ARCHITEKTURA

STRONA GŁÓWNA  /  ARCHITEKTURA  /  INSPIRACJE  /  Na przekór złym mocom str. 1

Na przekór złym mocom

Na przekór złym mocom

Fot. Kuba Pajewski


To była miłość od pierwszego wejrzenia. Ten okraszony czerwcowym słońcem, z pozoru niewinny dom oczarował Magdalenę. Do tego ten niezwykły klimat Saskiej Kępy... Nie chciała już więcej szukać. Bez namysłu postanowiła, że to właśnie tutaj stworzy nowy, magiczny azyl dla siebie i swoich bliskich.


Poprzedni dom Magdaleny i Michała był zupełnie inny. Mieszkali z dala od pełnej zgiełku stolicy, w klasycznych i bardzo przestronnych wnętrzach. Wielu o tym marzy, oni jednak postanowili zamienić zieloną okolicę i funkcjonalną przestrzeń na coś zupełnie innego. Impulsem do działania był przede wszystkim czas, a raczej jego brak.
– Traciliśmy go zbyt wiele – opowiada Magda. – Całe nasze codzienne życie toczy się w Warszawie. Mamy tam pracę, a dzieci chodzą do szkoły i na zajęcia dodatkowe. Ciągłe podróże z domu do centrum okazały się zbyt uciążliwe. We własnych czterech ścianach byliśmy tylko gośćmi i brakowało nam chwil, które moglibyśmy poświęcić tylko sobie – dodaje.

Szybka decyzja

Nowy dom odkryła wspólnie z przyjaciółką, a zarazem architekt, Beatą Szalą. Drugiego dnia po tym, jak go ujrzała, zwiedzała jego wnętrze. Ta wizyta była tylko formalnością, która utwierdziła ją w przekonaniu, że to właśnie tutaj będą dalej żyć. Nie przeszkadzał jej nawet fakt, że budynek był znacznie mniejszy od poprzedniego. Przeciwnie, odpowiadał jej zarówno metraż jak i styl wnętrza. Mieli dość przestronności. Mąż i dzieci bez zastrzeżeń przychylili się do tej decyzji. Żadnych wątpliwości nie miały nawet dwie nastoletnie córki – dotychczas właścicielki osobnych pokoi, które od teraz miały dzielić jeden.
Z pozoru taki sam jak inne, ukryty w szeregowej zabudowie budynek był świeżo po remoncie. Nie wymagał zatem drastycznych przeróbek, ale bez kilku zmian się nie obyło. Zależało im przede wszystkim na tym, aby maksymalnie wykorzystać przestrzeń, nie tracąc przy tym na funkcjonalności. Nie jest to łatwe w przypadku niewielkich pomieszczeń, ale na szczęście się udało. Pomysły rodziły się w głowie Magdy jeden za drugim, a Beata, doświadczony architekt i przyjaciel rodziny, szybko pomagała wprowadzać je w życie.

Czary mary...

– Cel był jeszcze jeden – zdradza właścicielka. – Mimo pozytywnego wrażenia, jakie wywarł na nas dom, czułam w nim złą energię. Czułam, że dotychczas nie było w nim szczęśliwie. Postanowiłyśmy go odczarować, zapraszając do wnętrz limonkową żółć, fuksję i turkus rodem z twórczości Andy’ego Warhola.
Najtrudniej okazało się w podpiwniczeniu. To właśnie najniższa kondygnacja budynku wymagała najpoważniejszej zmiany.
– W znajdującej się tam sypialni właścicieli zdecydowanie brakowało dziennego światła – tłumaczy Beata Szala. – Niewielkie, typowo piwniczne okna okazały się zbyt małe. Aby zamontować dużą taflę szkła konieczne było wykonanie podkopu i usunięcie nadmiaru ziemi. Dzięki temu sypialnia po pierwsze została skutecznie oświetlona, a po drugie właściciele zyskali strefę nocną z bezpośrednim dostępem do ogrodu.
W piwnicy zmieniono również podłogi. Stare zastąpiły eleganckie, trawertynowe posadzki. Trawertyn pojawił się również na parterze – w kuchni i przedpokoju. Dzięki niemu oba wnętrza zachowują aranżacyjną spójność, mimo tego że są od siebie oddalone.

Moc złudzeń

Przylegająca do sypialni właścicieli łazienka – z uwagi na niewielką, a zarazem bardzo wąską przestrzeń – także wymagała modernizacji. Przede wszystkim zamontowano w niej lustrzane tafle, które dają złudzenie przestronności. Dzięki nim łazienka otrzymała również niepowtarzalny charakter w stylu glamour. Przyczyniły się do tego również granitowe i onyksowe elementy. Ciemny granit okazał się strzałem w dziesiątkę. I wbrew pozorom wcale nie zmniejszył przestrzeni. W połączeniu z kremem onyksu doskonale wpisuje się w całą aranżację. Druga łazienka – usytuowana na piętrze, które stanowi królestwo najmłodszych członków rodziny – także zyskała nowe oblicze.
– Poprzedni właściciele lubowali się w ciemnych barwach – zdradza architekt. – Wnętrza były ciemne i pozbawione blasku.
Aby przełamać wszechobecną czerń i chłodny odcień szarości, sufit salonu kąpielowego pomalowano na intensywny kolor fuksji. Efekt? Spektakularny! Zimne wnętrze w oka mgnieniu przeobraziło się w ciepłe i wesołe, nie tracąc przy tym na elegancji.




Autor: Lidia Malinowska