ARCHITEKTURA

STRONA GŁÓWNA  /  ARCHITEKTURA  /  INSPIRACJE  /  Z widokiem na raj str. 2

Z widokiem na raj

Z widokiem na raj

Fot. Jakub Pajewski


On jest znanym i odnoszącym międzynarodowe sukcesy architektem, który dzieli swoje życie pomiędzy Paryż, Rzym i Warszawę. Ona poświęca się pracy w stolicy Włoch. Można by ich nazwać obywatelami świata, gdyby nie to, że mają jedną wielką słabość. Jest nią dom rodzinny w podwarszawskim Aninie.


Jak żywa istota

Nie tylko konstrukcja budynku, lecz także pierwotne możliwości finansowe rodziny Janusza Klikowicza zdeterminowały stylistykę oraz oszczędne wyposażenie wnętrza domu. We wszystkich pomieszczeniach odnaleźć można zgodny mariaż stylu eko, country z elementami moderny i z śródziemnomorskimi nawiązaniami.
– Uważamy, że aranżacja wnętrza nie jest stałą wartością. Wręcz nie powinna być – zaznacza architekt. – Estetyka i wyposażenie muszą odpowiadać na bieżące potrzeby i możliwości domowników. Nasze meble i dekoracje nie są wartościowymi precjozami, takimi, których nie dałoby się wymienić na inne. Zwracamy uwagę przede wszystkim na funkcjonalność. Nie marnujemy energii na gromadzenie rzeczy, z którymi później trudno się rozstać i które mogą przestać pasować do przyszłej aranżacji.
Architekt nie podejmuje autorytarnych decyzji w kwestiach aranżacyjnych czy dekoracyjnych. Wspólnie z żoną decyduje o własnej przestrzeni. Jak podkreśla, dom ma służyć nie tylko im i dzieciom, lecz także ich czworonożnemu pupilowi.
– Obecność w domu dużego psa i jego aktywność determinują wybór przedmiotów stabilnych i solidnych. Kruche detale na pewno by nie przetrwały – żartuje.
Od czasu wprowadzenia się rodziny Klikowiczów do Anina do dziś w ich domu zachowało się trochę dawnych elementów wyposażenia. Wciąż budzą sentyment gospodarzy i doskonale wkomponowują się w przestrzeń, spełniając przy tym doskonale swoje funkcje.
– Moimi ulubionymi miejscami, jak zresztą wszystkich domowników, są weranda oraz strefa kominka – mówi architekt. – To jego bryła zdecydowała o sposobie aranżacji całego parteru, który stanowi jedną przestrzeń. Tu właśnie koncentruje się życie naszej rodziny. Nasze drogi się krzyżują; nikt nie jest zamknięty w swoim lokum. Cały parter opiera się na motywie koła, dlatego znajdują się tu okrągłe stoły z demobilu. Naszą dotychczasową tajemnicą była ich cena. W części to meble przedwojenne, a w części – powojenne. Kupiliśmy je w latach 90. w zwykłym komisie. Były bardzo tanie. Za każdy zapłaciliśmy zaledwie po 50 złotych.
Osobistą przestrzeń Janusza Klikowicza stanowi natomiast drewniana nadbudówka, gdzie mieści się jego pracownia z widokiem na niebo i wierzchołki drzew. Specjalnym miejscem jest też małżeńska sypialnia, z okien której można spoglądać na wszystkie strony świata.

Niekończąca się opowieść

Związek rodziny Janusza Klikowicza z domem trwa zaledwie kilkanaście lat, a już ma historię z podziałem na epoki.
– To dlatego, że nasz dom powstawał niejako warstwami – wyjaśnia właściciel. – Kiedy remontowaliśmy go po raz pierwszy, trwała epoka stali. Metal pojawił się w różnych konfiguracjach jako mocny element aranżacji. Przy kolejnym remoncie został on dopełniony kamieniem. Trawertyn zaistniał wtedy w łazience, kuchni, przedpokoju, a później w sypialni. Kolejną warstwą były elementy drewniane na zewnątrz, nowe konstrukcyjne części składowe budynku. Ten proces tłumaczy moje architektoniczne credo, któremu jestem wierny od zawsze. Uważam, że nie da się za jednym zamachem stworzyć budynku z duszą. Miejsca z duszą to miejsca, które narastają, rozwijają się z czasem.
„Forest House” w Aninie czeka kolejna rewolucja. Agnieszka i Janusz Klikowicz już czekają na ten moment.
– Częste podróże zagraniczne wykorzystujemy do tego, by gromadzić przedmioty do naszego domu. Zawsze staramy się znajdować meble i bibeloty, które pragniemy mieć w Aninie. Obecny pobyt w Rzymie już pozwolił nam skompletować sporo przepięknych mebli. Jesteśmy zafascynowani włoskim neorenesansem. Nowe zdobycze ponownie zmienią charakter naszych wnętrz.




Autor: Ewa Sosnowska