ARCHITEKTURA

STRONA GŁÓWNA  /  ARCHITEKTURA  /  INSPIRACJE  /  Mieszkać w zgodzie ze sobą str. 1

Mieszkać w zgodzie ze sobą

W zgodzie z samym sobą

Fot. Norbert Banaszyk/Dada


W domu Michała Hessa podział na strefy użytkowe nie jest stały i zmienia się w zależności od sytuacji. Meble i oświetlenie dobrał on tak, aby nie zakłócały głównej idei przestrzeni.


Przez olbrzymie tafle okien do domu Michała Hessa, właściciela Pracowni Architektonicznej Hess z Poznania, śmiało wkracza natura. Bujna, żywiołowa, a czasami kusząca do błogiego lenistwa. Pragnienie bycia blisko niej sprawiło, że poznański architekt postanowił osiedlić się nad brzegiem rynnowego jeziora. Pięć domów, a wokół las, połacie pól i woda – oto namiastka życia w naturze.

Dom na serwetce

Koncepcja osiedla rodziła się etapami. Pierwszym natchnieniem był włoski dom wybitnego polskiego rzeźbiarza Igora Mitoraja, następnym – pobliski, poniemiecki folwark z czerwonej cegły, który idealnie komponował się z otoczeniem.

Pomysły jako pierwszy przeniósł na papier Marcin Rólski, współpracownik i przyjaciel Michała Hessa. Swe idee rozrysował na serwetce w barze... Po tak romantycznym początku nadszedł czas wielomiesięcznych prac zespołu projektowego.

— Dom podporządkowuje się nastrojowi otoczenia, zachowując suwerenność poprzez prostotę detalu oraz spójność między funkcją, formą i materiałem — wyjaśnia Michał.

Szacunek do krajobrazu, w jakim wyrośnie nowe osiedle, był jednym z najważniejszych założeń twórczych. Ostatecznie każdy dom z kompleksu stanął na dużej działce z bezpośrednim dostępem do jeziora, co wszystkim mieszkańcom enklawy pozwala w równym stopniu korzystać z wodnych atrakcji. Równocześnie, mimo braku płotów, zachowana została pełna intymność. Chociaż sąsiedzi nie zaglądają sobie w okna, wcale nie oznacza to, że każde z domostw prowadzi własne, pilnie strzeżone życie. Przeciwnie, wspólne osiedlenie się na obrzeżach cywilizacji zacieśniło przyjacielskie więzy, choć na szczęście, elementami integrującymi częściej są biesiady przy winie, niż wspólne odśnieżanie drogi, aby dostać się z rana do pracy w mieście. Zresztą bogato zaopatrzona piwniczka z dobrym winem to jeden z wielu atutów, przyciągających do domu Michała licznych gości.
Pan domu z radością wita ich w swoich progach, gdyż jak na razie jedynym mieszkańcem, z którym dzieli rozległą przestrzeń swej rezydencji, jest suczka Mona. Odwiedzający mogą się rozkoszować wypoczynkiem na łonie natury na wszelkie możliwe sposoby: kąpać w jeziorze, wylegiwać na pomoście czy też jadać posiłki pod gołym niebem. Michał jest otwarty na wszelkie rozwiązania, wszystko więc zależy od ich inwencji.

Sukces gwarantowany

Przestrzeń domu została zaprojektowana głównie z myślą o potrzebach pana domu.

— Receptą na sukces projektu jest kompromis między jego ideą, a potrzebami inwestora. Projektowanie jest procesem zespołowym, a w przypadku domu przyszli mieszkańcy powinni stać się ważną częścią tego zespołu. Tym razem, z racji tego, że inwestorem jest architekt, sukces był nieunikniony — śmieje się Michał Hess.

Pomyślna realizacja przedsięwzięcia wymagała jednak ze strony architekta ogromnego zaangażowania. Choć zaplanowane do budowy materiały wydawały się popularne, zdobycie ich wcale nie było łatwe. Ostatecznie mur rezydencji został wykończony ręcznie formowaną, czerwoną cegłą belgijskiej firmy Vandersanden, a jej dach pokryto francuską dachówką Monopole firmy Imerys Toiture.




Autor: Agata Drogowska - tekst i stylizacja, fot. Norbert Banaszyk/DADA