ARCHITEKTURA

STRONA GŁÓWNA  /  ARCHITEKTURA  /  INSPIRACJE  /  Kuszący smak prowincji str. 2

Kuszący smak prowincji

Kuszący smak prowincji

Fot. Dymitr Kałasznikow


Trochę Toskanii, dwie garści nowoczesności, szczypta sentymentów i kilka ziarenek koloru, a wszystko w połączeniu z tętniącym życiem lasem i rozległym mazowieckim krajobrazem. Taki przepis na swój wymarzony dom wymyśliła Agnieszka, pełna pozytywnej energii mama dwóch synów i żona Piotra, przedsiębiorczego faceta sukcesu.


Wiejskie klimaty

Eklektyczny charakter budynku, w którym poszczególne jego skrzydła wyglądają jakby zostały dobudowane w różnych epokach, nie mógł pozostać bez komentarza także we wnętrzach. Ich charakter to wspólne dzieło Agnieszki i jej koleżanki z dawnych lat, będącej teraz architektem i zarazem projektantem wnętrz, Doroty Krawczak.
– Gdyby nie Dorota nie dałabym rady tego ogarnąć – mówi Agnieszka. – Nie ukrywam też, że to jej mieszkanie stało się inspiracją do urządzenia naszego domu. Nowoczesność, wyrażająca się w prostych formach mebli czy wyposażeniu, przeplata się w nim z bibelotami i drobiazgami w starym stylu.
Pani Dorota współpracę sprzed pięciu lat wspomina z sentymentem. Odpowiadało jej, że mają z inwestorką podobną wrażliwość estetyczną, ale też fakt, iż dostała dużą swobodę działania.
– Od początku było wiadomo, że w tym domu spotka się wiele estetycznych nurtów, zespolonych przez wspólny mianownik kolorystyczny. Ucieszyłam się, gdy mój ulubiony we wnętrzach szary kolor, przypadł do gustu też Agnieszce – mówi Dorota Krawczak.
Problemów przy wspólnej pracy w zasadzie nie było. Dorota projektowała, a Agnieszka eksplorowała targi staroci w poszukiwaniu bibelotów do swego domu. Kiedy coś wpadło jej w oko, wysyłała MMS-a z pytaniem: Będzie OK? 
– Powstał dom, w którym estetyka i funkcja są w pełni zrównoważone. Miał być wygodny do mieszkania, dopasowany do stylu życia rodziny, ale też otwarty na nowe wyzwania. W warstwie stylistycznej realizuje założenia domu wiejskiego, naznaczonego naturalnością materiałów wykończeniowych czy chropowatością faktur. Bardzo lubię w nim przebywać – opowiada projektantka wnętrz.

Ekspresowe tempo

Niewymuszony wdzięk architektury połączony z bliskością nieskrępowanego żywiołu natury sprawia, że dom Agnieszki i Piotra nieustannie tętni życiem. Przyjaciele, znajomi, rodzina – w zasadzie nie ma weekendu, aby ktoś nie przyjechał do nich z wizytą.
– Oczywiście imprezy zaczynają się przy stole, po czym powolutku, niepostrzeżenie goście przenoszą się do kuchni, która jest moim królestwem. Jest świetnie skomunikowana z jadalnią, ale ma też kilka stołków przy wyspie kuchennej na wypicie małej kawki czy zjedzenie kanapki – opowiada pani domu.
A życie w Sierzchowie toczy się w całkiem szybkim tempie. Ranek to ekspresowy wyjazd do pracy i szkoły w Warszawie, popołudnie to jeszcze szybszy powrót do domu.
– Pędzimy do domu, bo go uwielbiamy. Jego ciszę i harmonię, dzięki którym w końcu możemy ze sobą normalnie porozmawiać. Bo choć dzwonimy do siebie z mężem w ciągu dnia z 15 razy, to i tak w końcu spotykamy się wieczorem przy stole. Lubimy ze sobą spędzać czas – mówi Agnieszka.

Wiatr w kominie

Nie mogą się nagadać od 22 lat, ale też łączy ich wiele innych wspólnych pasji. Jedną z nich jest bieganie, które z powodzeniem trenują w pobliskim lesie. Jego sąsiedztwo sprawia też, że Agnieszka i Piotr wyraźniej niż w którymkolwiek ze swoich poprzednich wielkomiejskich mieszkań odczuwają upływ czasu. Pewnie z tego też powodu, z każdej chwili życia starają się wycisnąć możliwie jak najwięcej.
– Latem jest u nas sielsko, ale jesień jest porą kiedy wszystko: otoczenie, dom, jego wnętrza i atmosfera, a na końcu my sami zaczynamy współbrzmieć jednym głosem – tłumaczy pani domu.
Coraz dłuższe wieczory sprawiają, że coraz dłuższe stają się też ich rodzinne pogawędki. Ze sobą, zwierzakami i hulającym wiatrem, który przypomina, że zbliża się zima.




Autor: Agata Piszcz-Wendołowicz