ARCHITEKTURA

STRONA GŁÓWNA  /  ARCHITEKTURA  /  POSESJA  /  Historia pewnego domu... str. 1

Historia pewnego domu...

Historia pewnego domu...


...w którym niezwykła rodzinna opowieść przenika się z szacunkiem dla gdyńskiego modernizmu. Czasem twórca usuwa się w cień, żeby jego dzieło mogło przemówić.   


Gospodarze domu – pani Iwona i pan Arkadiusz, urodzili się i wychowali w Gdyni na Działkach Leśnych, czyli najmłodszej przedwojennej dzielnicy miasta. Ich rodziny żyły tu od pokoleń. W młodości oboje chodzili do pobliskiego liceum, gdzie się poznali, a potem wybierali się na romantyczne spacery po malowniczej okolicy. Po ślubie zamieszkali w odziedziczonym po dziadkach apartamencie w zabytkowej, przedwojennej kamienicy. Trwało to do momentu, kiedy pan Arkadiusz, zawodowo związany z branżą morską, dostał propozycję pracy w Wielkiej Brytanii. Nie planowali, że opuszczą dom i ojczyznę na kilkanaście lat. Przez cały ten czas nie zapomnieli jednak o swoim miejscu na ziemi. Tęsknili i pełni sentymentu czekali na możliwość powrotu do kraju. Okazja pojawiła się niespodziewanie, gdy firma, w której zatrudniony był gospodarz, poszukiwała osób do pracy w Polsce. Oboje nie wahali się ani chwili i z radością wrócili w rodzinne strony.

Zaciszny azyl

Inwestorzy są ludźmi aktywnymi, pełnymi pasji i kochającymi podróże. W pewnym momencie zapragnęli zamienić komfortowo urządzony apartament na domek z ogródkiem, gdzie otoczeni przyrodą będą spokojnie spędzali czas na emeryturze. Chcieli stworzyć zaciszny azyl, do którego z przyjemnością będą wracali z zagranicznych wojaży. Miało być to miejsce ciepłe, gościnne i przytulne.

– Jeśli chodzi o lokalizację, w grę wchodziły wyłącznie Działki Leśne, gdyż oboje z mężem jesteśmy emocjonalnie związani z tym miejscem. Zorientowaliśmy się, że jeden z domów w okolicy został wystawiony na sprzedaż. Mijaliśmy go dość często, jeżdżąc do pracy, sklepu, czy znajomych. Koszt nieruchomości przekraczał jednak nasz budżet. Minęło półtora roku, a dom nadal pozostawał bez gospodarzy, zdecydowaliśmy się zatem negocjować – opowiada pani Iwona.

Perła architektury

Przyszłych właścicieli domu zauroczyła przede wszystkim okolica. Budynek znajdował się na końcu ślepej uliczki. Stał tuż pod lasem na niewielkim wzgórzu morenowym, skąd rozciąga się malowniczy widok na morze. Oprócz pięknych okoliczności przyrody, pana Arkadiusza przywiódł tu również sentyment. Okazało się, że doskonale znał wypatrzony dom z dzieciństwa, gdyż został wybudowany przez przyjaciela jego dziadka. Niestety, piękną przedwojenną architekturę zniszczyły kolejne remonty i przebudowy. Z biegiem czasu budynek stracił pierwotny charakter i w momencie sprzedaży przez kolejnych właścicieli nie przypominał perły gdyńskiego modernizmu.

– Pierwsze wrażenie było dalekie od optymizmu. Na szczęście los sprawił, że w międzyczasie spotkałam szkolną przyjaciółkę. Okazało się, że jej bratanek jest architektem wnętrz i autorem projektu biblioteki w Rumi. Postanowiłam się z nim skontaktować i tak poznałam pana Janka Sikorę – wspomina gospodyni.

– Było to niezwykłe spotkanie, gdyż pani inwestor znała nie tylko moją ciocię, ale też tatę i babcię. Jednak obok tych rodzinnych powiązań, inwestorzy ujęli mnie wielkim szacunkiem do lokalnej tradycji, ogromną kulturą i ciepłem – mówi dr hab. Jan Sikora, właściciel gdańskiej pracowni Sikora Wnętrza.

Przywrócić ducha modernizmu

Architekt już nieraz się przekonał, że często podobne zbiegi okoliczności pełnią kluczową rolę w najbardziej niezapomnianych projektach. Jako wielbiciel historii, trafił na ludzi podzielających jego szacunek dla lokalnych tradycji. Zaimponowało mu, że docenili potencjał przedwojennej architektury.

– Dzięki takim inwestorom możemy mieszkać w pięknym świecie. Mimo że niemal 20 lat nie było ich w kraju, postanowili przywrócić swojemu miastu ducha modernizmu – podkreśla Jan Sikora.

Od pierwszego spotkania architektowi i inwestorom przyświecał ten sam cel – przywrócenie budynkowi dawnej świetności. Wnętrza miały nawiązywać do pierwotnej modernistycznej stylistyki bryły, jednak nie w sposób naśladowczy. Modernizm w nowym wydaniu został potraktowany z przymrużeniem oka i ocieplony elementami stylu angielskiego, który przez wiele lat był bliski gospodarzom.

Obrazy niezapomniane

Bezwzględnych zmian wymagał układ funkcjonalny pomieszczeń, w których brakowało przede wszystkim przestronnej części dziennej.

– Trudno było tam szukać prawdziwego salonu, postanowiliśmy zatem otworzyć przestrzeń. Sercem domu uczyniliśmy kominek. Dotarły do mnie głosy, że z tego powodu utrudnione jest oglądanie telewizji. Uważam to za wielką zaletę, gdyż takie było założenie, aby domownicy i ich goście gromadzili się wokół kominka, a nie szklanego ekranu – z uśmiechem mówi Jan Sikora.

Nieodłączną częścią reprezentacyjnej części dziennej, zorganizowanej na parterze, są też półotwarta kuchnia oraz jadalnia zorganizowana w wykuszu z dużymi oknami. Roztaczające się stąd urokliwie widoki zaostrzają apetyt i sprawiają, że nie chce się wstawać od stołu. Salon urządzono prosto i ze smakiem, wykorzystując naturalne materiały, miękkie tkaniny, eleganckie dodatki i jasne kolory. W przytulnym i stonowanym wnętrzu świetnie czują się barwne obrazy oraz oryginalny dywan o dynamicznym, geometrycznym rysunku.

– Obecność sztuki w pomieszczeniach to zasługa męża, który kilka lat temu zauważył w londyńskim metrze plakaty zapowiadające wystawę polskiej malarki. Obrazy Martty Węg tak bardzo zapadły mu w pamięć, że po powrocie do kraju postanowił kilka z nich kupić. Ich charakterystyczny melancholijny klimat świetnie pasuje do naszych wnętrz, gdzie wprowadzają ciepłą aurę i spokój – opowiada pani Iwona.

Z przymrużeniem oka 

Pracując nad koncepcją wnętrz, Jan Sikora wcale nie miał zamiaru tworzyć modernistycznych wnętrz w modernistycznym budynku. Spojrzenie na ten styl z lekkim przymrużeniem oka pozwoliło mu na zabawę konwencją, której efektem jest twórczy miks różnych wpływów.

– Najbardziej pociągający w zawodzie architekta jest pierwiastek twórczy, pozwalający na czerpanie z różnych stylów. Aby spełnić marzenie inwestorów o wnętrzach prostych, a jednocześnie przytulnych, postanowiłem połączyć wątki modernizmu z elementami klasyki. Stąd klimat domu budują też eleganckie tapety, subtelne sztukaterie i złote akcenty – tłumaczy architekt.

Na piętrze z kolei znajdują się prywatne pomieszczenia gospodarzy. Zorganizowano tu sypialnię, salon kąpielowy, pokój gościnny oraz gabinet do pracy. Pani Iwona lubi zaszyć się w sypialni z dobrą książką, gdzie przez obszerne przeszklenia podziwia kojące, leśne widoki. Gospodarz z kolei ciągle czeka na swoje królestwo, które przy pomocy Jana Sikory urządza na drugim piętrze pod skosami.

– Mąż złożył u pana Janka zamówienie na projekt gabinetu, który wyglądałby jak kabina na jachcie. Pomieszczenie jest w trakcie realizacji, gdyż do aranżacji trzeba było sprowadzić specjalne drewno. Jego marzenie jest jednak bliskie spełnienia – uśmiecha się pani Iwona.

Pretty woman

Oczkiem w głowie gospodarzy jest jeszcze jedna urocza lokatorka. To czarna kotka Cesa, której imię wzięło się od końcówki angielskiego słowa „princess”, oznaczającego księżniczkę.

– Cesa jest naszą drugą kotką, pierwsza niestety odeszła. Początkowo nie chciałam po raz kolejny przeżywać tak wielkiej straty, więc nie było mowy o nowym pupilu. Cesa, schorowana i opuszczona, sama do nas przyszła. Najpierw mieszkała w garażu, potem na dole, aż w końcu znalazła swoje miejsce w naszej sypialni. Córka się śmieje, że zrobiła karierę pretty woman. Ktoś kiedyś powiedział, że koty żyją więcej niż raz i zawsze do nas wracają. Być może tak było i tym razem... – zastanawia się właścicielka domu.

Z opieką konserwatora

Kiedy wnętrza domu zostały skończone, przyszła pora na renowację elewacji. Remont to oczywiście spory kłopot, ale gospodarze bardzo cenią gdyński modernizm i są zdeterminowani. Szkoda im burzonych, przedwojennych budynków, zastępowanych powtarzalnymi produktami katalogowymi. W pracach i konsultacjach z konserwatorem zabytków wspiera ich arch. Andrzej Marek, współzałożyciel pracowni Marek+Sikora Architektura.

– Jest to problem ogólnopolski, że modernizm z lat 20. właściwie zniknął. Ukryto go za nowymi warstwami docieplenia w trakcie niskobudżetowych remontów. W efekcie wiele pięknych budynków straciło pierwotny charakter i dziś są już nieczytelne – stwierdza arch. Andrzej Marek.

W tym wypadku jednak pojawiła się unikalna szansa przywrócenia domowi przedwojennej świetności. Na podstawie archiwalnej dokumentacji i projektu z lat 30. XX wieku inwestorzy i architekt, w porozumieniu z konserwatorem zabytków, starają się odtworzyć jego dawny wygląd.

– Zadanie jest utrudnione, ponieważ z racji poczynionych wcześniej zabiegów, nie będzie już w 100% możliwie przywrócenie budynkowi pierwotnego stanu. Prace renowacyjne wymagają od nas sporego zaangażowania, gdyż w przypadku opieki konserwatorskiej musimy konsultować każdy szczegół – od rodzaju stolarki, przez wybór tynku i sposób odtworzenia ozdób na elewacji. Ratowanie przedwojennego, modernistycznego dziedzictwa jest jednak warte wysiłku – przekonuje arch. Andrzej Marek.

Urlop na co dzień

Z efektu przeprowadzonych dotychczas prac, inwestorzy już są niezwykle dumni. Cieszą się, że przy pomocy architekta Jana Sikory stworzyli wnętrza, o których marzyli.

– Czasami żartuję z mężem, że nie mam ochoty iść nawet do sklepu. Tutaj mam wszystko na miejscu – piękne, komfortowo urządzone wnętrze, spokój, ciszę, za furtką las, piękne widoki i słońce. To cudowne, że w naszym domu czuję się jak na urlopie – zachwyca się gospodyni.

Z niezwykłej współpracy z inwestorami zadowolony jest również twórca. Starał się być nie tylko projektantem, ale też przyjacielem, który uważnie słucha.

– Z wielką pokorą podszedłem do wszystkiego, co było w tej realizacji najważniejsze. To ogromny szacunek do modernizmu, rodzinna historia właścicieli oraz poszukiwanie harmonii i wyciszenia, które odnalazłem w wątkach stylu angielskiego. Cieszę się, że powstał dom niezwykle zrównoważony i powściągliwy, a jednocześnie tak bardzo dopasowany do stylu życia jego mieszkańców. Dzięki wielu pozytywnym emocjom, które mi towarzyszyły we współpracy z inwestorami, z pewnością ten projekt na długo zostanie w mojej pamięci.




Autor: Tekst: Anna Lewczuk Projekt wnętrz: dr hab. Jan Sikora, Sikora Wnętrza, www.sikorawnetrza.com Projekt przebudowy bryły: arch. Andrzej Marek, Marek+Sikora Architektura, www.msarchitektura.com Zdjęcia: Paweł Mądry, www.madryphoto.com