ARCHITEKTURA

STRONA GŁÓWNA  /  ARCHITEKTURA  /  INSPIRACJE  /  Dom perfekcjonisty str. 1

Dom perfekcjonisty

Dom perfekcjonisty

Fot. Tomasz Markowski


Przebudowa tego podwarszawskiego domu z lat 70. XX w. trwała aż dwie dekady. Jego właściciel dopilnował osobiście, aby każdy detal został doprowadzony do absolutnej perfekcji.


Ile czasu może zająć modernizacja domu z lat 70. XX wieku? Rok, dwa, pięć lat? Panu Jackowi, właścicielowi podwarszawskiej rezydencji, zajęła lat 20! Dlaczego? Bo każdy detal realizacji został doprowadzony do absolutnej perfekcji. W drodze do spełnienia życiowej idei wytrwale towarzyszył mu architekt Kazimierz Olszaniecki.

Plan przebudowy domu śmiało można określić mianem architektonicznej mission impossible. Prosta bryła z niesymetrycznymi dachami wpisywała się w stylistykę projektów z lat 70. XX w. Pan Jacek, właściciel obiektu, pragnął czegoś więcej. To „więcej” było totalną zmianą typowego domu w imponującą rezydencję, której charakter jest wypadkową ogromnych ambicji, precyzyjnej analizy i niemal futurystycznej wizji przyszłego użytkownika.

Nowe życie

Marzenia inwestora doskonale rozumiał architekt z warszawskiej pracowni Metropolis II. Wspólnie z właścicielem stworzył koncepcję przebudowy i nadania nowego kształtu budynkowi.

— Dzisiaj już bym tego się nie podjął — uśmiecha się Kazimierz Olszaniecki z pracowni Metropolis II w Warszawie. — Sugerowałbym raczej, aby stary dom zrównać z ziemią, a na jego miejsce wybudować coś nowego.

Szczegółowa analiza kosztów i własnych możliwości nie przestraszyła żadnego z panów. Postanowili stworzyć dom o najwyższym standardzie, rozbudowując go o nowatorskie funkcje i nadając mu całkowicie nową wartość estetyczną.

— Chcieliśmy ten dom wymazać z pamięci, z rzeczywistości, nie niszcząc jednak wszystkiego. To było trudne zadanie. Wpadliśmy na pomysł, aby dostawić do niego dwie obłości, półwalce w pionie, które niwelowałyby poświatę starego budynku — wspomina architekt.

Również asymetryczny dach uległ znacznej przemianie. Jego frontową połać zamieniono w szklaną płaszczyznę. Witryna ciągnie się przez trzy kondygnacje budynku, w rzeczywistości nie stykając się z żadną z nich. Dzięki zabiegom architektonicznym powierzchnia użytkowa domu zwiększyła się o 30%.

Własna definicja funkcji

Jednym z założeń, jakie przyświecały pracy nad projektem, była zmiana postrzegania tradycyjnie rozumianej przestrzeni.

— Jeśli daną przestrzeń nazywa się toaletą, nie oznacza to, że na pierwszy rzut oka toaletą się wydaje — tłumaczy obrazowo architekt. — Właściciel dopilnował, aby każdy skrawek tego domu otrzymał znamiona estetyki samej w sobie, czasem nawet kosztem funkcji. Tworzenie formy było najistotniejszą zasadą modernizacji obiektu. Inwestor przebudowie poświęcił się całkowicie, czyniąc z tego swoje życiowe credo.

Pan Jacek, menadżer w międzynarodowych konsorcjach, prowadził długie i żmudne analizy, dokonywał porównań, przeprowadzał mnóstwo doświadczeń. Wszystko po to, aby osiągnąć efekt, o jakim marzył. Perfekcję. Bez reszty poświęcił się powstającemu dziełu, a każdą wolną chwilę spędzał „na budowie”. Jest to tym bardziej znamienne, że razem z żoną mieszkał zaledwie pięć metrów od modernizowanego obiektu. Z okien drewnianego domku z salonem i dwiema sypialniami przez dwadzieścia lat obserwował, jak materializuje się efekt jego pracy. Po tym czasie, z żoną i już trójką dzieci, mógł udać się w całkiem nowy wymiar.

— Właściciel nie przyjmował rozwiązań „na słowo honoru”. Wszystko musiał sprawdzić osobiście. Budowaliśmy modele przestrzeni, analizowaliśmy je na wielogodzinnych spotkaniach, które trwały do późna w nocy, przy asyście wykonawców i podwykonawców — wspomina architekt.

Przykładowo kilka miesięcy zajęło im rozpatrywanie ustawienia lamp u wezgłowia łóżka w sypialni. Inwestor poprzez swoją dociekliwość i stanowczość dokonywał rzeczy, których zwykły śmiertelnik sam nigdy by się nie podjął. Firmom pracującym przy modernizacji obiektu dawał wytyczne, których realizacja wymagała wysiłku, poświęcenia czasu i ogromnych nerwów. Nie byłoby to możliwe bez zaufania, jakim obdarzył architekta.

— Połowiczne środki były wykluczone. Każdy detal tego domu był analizowany wielokrotnie i doświadczany na modelu. Kupowaliśmy gotowe elementy renomowanych firm, a następnie je poprawialiśmy, bo nie spełniały warunków inwestora. Cięliśmy lampy na pół, sklejaliśmy, obrabialiśmy, aby mogły funkcjonować tak, jak chcieliśmy — opowiada architekt.

Blask czerni zatopiony w kremie

Nowoczesną stylistykę domu kształtuje kolorystyczny duet czerni i jasnego kremu. Zestawienie to widać zarówno na płaszczyznach, jak i w trzecim wymiarze otwartych przestrzeni: na posadzkach, ścianach, meblach i dodatkach. Niezwykle wyraźnie objawia się w jadalni, której oś wyznaczył trzymetrowy stół ustawiony na klonowej podłodze, czarny parapet łączący dwa równoległe okna oraz wisząca szafka z czarnym frontem i wbudowany w ścianę mebel, z którego sączy się poświata na zawieszone wyżej grafiki.

— Kompozycja jadalni, zarówno pod względem kolorystycznym, jak i estetycznym, została doprowadzona do perfekcji. Jej największą atrakcją jest ważący kilkaset kilogramów mebel ze szklanymi płaszczyznami, sprowadzony z Niemiec. Przeznaczony był do ustawienia na podłodze, my chcieliśmy go powiesić na ścianie. Wykonaliśmy więc stalowe ramy, które zabetonowaliśmy w ścianie. W nich został umieszczony mebel — opowiada architekt.

Królestwo czystości

Czerń, jako jeden z kluczowych elementów kolorystycznej ideologii, przybrała postać niezwykle luksusową. Objawia się w lśniących szklanych płaszczyznach, idealnie wtopionych w powierzchnie drewnianych mebli. W kuchni ujrzymy ją w długim kamiennym blacie, który „rozciągnięto” tak, aby powstała w nim misa zlewozmywaka, precyzyjnie klejonego z czarnego kamienia. Stamtąd prześlizguje się miękko po granitowej posadzce, by następnie wspinając się po kubełkowych siedziskach, zagościć na wciętym w ścianę stole, zwieńczonym okrągłym blatem z czarnego szkła. Tej czarnej wędrówce towarzyszy stalowy oddech kuchennego wyposażenia, w którym główną rolę gra specjalnie wydłużany okap kuchenny. Dzięki temu, że architekt umieścił rurę wentylacyjną w ścianie, przestrzeń ta przypomina kuchnię właściwie tylko z nazwy, stając się strefą bardziej reprezentacyjną niż czysto użytkową.

— Kuchnia jest królestwem małżonki pana domu. Cała rodzina ma taki styl bycia, że zarówno ta strefa, jak i pozostałe pomieszczenia są zawsze utrzymane w czystości. W kuchni brud jest zjawiskiem krótkotrwałym i natychmiast doprowadzanym do stanu przed gotowaniem — uśmiecha się architekt.

Towarzyszące kamiennemu stołowi czarne siedziska, mimo iż pochodziły od znanego producenta, nie nadawały się do przesuwania po kamiennej posadzce. Towarzyszący temu hałas i ryzyko powstawania rys doprowadziły do tego, że ścięto im stalowe spody i dorobiono nowe.

— Wyposażone w amortyzujące uszczelki spody sprawiają, że krzesłami można bezkarnie suwać po luksusowej, granitowej podłodze — mówi architekt.

 

Okrągły futuryzm

Czerń pojawiła się także w gościnnej toalecie na parterze, gdzie swoim mocnym ramieniem otoczyła okrągłe okno. Ten nietypowy, drewniany parapet został pokryty lakierem fortepianowym, który harmonizuje z futurystycznym charakterem przestrzeni. W technologii „czarnego lakieru” wykonano również deskę przykrywającą stalowy sedes. Stalowa jest trójkątna umywalka, która wyciąga ostrze w kierunku zbliżającego się użytkownika. Efektowne rozwiązania w tej strefie miały przed wszystkim szokować, ale równocześnie stapiać się z ogólną stylistyką domu.

Wino i kino

Strefa parteru kończy się na salonie, zamkniętym z jednej strony szklaną barierą w kształcie łuku. Za przezroczystą przesłoną znalazł się skórzany narożnik, telewizor oraz wbudowany w ścianę kominek. Łuk, ze względu na swoje gabaryty, musiał być wyginany aż w Katowicach, bowiem tylko tam dysponowano odpowiedniej wielkości piecem. Z parteru wspaniałą wstęgą szklanych schodów możemy udać się w kierunku piwnicy, gdzie zlokalizowano kino domowe i bar.

— Schody próbowało zrobić 15 firm. Każdy ich element jest wygięty pod innym kątem i ułożony na stalowej ramie w innej konfiguracji. Udało się je wykonać dopiero po roku. Są niezwykle reprezentacyjne i prowadzą do pomieszczenia, które sprawia największą frajdę gospodarzowi — wyjawia Kazimierz Olszaniecki.

Mowa o profesjonalnym kinie domowym. Idealnie wygłuszona klimatyzowana sala została wyposażona w ekskluzywne skórzane fotele sprowadzane ze Stanów Zjednoczonych, ekran i projektor. Okna przesłoniły automatycznie sterowane żaluzje.

— Projektor może generować różne proporcje obrazu. Żaluzje, niczym migawka w aparacie, przesuwają się, dostosowując się do wielkości wyświetlanego obrazu — wyjaśnia architekt.

Z kinem sąsiaduje barek, przed którym ustawiono szereg jasnokremowych kubełkowych siedzisk. Jak wyjaśnia architekt, powtarzalność kulistych elementów została zachowana w całym domu, począwszy od zmodernizowanej bryły budynku, a na wyposażeniu kończąc. „Barek” jest w rzeczywistości skomplikowaną maszynerią, z czterema szklanymi lodówkami o indywidualnym przeznaczeniu, a także ze zlewozmywakiem zamkniętym w szafce, który wyjeżdża po naciśnięciu jednego przycisku.

Szukałem i znalazłem

Dom, mimo imponującego wyposażenia i zastosowanych rozwiązań materiałowych, budzi ciepłe uczucia. Wszystko za sprawą kremowej barwy, której odcień, często kosztem rozjaśniania zamówionych płytek czy desek, pieczołowicie dobierał pan domu. On też, z myślą o rodzinie, zaplanował strefy stricte prywatne. Usytuowana na piętrze małżeńska sypialnia malowana jest spokojną elegancją, nie pozbawioną jednak innowacyjnych rozwiązań. Jednym z nich jest oryginalna kabina prysznicowa, przedzielona od strefy snu jedynie trójkątną taflą z warstwowo klejonego szkła. O tym, że sypialnia to pomieszczenie zaplanowane z równą precyzją jak pozostałe, świadczy obecność wspomnianych lampek nad łóżkiem oraz oryginalnej szafeczki przy toaletce. Niepozorny mebel został wyposażony w 50 (!) szufladek, w których pani domu może ukryć różne kobiece bibeloty. Z sypialnią sąsiaduje biblioteka z przesuwnymi panelami na regałach oraz łazienka z okrągłą wanną. Nad nią umieszczono telewizor w wodoodpornych ramach. Z drewnianej zabudowy po przeciwnej stronie wnętrza wychyla się półokrągła umywalka, wykonana z poziomo klejonych i specjalnie formowanych kamiennych płyt.

Nieco więcej „drobiazgów” można schować na poddaszu. Znajduje się tam aż dziewięć szaf garderobianych, zawieszonych na specjalnie wysuwanych prowadnicach, uniemożliwiających zabrudzenie dywanu. Projekt ten, jak wiele innych w tym domu, to prototyp wielokrotnie sprawdzany przez właściciela na modelu.

Organizm pełen elektroniki

Zmodernizowany budynek pod warstwą perfekcyjnej estetyki kryje niezwykle rozbudowany „układ” wewnętrzny.

— Dom jest wprost nafaszerowany automatyką. Na każdym poziomie znajdują się panele sterujące. Przebywając w jednym pomieszczeniu, możemy sterować muzyką w każdym innym. Stojąc w jednym miejscu, możemy kontrolować pracę urządzeń elektronicznych w pozostałych strefach — tłumaczy architekt.

Czterokondygnacyjny budynek wyposażony został w setki bezpieczników i regulatorów (dla porównania w zwykłym mieszkaniu zazwyczaj jest 5-7), połączonych ze sobą dziesiątkami kilometrów kabli. Szafa kontrolna, w której ukryto najważniejsze elementy sterujące, ma pięć metrów długości. Tylko inwestor, doskonale znający się na tego typu rozwiązaniach, umiał przełożyć myśl na rzeczywistość, bijąc na głowę sztab elektryków i komputerowców.

Kazimierz Olszaniecki jako jedyny ze współpracowników wytrwał przy realizacji od początku do końca. Cierpliwa i niezwykle wyrozumiała była również pani domu. Mimo iż wiedziała, na co się porwał jej małżonek, nie odwiodła go od jego planów, lecz wiernie mu asystowała, doradzając i akceptując proponowane przez niego rozwiązania.




Autor: Aneta Gawędzka-Paniczko, fot. Tomasz Markowski