ARCHITEKTURA

STRONA GŁÓWNA  /  ARCHITEKTURA  /  INSPIRACJE  /  Dom z góralską duszą str. 1

Dom z góralską duszą

Dom z góralską duszą

fot. Marcin Łukaszewicz


Żeby opowiedzieć o budowie tego domu, muszę wrócić do lat 50. XX w., gdyż to właśnie wtedy powstała pierwotna forma budynku. Dom zaprojektowała moja teściowa Irena Marusarz z domu Jeziorska, a wybudował go teść Stanisław Marusarz, znany polski skoczek narciarski, razem z zaprzyjaźnionymi cieślami. Wprowadziłem się do niego z małżonką, córką głównej projektantki, na przełomie lat 70. i 80. Po kilkunastu latach rozpoczęliśmy intensywną przebudowę – wspomina Krzysztof Gądek, architekt i gospodarz domu w Zakopanem.


Krzysztof Gądek zawsze pragnął, aby jego projekty jednoznacznie kojarzyły się z Podhalem. Nie zależało mu jednak na dosłownym kalkowaniu dokonań Witkiewicza, twórcy stylu zakopiańskiego. Wolał, żeby jego praca była naturalną kontynuacją dorobku mistrza. Tej zasady trzymał się również przy przebudowie swojego domu.

Na szczelne zamki

Budynek powstał z płazów. Jak podkreśla gospodarz, nie są to bale, ale płazy, bo takie jest ich tradycyjne podhalańskie określenie. Wycina się je z pni drzewa iglastego, a dokładniej z ich zewnętrznych części. Środek pnia z rdzeniem w postaci deski 2-calowej jest wycinany, aby płazy „nie kręciło”.
– Jak na tradycyjną architekturę podhalańską przystało, płazy w naszym domu są ułożone na zrąb i zacięte w klasyczne zamki, które stanowią specyficzną konstrukcję, przypominającą układankę zaciosów. Dziś już tylko starzy i nieliczni cieśle potrafią zaciąć płazy na zamki. Jest to niezwykle istotne, gdyż prawidłowo i dokładnie wykonane łączenia zapewniają szczelność i stabilność całej konstrukcji – wyjaśnia architekt.
Drewno użyte do budowy zakopiańskiego domu rosło w reglu tuż pod Giewontem, w lesie do dziś będącym własnością rodziny architekta. Pnie miały średnicę około 60–80 cm i, co ważne, zostały „przewiane”. Górale mówią tak o drzewach, które z racji miejsca występowania były narażone na działanie wiatru halnego, wichur i deszczu. Stojąc w zwartym lesie na wysokości powyżej 1000 metrów nad poziomem morza, samoistnie chroniły swoją strukturę. Żeby wytrzymać napór wiatru oraz surowe warunki klimatyczne, drewno stawało się gęstsze, a zatem mocniejsze i bardziej odporne.

Dach na nowo

Jednym z najważniejszych etapów przebudowy domu w latach 90-tych była renowacja dachu, podczas której większość gontu drewnianego wymieniono na nowy. Pan Krzysztof jest wielkim miłośnikiem naturalnych pokryć, ma jednak świadomość, że niełatwo jest znaleźć dobrych cieśli, którzy potrafią je profesjonalnie wykonać. Ponadto potrzebne w tym celu solidne, wierchowe drewno jest dziś trudne do pozyskania.
– Nasz las znajduje się na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego, dlatego nie jest możliwe uzyskanie takiego materiału równie łatwo, co przed laty. W 2012 r. z rozsądku, choć z bólem serca, zmieniłem całość pokrycia dachowego na blachodachówkę z posypką mineralną, formowaną na kształt gontu. Z sentymentu zachowałem jednak fragmenty starego gontowego dachu u siebie w pracowni jako jedną ze ścian oraz w kilku innych widocznych miejscach.

Rysie i skrątki

Strome, rozbudowane i otwarte dachy pojawiły się w Zakopanem w epoce Witkiewicza. Od tego czasu poddasze zyskało funkcję mieszkalną. Trójkątnym szczytom podhalańskich dachów nie brak też walorów wizualnych.
– Można na nich podziwiać mnóstwo rzeźbień i dekoracji. W moim domu rzeźbienia zostały wykonane tradycyjnie za pomocą siekiery. To zdecydowanie trudniejszy sposób, więc nie wszyscy cieśle chcą się tego podjąć. Współcześnie dekoracje wykonuje się maszynowo, na tzw. szmyrglu lub wyrzynarką, ale proszę mi wierzyć, to nie jest ten sam efekt – przekonuje Krzysztof Gądek.
Uwagę każdego gościa zwracają też rysie, czyli końcówki płazów podtrzymujące okapy dachu. Znakiem rozpoznawczym domu architekta są wykończenia rysi w postaci woluty. Motyw ten został nawet przeniesiony z dachu na balustrady i do wnętrza domu.
Szacunek dla ręcznej pracy i dbałość o jej jakość to znak rozpoznawczy górali. Kolejnym przykładem rozwiązania, które wymaga niemałej zręczności jest uszczelnienie ścian budynku z płazów za pomocą wełnianki.
– Mszenie pozwala zapobiec ucieczce ciepła z wnętrza domu – tłumaczy architekt. Dawniej bogate wille, które miały być ciepłe w rozumieniu ówczesnym, były wykończone wełnianką, widoczną tylko z jednej strony, od zewnątrz bo płazy były „felcowane” i łączone na tzw. własne pióro, czego przykładem jest witkiewiczowska „Koliba”. Od środka bez problemu szorowało się ściany za pomocą szczotki. Dzisiaj ta metoda budowania stosowana jest bardzo rzadko. U mnie i w większości domów „skrątki” z wiórów drewnianych można zobaczyć i z jednej, i z drugiej strony. Od środka obcięte są na gładko ostrym nożem, a od zewnątrz wyglądają jak dekoracyjne wianki.




Autor: Anna Lewczuk