewicz-Lubańska/ www.atelier-fotograficzne.com Proj. Dominika J. Rostocka/www.rostocka.com