ARCHITEKTURA

STRONA GŁÓWNA  /  ARCHITEKTURA  /  INSPIRACJE  /  Dom z leśnej zatoki str. 1

Dom z leśnej zatoki

Dom z leśnej zatoki


Malowniczo położona rezydencja to prawdziwa rodzinna enklawa. Od lasu, pełnego swoich własnych tajemnic, dzieli domowników tylko kilka kroków i furtka. Furtka, która otwiera przejście do całkiem innego wymiaru rzeczywistości.


Rezydencja w podbydgoskiej miejscowości robi wrażenie – bryłą, w której zawarto 600 m² przestrzeni użytkowej, i otoczeniem, wspaniałym, półtorahektarowym ogrodem. Właściciele posesji, którzy jeszcze kilka lat temu mieszkali w szeregówce, wraz z pojawieniem się nowego członka rodziny, postanowili zmienić otoczenie. Dom, malowniczo usytuowany w leśnej zatoce, okazał się idealny dla rodziców z trójką dzieci.

Mieszkać w enklawie

Wybór miejsca nie był przypadkowy. Właścicielom zależało na tym, aby nowe lokum zapewniło im pełen podmiejski komfort – nie było zbyt oddalone od miasta, a równocześnie gwarantowało poczucie swobody i intymności. Bryłę budynku zaprojektowała architekt Joanna Solich, natomiast koncepcję projektu wnętrza stworzył Maciej Świtała, właściciel Pracowni Architektonicznej w Bydgoszczy.

— Projektowanie wnętrz zaczęliśmy od ustalenia funkcji poszczególnych pomieszczeń, które dyktował tryb życia domowników — opowiada Maciej Świtała. — Mimo iż dom był częściowo wykończony, od początku wiedzieliśmy, że będziemy go projektować od nowa.

Wnętrze domu zostało podzielone na dwie części. Strefa reprezentacyjna obejmuje salon ze stołem gościnnym. Prywatny obszar to kuchnia z rodzinną jadalnią, z której na co dzień korzystają domownicy. Na parterze znajduje się również gabinet, do którego wchodzi się od strony jadalni oficjalnej, oraz usytuowany nieco na uboczu aneks sypialniany właścicieli. Piętro rezydencji to kolejna prywatna przestrzeń mieszkalna, podzielona na trzy pokoje dziecięce, łazienki, pokój gościnny oraz salonik, zaaranżowany u szczytu schodów, na małej antresoli.

Zmianie architektonicznej uległa przede wszystkim klatka schodowa. Jej wąski i mało rezydencjonalny kubik zastąpiła funkcjonalnie zaprojektowana przestrzeń, w której na pierwszy plan wysuwa się obraz Waldemara J. Marszałka. Stopnie schodów wykonano z marmuru crema marfil oraz drewna egzotycznego doussie. Całości towarzyszy ręcznie kuta balustrada, dzieło artysty-plastyka Zbigniewa Szerlonga. Kowal, na zamówienie gospodarzy, wykonał również drzwiczki odgradzające palenisko w kominku. Usytuowany w salonie, wykonany z piaskowca kominek pełni rolę alternatywnego, poza ogrzewaniem gazowym, źródła ciepła w rezydencji. Jego prostą bryłę wieńczy XVII-wieczny holenderski pejzaż.

 

Lwy salonowe

Przyjazną atmosferę części salonowej zapewnia nie tylko ciepło kominka, ale przede wszystkim jej oryginalne wyposażenie. Meble kolonialne, do których szczególny sentyment mają właściciele, częściowo przybyły z poprzedniego lokum gospodarzy, pozostałe zaś przywieziono z Berlina. Przepastne, skórzane sofy, a także komody i kredensy były pierwszym wyznacznikiem, który w projekcie wnętrza musiał uwzględnić architekt.

— Upodobanie właścicieli do stylu kolonialnego od początku określiło wizerunek domu, stąd eklektyczny charakter przestrzeni. Tego typu meble są dla naszej kultury trochę obce. Zwykle używano ich na przełomie wieków w krajach takich, jak Stany Zjednoczone czy Australia — wyjaśnia Maciej Świtała.

Meble wypełniły przestrzeń salonowego wykuszu. Pod sufitem zawieszono plafon ze szlifowanego onyksu, który emituje nastrojowe, bursztynowe światło. Inne, równie charakterystyczne lampy zdobią obie strefy jadalniane. Dosyć surowe w wyrazie oprawy oświetleniowe składają się ze szklanych abażurów, zawieszonych na metalowych łańcuchach. Ich stylistyka to oczywiste nawiązanie do kutych dekoracji w domu.

Świat na własność

Elementem, wyznaczającym charakter przestrzeni mieszkalnej, była również pasja kolekcjonerska właścicieli – wielkich miłośników malarstwa polskiego. Projekt wnętrza domu powstawał między innymi w oparciu o to, jakiego typu obrazy będą towarzyszyły określonym strefom funkcjonalnym.

— Kochamy sztukę i na tyle, na ile pozwalają nam możliwości, wzbogacamy naszą kolekcję — wyznaje pani Małgorzata. — Moi ulubieni twórcy to Roman Zakrzewski i Kiejstut Bereźnicki. Lubię też spojrzeć na dzieło Marszałka czy Fałata, którego obraz wisi w naszej sypialni.

Kolorystyka obrazu Antoniego Fałata, utrzymana w intensywnych odcieniach błękitu, jest niejako zaprzeczeniem pełnej harmonii stylistyki sypialni gospodarzy. Kontrastowe zestawienie nowoczesnej, malarskiej formy z łagodnie stylizowanym wnętrzem świadczy o odwadze i pomysłowości gospodarzy w podejściu do aranżacji wnętrz. Oryginalnie urządzona została również sąsiadująca z sypialnią łazienka. Przed kabiną prysznicową stanął fotel o kwiatowym deseniu, nawiązującym do klimatu salonowej przestrzeni. Dzięki jego obecności, znaczna część łazienki zamienia się w przytulny kąpielowy salonik.

 

Rodzinnie i klubowo

Przemyślana kompozycja przestrzenna domu oraz dobór dekoracyjnych elementów – kolumna, pionowe formaty obrazów i plastyczne linie firan w salonie – podnoszą reprezentacyjną rangę wnętrz. Z wertykalnie ułożonego świata wkraczamy w świat kuchni, w którym dominuje układ horyzontalny.

Wyposażenie kuchni zostało w całości przeniesione z poprzedniego domu gospodarzy, a następnie, po dokupieniu kilku dodatkowych elementów, zaadaptowane do wielokątnego kształtu wnętrza. Blaty w strefie roboczej wykonano z granitu kashmir white. Oszczędne wnętrze kuchni ociepla sąsiedztwo rodzinnej jadalni, wyróżnionej efektownym podświetlanym sufitem i drewnianym obramowaniem w gresowej posadzce. Podobną rolę, optycznego podziału przestrzeni, pełni również bar z dwoma hokerami, nad którym zawieszono miniaturę statku.

— Kiedy jesteśmy w salonie, bar staje się wizualnym wydzieleniem strefy kuchennej. Pozwala też na swobodną rozmowę dwóch osób, w intymnej, „klubowej” atmosferze — dodaje architekt.

Podróże w miniaturze

Właściciele domu, kiedyś zapaleni podróżnicy, o swojej pasji lubią pamiętać nawet wtedy, gdy nie zawsze mają czas na dalekie wojaże. O wyprawach przypomina im miniatura statku, dumnie zaznaczająca swą obecność w przestrzeni domu.

— Statek jest pamiątką z wycieczki do Gdańska, kupiliśmy go na jarmarku. To było ogromne marzenie mojego męża, aby mieć w domu taki dekoracyjny element — opowiada gospodyni.

O uwagę odwiedzających rezydencję równie wytrwale walczy złota kolumna. Początkowo okrągły element konstrukcyjny sprawiał projektantowi wnętrza i właścicielom wiele kłopotów, gdyż niefortunnie kadrował widok.

— Dzięki kilku zabiegom architektonicznym, obejmującym przestrzeń holu i klatki schodowej, udało nam się otworzyć wnętrze dla wchodzących, a równocześnie zapewnić intymność strefy typowo rodzinnej, czyli kuchni z jadalnią — mówi Maciej Świtała. — Hol zyskał oryginalne podświetlenie sufitu, a skoro nie mogliśmy usunąć kolumny, postanowiliśmy ją... dodatkowo wyróżnić.

Kolumna pokryta złotą, przecieraną farbą, zyskała wyróżnienie w postaci okręgu z drewna jatoba. Jego czerwonawy odcień to subtelne wprowadzenie do drewnianej podłogi w salonie. Przełamaniem kolorystycznym wnętrza, utrzymanego w odcieniach ciepłych brązów i beżów, są jedwabne oranżowe zasłony, otulające okna.

— Okienne dekoracje łagodzą dosyć twardą tektonikę łamania wielokąta, dodając salonowi odrobinę miękkości — ocenia architekt.

Wielokątny kształt jego przestrzeni pozwala domownikom podziwiać panoramę całego ogrodu.

 

Zielona cisza

Domownicy, jeśli tylko pozwala na to pogoda, najchętniej spędzają czas w ogrodzie. Koncepcja zieleni wokół domu to dzieło Hanny Chmielnik, właścicielki pracowni „Eko-Park” w Bydgoszczy. Ogród rozciąga się bardzo nietypowo. Zielona, przetykana piękną roślinnością połać ukradkiem wyłania się z lasu, a następnie wije zboczem skarpy, zostawiając za sobą pomruk dojrzałych drzew i delikatne pocałunki kwiatów. Niespiesznie, prowadzona szmerem strumienia, zmierza w kierunku stawu, by w srebrnym lustrze wody podziwiać swą doskonałość. Stąd, lekko pokonując ścieżkę, podąża w okolice domu, zagarniając go w swe silne ramiona. Malarski pejzaż natury stał się przedłużeniem domu i jego przestrzenną kontynuacją.

— Ogród jest zawsze wypadkową pomysłów projektanta i przyszłych użytkowników. Chcieliśmy stworzyć w nim strefy, które będą odpowiadać wnętrzom domu, wiążąc się przy tym z określoną funkcją. Najbardziej wyszukane, reprezentacyjne wnętrze ogrodu jest związane z frontem posesji — opowiada Hanna Chmielnik.

I rzeczywiście, podjazd i okalające dom rośliny to prawdziwa harmonia w działaniu człowieka i przyrody. Precyzyjnie „wykrojone” trawniki w soczystozielonym kolorze mogą być prawdziwą dumą gospodarzy.

Prywatny rezerwat

Wzniesienie stało się fragmentem ogrodu najbliżej związanym z przyrodą, a przez to ulubionym miejscem wędrówek gospodyni.

— Teren ten znajduje się blisko lasu, stąd jego charakter jest bardzo naturalistyczny. Skarpa pozwala na szczególną ekspozycję obecnych tu gatunków roślin — wyjaśnia projektantka ogrodu. — Jeśli tylko jest taka możliwość, projekt ogrodu powinien nawiązywać do krajobrazu otoczenia, łączyć się z nim przestrzennie.

Ogród założony na zboczu to prawdziwa ambasada przyrody. Od początku, zgodnie z sugestią gospodyni, miejsce to miało przypominać przyrodę w jej niezmienionym, dzikim stanie, niezmąconym działaniem człowieka.

— Bardzo dużo czasu staramy się spędzać na zewnątrz, korzystać z lasu za płotem, oddzielonego od posiadłości tylko furtką — opowiada pani Małgorzata. — Okolica jest bardzo piękna i wszyscy uwielbiamy długie spacery na łonie natury.

Bliskość lasu sprawia, że posesja jest prawdziwą atrakcją dla zwierząt. Tuż za ogrodzeniem stoi paśnik, do którego przychodzą sarny, na drzewach w ogrodzie zawieszone są budki lęgowe dla ptaków, zaś z kąpieli w stawie skwapliwie korzystają dzikie kaczki, które na brzegu założyły sobie gniazdo. Do parku zaglądają również zające.

Bluszcz i pysznogłówka

Z samego szczytu wzniesienia rozpościera się wspaniały widok na posesję, która wygląda, jakby była zatopiona w zielonej głębinie. Tkany źdźbłami kobierzec zdobi niewielki staw, do którego spływa woda z biegnącego wzdłuż zbocza strumienia. Ustawione na tle dzikiego wina ławeczki zachęcają do odpoczynku podczas spacerów. Lekko pofałdowaną płaszczyznę wzniesienia zdobi fragment nagiej skały. Jej bryłę uwypuklają rozrzucone wokół kępki konwalii majowych i bluszczu, leniwie chwytającego się podmuchów wiatru. Wśród porastającej wzniesienie roślinności, na uwagę zasługuje również niebieskooki barwinek i bodziszek, a także rodzime drzewa, takie jak sosna zwyczajna, świerk, brzoza, oraz krzewy – jaśminowiec, tawuła i pięciornik.

— Z drugiej strony domu powstał salonik ogrodowy, przejście z tarasu wprost na dywanowy trawnik, zamknięty rabatą hortensji. Nieopodal znajdziemy również jałowce, niezapominajki, trzykrotki, pysznogłówkę, liliowce, pachnącą lawendę oraz cały szereg krzewów, takich jak tawułki, irgi, trzmieliny, pięciorniki i berberysy — dodaje Hanna Chmielnik.

Działkę porastają też ogromne wrzosowiska, a jesienią można tu znaleźć rydze, sowy i prawdziwki. Wiosną na trawniku pojawiają się krokusy i tulipany.

Rekreacja na powietrzu

Kort tenisowy z przyległościami tworzy kolejne ogrodowe wnętrze, przeznaczone do czynnej rekreacji. Nie znalazł się tu przypadkowo.

— Wszyscy uwielbiamy grę w tenisa, z rakietą nieźle sobie radzi nawet najmłodsze dziecko — cieszy się właścicielka. — Spędzamy tu bardzo dużo czasu, praktycznie od wiosny do jesieni, starając się każdą wolną chwilę przeznaczyć na sport.

Oprócz kortu tenisowego, domownicy mają do dyspozycji taras wyposażony w grill, a także miejsce na tyłach domu, gdzie mogą spożywać posiłki i korzystać z ogrodowej huśtawki. Dla najmłodszego dziecka powstał plac zabaw. W kreowaniu charakteru przestrzeni ogrodowej pojawił się również kulinarny akcent, czyli zaaranżowany w półkolu ziołowy ogródek. W maleńkich, wydzielonych brukiem kwaterach, swój zapach rozsiewa finezyjna mieszanka estragonu, szałwii, tymianku, mięty, rozmarynu i oregano.




Autor: Aneta Gawędzka-Paniczko, fot. Linea