ARCHITEKTURA

STRONA GŁÓWNA  /  ARCHITEKTURA  /  POSESJA  /  Dom, który Cię ukołysze str. 1

Dom, który Cię ukołysze

Dom, który Cię ukołysze


Mieszkanie w domu posadzonym na wodzie jest odskocznią od codzienności. Każdego dnia mamy bliski kontakt z przyrodą i inny widok za oknem. Możemy też prowadzić całkowicie ekologiczny styl życia – opowiada Marcin Baranowski, konstruktor domów pływających, żeglarz i pasjonat spędzania czasu nad wodą.


Pomysł na konstruowanie luksusowych domów pływających narodził się już osiem lat temu w Mielnie, malowniczej miejscowości położonej blisko wody, bo nad Morzem Bałtyckim i nad zachodnim wybrzeżem jeziora Jamno. W tej przepięknej scenerii Maciej Kufel i Marcin Baranowski tworzyli pierwsze houseboaty, które od dwóch lat sprzedają pod nową polską marką Livaqua. Zaprojektowali je z uwzględnieniem możliwości ich łatwego transportu drogą lądową. Bo tylko od przyszłego właściciela zależy, czy jego dom „stanie” na rzece w centrum miasta, na jeziorze na końcu świata czy też może ozdobi przystań jachtową.
 

Pływający apartament


Marcin Baranowski, który w swoim pływającym po jeziorze domu mieszka przez cały rok, mógłby codziennie czuć się jak na urlopie. Na urlopie jednak tak często nie jest, bo zainteresowanie houseboatmi jest ogromne.
– Mielno to miejscowość turystyczna, pojawiło się zatem zapotrzebowanie na tego typu atrakcję. Pierwszy model naszego domu powstał właśnie jako próbny „pływający apartament” – wspomina konstruktor. – Pomysł tak spodobał się turystom, że mamy coraz więcej zamówień od firm kupujących je pod wynajem.
Wśród osób prywatnych budujących domy dla siebie, taki styl życia jeszcze nie jest zbyt popularny. Projektant zwraca jednak uwagę, że firma wykonała już dwa ekskluzywne domy przeznaczone do stałego zamieszkania. A niesamowite „okoliczności przyrody” kuszą kolejnych inwestorów.
 

Życie na jachcie?


Choć marka jest dość młoda, technologia wykorzystywana do konstruowania houseboatów sprawdza się od dawna. Od lat stosowana jest przy budowie statków. Bazą pływających domów marki Livaqua są pływaki siatkobetonowe, na których powstaje konstrukcja w technologii szkieletowej. Domy te nie są jeszcze zbyt rozpowszechnione w naszym kraju, a te, które znamy z Niemiec czy nawet Wrocławia powstają w innej technologii niż Houseboaty Livaqua. Na świecie pływające domy budowane są głównie jako duże jachty motorowe. Z reguły firmami je produkującymi są stocznie, wykorzystujące popularne w budownictwie stoczniowym konstrukcje aluminiowe. Polska marka proponuje jednak autorską technologię.
– Wszystkie domy, zupełnie jak łodzie, są w całości produkowane i montowane w naszym zakładzie. Potem za pomocą dźwigu ładujemy je na ciężarówkę i dowozimy w konkretne miejsce. Dostarczane są w 100% w całości, nie montujemy ich u klienta, a od razu ustawiamy na wodzie – wyjaśnia projektant.


Salony na szczudłach


Czy pływające domy rzeczywiście pływają? Jak tłumaczy Marcin Baranowski – wszystko zależy od przyjętej definicji pływania.
– Rzeczywiście nasze domy unoszą się na wodzie. Nie wszystkie jednak wyposażone są w napęd – to zależy od decyzji klienta. Modele bez napędu cumowane są do nabrzeża lub do pomostu za pomocą liny. Mogą być również cumowane szczudłowo w dowolnym miejscu, gdzie maksymalna głębokość wody to 6 metrów. Takie domy, w razie potrzeby zmiany lokalizacji, są odcumowywane i przeholowywane w inne miejsce.
W ofercie firmy są jednak modele z napędem, produkowane w identycznej technologii. Wyposażone w silnik mogą przemieszczać się po akwenie wodnym podobnie jak jachty. Nawet kubatura domu nie będzie w tej sytuacji ograniczeniem. Największy dom z oferty producenta posiada powierzchnię 45 m².
– Możemy oczywiście wybudować większe! – zapewnia projektant. Granicą są jedynie możliwości transportowe. Największa szerokość dla domu, który bez problemu można przewieźć to 4,5 metra. Co prawda, przy sporo droższym transporcie specjalnym, istnieje możliwość dostarczenia konstrukcji o wymiarach 5,5 metra szerokości oraz 17 metrów długości. Dużym udogodnieniem jest fakt, że w celu zwiększania powierzchni użytkowej houseboaty można łączyć modułowo.


Z wizytą w głębinach


Pływaki z siatkobetonu nie wymagają żadnej konserwacji. Dzięki nim domy są stabilne, niezatapialne i trwałe. Ponadto charakteryzują się całkowitą odpornością na lód i zimą nie trzeba ich wyciągać z wody. Całoroczny komfort przebywania w „pływających wnętrzach” zapewnia nie tylko zainstalowane tam ogrzewanie. Inwestorzy mogą liczyć na wszelkie udogodnienia, będące standardem w domach tradycyjnych. Właściwie każdy z oferowanych houseboatów wyposażony jest w saunę. Długie zimowe wieczory umila tradycyjny, opalany drewnem kominek. Są tu jednak atrakcje, których nie znajdziemy na lądzie. Do smaczków aranżacyjnych należy między innymi kanapa wpuszczona głęboko w pływak. Siedząc na niej mamy wzrok tuż nad poziomem wody. Świat z takiej perspektywy możemy podziwiać przez duże panoramiczne okno. To jednak nie koniec wrażeń, bo podobną szybę mamy tuż pod stopami. Podświetlane szkło pozwala nam obserwować życie pod wodą, nawet w środku nocy.


Ekologiczna autonomia


Prestiżowe wykończenie houseboatów robi wrażenie. Dopuszczalne są wszystkie, najbardziej luksusowe materiały, choć oczywiście należy dobierać je w ramach rozsądku pod względem wagi. Domy pływające mają pewne ograniczenia wypornościowe, ale posiadają też ogromny zapas wyporności, sięgający 40 ton. W domach montowane są wszystkie potrzebne urządzenia agd – pralki, zmywarki, lodówki, ekspresy do kawy. Projekty wnętrz, tak jak i brył domów, powstają w firmie Livaqua. Ich twórcy postanowili, że będą skupiali się na materiałach naturalnych, głównie na drewnie. Elewacje powstają zatem z eleganckich i wytrzymałych gatunków, takich jak świerk skandynawski czy modrzew syberyjski.
– Stosujemy różne gatunki drewna, ale z zasady go nie malujemy. Jesteśmy dalecy od stosowania wszelkiej chemii, typu farby, lakiery, lakierobejce. W łazienkach zabezpieczamy drewno wyłącznie olejem lnianym. Nie impregnujemy nawet elewacji. Po dwóch latach użytkowania fasada staje się nieco szara. Choć nie wszystkim podoba się taka estetyka, nam taki naturalny styl bardzo odpowiada – przekonuje pan Marcin.
Nie na tym jednak kończy się ekologiczny styl życia w domach pływających. Houseboaty wyposażone są w biologiczne, ekologiczne oczyszczalnie ścieków lub zbiorniki bezodpływowe. Istnieje jednak możliwość podłączenia ich do kanalizacji. Innowacyjna instalacja oczyszczająca zapewnia najwyższej jakości wodę pitną z miejsca cumowania. Prąd można też zaczerpnąć z różnych źródeł – z lądu, mariny lub paneli solarnych. Jeśli zdecydujemy się na montaż ogniw fotowoltaicznych i elektrowni wiatrowej, dom stanie się autonomiczny i nie będzie wymagał podłączenia do żadnych mediów z nadbrzeża.


Sąsiadka kaczka, sąsiad łabędź


Warto zwrócić uwagę na fakt, że kupno i użytkowanie houseboatów nie podlega prawu budowlanemu, a przepisom wodnym. Dom jest bowiem rejestrowany jako jacht i posiada swój dowód rejestracyjny. Do obowiązków jego właściciela należy zatem dokonywanie raz na dwa lata przeglądów technicznych. Żeby stać się właścicielem takiego jachtu, trzeba jednak posiadać odpowiednie zaplecze finansowe. Koszt zakupu pływającego domu to kilkadziesiąt tysięcy euro. Czy można jednak wycenić tak niepowtarzalny sposób na życie? Codziennego kontaktu z przyrodą nie da się niczym zastąpić, podobnie jak nieustającej możliwości podglądania prawdziwego życia zwierząt. Tylko w domu pływającym można przeżywać prawdzie przygody, siedząc wygodnie na kanapie.
– To niesamowite mieć za najbliższych sąsiadów kaczki i łabędzie. Pamiętajmy również, że woda ciągle się porusza. Przy większej sile wiatru dom wręcz nas kołysze... – zachwyca się gospodarz houseboatu. Choć dla niektórych osób poczucie, że nie znajdują się na gruncie może być niekomfortowe, dla innych życie w naturalnym rytmie przyrody bez rezygnacji z wygód jest po prostu niezastąpione.
Moda na spędzanie czasu nad wodą od lat jest bardzo rozpowszechniona w Europie Zachodniej. Polacy dopiero od niedawna odkrywają dobroczynny wpływ rzek, jezior i kanałów, które szczególnie mieszczuchom dostarczają dużo dobrej energii i jeszcze więcej frajdy.




Autor: tekst: Anna Lewczuk fot. Archiwum Livaqua