ARCHITEKTURA

STRONA GŁÓWNA  /  ARCHITEKTURA  /  INSPIRACJE  /  Dom bez granic str. 1

Dom bez granic

Dom bez granic


Z jednej strony wygląda jak introwertyk. Przypomina bardziej twierdzę niż przytulny dom dla rodziny. Z drugiej jest wręcz poetycki, gościnny, a nawet magiczny! Niby doskonale go widać, a potrafi umknąć zbyt mało wnikliwemu spojrzeniu. Living‑Garden House to dom, który otworzył się na świat i przekroczył granice architektury. 


Living‑Garden House to zjawiskowa rezydencja zaprojektowana przez Roberta Koniecznego, wybitnego polskiego architekta i jego zespół z pracowni KWK Promes z Katowic. Powstała na południu Polski, w Katowicach zresztą, gdzie idealnie wpisała się w zastany krajobraz. Architekt wspólnie ze współpracownikami poszukiwał takiej formuły domu jednorodzinnego, w której architektura dążyłaby do jak najpełniejszej integracji z naturą. Efekt przerósł najśmielsze oczekiwania wszystkich zainteresowanych! Zaskoczył twórców, zachwycił inwestorów, wzbudził podziw znawców.

Budowniczy autochton

Poprzez swoją formę oraz zastosowane do budowy materiały budynek ściśle nawiązuje do lokalnej tradycji i dawnych śląskich domów robotniczych. 

– Familoki powstawały z czerwonej cegły i miały dwuspadowe dachy kryte papą – przypomina Robert Konieczny. 

W trosce o silne powiązanie domu z przeznaczonym dla niego miejscem, surowce wykorzystane do budowy pozyskano w najbliższej okolicy. Zastosowana przez architekta cegła pochodzi z lokalnej cegielni, a drewno widoczne na tarasach i podbiciu piętrowego nawisu, zakupiono w pobliskim tartaku. 

– Miejscowy plan nakazywał nam utrzymanie tradycyjnej formy budynku. Postanowiliśmy jednak nieco ją przeformułować. Mając na uwadze potrzebę prywatności mieszkańców domu, część parterową ustawiliśmy równolegle do drogi. Sprawia to, że bryła izoluje od ulicy ogród, zlokalizowany na tyłach posesji. Natomiast piętro obróciliśmy względem parteru o 90°. W pomyślanej przez nas konfiguracji dom wyraźnie otworzył się na otaczający go krajobraz – dodaje architekt. 

Na salony do ogrodu

W ten sposób klasyczny podział domu na parterową część dzienną oraz nocną, zlokalizowaną na piętrze zyskał dodatkowy wymiar i funkcjonalność. Architekt wziął pod uwagę różne potrzeby i naturalny rytm życia mieszkańców. W ciągu dnia większość z nas chętniej i energiczniej wchodzi w interakcje ze światem. Rozsuwając zasłony i podnosząc rolety, wpuszczamy do wnętrz naturalne światło. Realizując potrzeby poznawcze, otwieramy się na nowe doświadczenia i innych ludzi. 

Zupełnie inaczej funkcjonujemy w porze nocnej. Potrzebujemy wtedy poczucia bezpieczeństwa i izolacji, aby móc efektywnie wypocząć. 

– Kierując się tymi zasadami nadaliśmy budynkowi dychotomiczną formę. Piętro jest całkowicie introwertyczne, co gwarantuje mieszkańcom domu poczucie intymności. Zupełnie inaczej jest w przypadku parteru. Przestał on bowiem być wyłącznie reprezentacyjną przestrzenią dzienną, a stał się wręcz częścią otaczającego rezydencję ogrodu – tłumaczy twórca projektu. 

Powrót do korzeni

Udało się to osiągnąć dzięki przemyślanym rozwiązaniom architektonicznym. Za sprawą ogromnych, niczym niezakłóconych przeszkleń, przestrzeń dzienna niezauważalnie stopiła się z naturą. Przesuwne, szklane przegrody chronią tę strefę przed niepogodą, ale w słoneczne dni chowają się w cień, aby zamieniać living‑room (salon) w living‑garden, czyli salon ogrodowy. Mieszkańcy mają zatem poczucie, że dzień spędzają na świeżym powietrzu i w bliskim otoczeniu przyrody. Tylko na noc wracają do ciepłych prywatnych pieleszy. 

– Ta nowatorska formuła jest powrotem do korzeni. Pierwsi ludzie większość swojego czasu spędzali blisko ziemi, poszukiwali jedzenia, zbierali je lub polowali. Tylko na noc chowali się w grotach lub na drzewach. Living Garden House przywraca zatem ludziom ich odwieczny tryb życia – zwraca uwagę Robert Konieczny. 

Śniadanie na trawie

Living‑garden, czyli ogrodowy salon zorganizowany został pod 15‑metrowym nawisem piętra.

Przestrzeń zamknięta jest za pomocą obszernych przeszkleń, które w każdej chwili możemy rozsunąć, żeby otworzyć salon na otoczenie i cieszyć się obecnością naturalnego światła. Wrażenie integralności wnętrza z ogrodem potęgują sprytne pomysły aranżacyjne, takie jak ten w postaci zielonego dywanu. Jego struktura i kolor wywołują nieodparte wrażenie, że jest on przedłużeniem trawnika. 

– Pochłonięty pracą ogrodnik rzeczywiście mógłby nie dostrzec różnicy i starać się go wystrzyc – uśmiecha się architekt. 

Ale i gości można mile zaskoczyć, zapraszając ich do odpoczynku na sofie ustawionej na zielonej łące. To jednak nie koniec magicznych sztuczek, którymi zaskakuje dom w Katowicach. Wspomniany wcześniej, potężny wysięgnik oparty jest na dwóch żelbetowych ścianach. Tę ciężką materię udało się architektowi po mistrzowsku ujarzmić. W tym celu użył blach ze stali nierdzewnej, którymi obłożył część elewacji. Stworzyły one przepiękny i jakże niezwykły efekt iluzji. Przyroda przegląda się w stalowych ścianach jak w lustrze, zostawiając swoje zielone odbicie na fasadach domu. Mury, niczym duchy, tajemniczo zniknęły. Zamiast nich, mieszkańcy i ich goście podziwiają żywe obrazy, malowane pędzlem natury. 

Strefa prywatna

Dom o dwóch obliczach ukazuje jedno lub drugie z nich w zależności od potrzeby. Minimalna ilość otworów okiennych od strony wjazdowej zapewnia domownikom poczucie prywatności. Aby stworzyć inwestorom przestrzeń o bardziej intymnym charakterze, również pod nawisem piętra w części dziennej pozostawiono fragmenty ścian niewypełnione przeszkleniem. Strefa ta, po zasunięciu kotar, zamienia się w profesjonalną salę kinową. Na piętrze architekt przewidział prywatne strefy domowników z sypialniami. Jeśli jednak któryś z mieszkańców zechce powitać dzień przy akompaniamencie ptaków, wystarczy, że wyjdzie na jeden z eleganckich tarasów zlokalizowanych na płaskim dachu parteru. 

Zrównoważona symbioza

Niecodzienna, zapierająca dech w piersiach architektura, idzie tu w parze z najnowocześniejszymi technologiami. Budynek będący tak blisko natury powinien powstawać w wielkim szacunku dla środowiska i uwzględniać ideę zrównoważonego rozwoju. Dla Roberta Koniecznego i jego zespołu to sprawa priorytetowa.

– Dom jest niskoemisyjnym budynkiem o klasie energetycznej A. Posiada solidne grube mury i doskonałą izolację. Zastosowaliśmy też wielowarstwowe termiczne szkło najwyższej jakości. Rezydencja nie wymaga zatem dużych nakładów energii na ogrzewanie zimą, ani na chłodzenie latem. Dodatkowo nawis nad przeszklonym parterem chroni część dzienną przed przegrzaniem – wylicza architekt. 

Pracownia KWK Promes nieustannie pracuje nad tym, aby przenikanie architektury z naturalnym otoczeniem stało się jej nieodłącznym walorem. Rezydencja w Katowicach to kolejny krok do ideału i tylko jeden z wielu przykładów domów Roberta Koniecznego, które starają się nie ingerować w pejzaż, ale stać się jego naturalną częścią.

Żyj w rytmie natury

Living‑Garden House zachęca do interakcji. Z jednej strony dostosowuje się do potrzeb swoich mieszkańców, z drugiej wymaga od nich określonych nawyków. Będąc w tak bliskiej relacji z naturą, uczy ich, jak z przyjemnością można poddawać się jej rytmowi.




Autor: Tekst: Anna Lewczuk, KWK Promes Fot. Jakub Certowicz/www.jakubcertowicz.pl