DESIGN

STRONA GŁÓWNA  /  DESIGN  /  NAZWISKO Z MARKĄ  /  Daria Burlińska w zgodzie ze sobą str. 1

Daria Burlińska w zgodzie ze sobą

Daria Burlińska: żyję w zgodzie ze sobą

Fot. Archiwum Darii Burlińskiej


Daria Burlińska: Świat zmierza w kierunku ochrony środowiska. Za jakiś czas będą się sprzedawać tylko przedmioty przyjazne przyrodzie.


Daria Burlińska, absolwentka wzornictwa Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, współzałożycielka studia projektowego DBWT, zajmującego się wzornictwem, elementami dekoracyjnymi do wnętrz, grafiką reklamową i wydawniczą. W 2009 r. Instytut Wzornictwa Przemysłowego uhonorował dekorację świetlną Cebula certyfikatem finalisty konkursu Dobry Wzór.
 

Readakcja: Otworzyła Pani pracownię zaraz po skończeniu studiów. Jaki był Pani plan na życie?

Daria Burlińska: Jako młody projektant, tuż po szkole, mogłabym poszukać zatrudnienia w pracowni projektowej. Miałam jednak kilka pomysłów na dodatki do wnętrz, które chciałam jak najszybciej zrealizować. Dzięki praktycznemu doświadczeniu, jakie zdobyłam w pracowni projektowania mebla prowadzonej przez profesora Aleksandra Kuczmę na poznańskiej ASP, wiedziałam, z czym jestem w stanie sobie poradzić. Postanowiłam stworzyć własne studio projektowe i markę DBWT, którą sygnowałam produkowane autorskie dekoracje do wnętrz.
 

Nie bała się Pani ryzyka? Przecież to był skok na głęboką wodę. Wiedziała Pani, że może być trudno?

Owszem, ale o wiele trudniej zrezygnować z etatu, jeśli się go już ma. Po studiach byłam w tej dobrej sytuacji, że nie miałam żadnych zobowiązań finansowych i mogłam podjąć ryzyko. Zresztą nie było ono aż tak duże, w razie niepowodzenia konsekwencje finansowe poniosłabym tylko ja, a nie przypuśćmy moja rodzina.
 

Czy w sensie finansowym opłaca się Pani być designerem?

Żyję (śmiech). Mam się dobrze.
 

Ale co to za życie?(śmiech)

Jak w każdej niezależnej działalności, bywa różnie. Nie jest to droga usłana wyłącznie różami. Czasami są wzloty, niekiedy porażki. Każdy sukces projektowy otwiera nowe drzwi i stawia kolejne możliwości. Projektuję, żeby spełniać własne marzenia, żyć w zgodzie ze sobą, z własnym pomysłem. Świadomie wybrałam taką drogę.

 


 

Kontakty z klientami nie są frustrujące?

Działalność projektanta jest działalnością usługową. Każde wyzwanie jest radością. Niektóre projekty są bardziej, inne mniej zgodne z moimi preferencjami, ale to nie znaczy, że nie przynoszą mi satysfakcji. Kolejne zlecenia dają mi większe doświadczenie, cały czas buduję portfolio. Staram się zrozumieć swoich klientów, a tak się składa, że również bardzo ich lubię.
 

Dlaczego nie zgodziła się Pani, aby dekoracja świetlna Cebula była sprzedawana przez duże firmy?

Dwa lata temu DBWT – studio projektowe, które prowadzę wspólnie z grafikiem Wojtkiem Traczykiem – miało swoje stoisko na Salone Satellite w Mediolanie. Rzeczywiście, kilka firm było zainteresowanych zakupem mojego projektu. Nie chciałam jednak pozbywać się tak dobrego pomysłu, który już był w produkcji. Widzę w nim duży potencjał. Zresztą sama zajmuję się jego sprzedażą. Cały czas wierzę, że podjęłam słuszną decyzję.
 

Straciła Pani dobrą okazję, aby zarobić duże pieniądze...

Być może… Ale proszę pamiętać, że jako producentka nadal zarabiam na Cebuli. Bez zastrzyku adrenaliny, jaki wiąże się z podejmowaniem potencjalnie ryzykownych decyzji, nie miałabym szansy cieszyć się realizowaniem własnych pomysłów.
 

Nie chciałaby Pani jeszcze raz zaprojektować czegoś, co kupi duży, znaczący producent?

Każdy twórca chce stworzyć projekt, którym zainteresuje się firma z górnej półki, bo takim się po prostu nie odmawia.
 

Komu nie odmówiłaby Daria Burlińska?

Och, jest ich wiele – choćby Moroso. To jest firma, która cały czas mnie zachwyca. Jeszcze wszystko przede mną (śmiech).
 

Czym się wyróżniają Pani projekty? Co to znaczy, że są ekologiczne?

Jest to idea bliska mojej naturze. W Polsce jeszcze tego nie widać, ale świat szybko zmierza w kierunku ochrony środowiska. Za jakiś czas będą się sprzedawały tylko przedmioty przyjazne przyrodzie. Ich projektowanie jest trudne i nie zawsze się udaje przewidzieć wszystkie konsekwencje, ale przynajmniej warto zminimalizować działania, które generują niepotrzebne odpady czy zużywają energię. Jeden z moich projektów, dekoracja Guma balonowa, produkowana jest według autorskiej technologii, z pochodzącego z recyklingu tworzywa sztucznego. Odpady otrzymujemy z fabryki. Są różnych kształtów, ale w naszym procesie produkcji jest to bez znaczenia. Opracowana przeze mnie technologia produkcji nie wymaga również dużego zużycia energii elektrycznej. Poza tym w każdym z naszych obiektów „wymuszamy” na użytkowniku korzystanie z energooszczędnych źródeł światła.

 


 

Na którym miejscu w światowym rankingu jest polski design?

Nie mamy się czego wstydzić! Nasi projektanci z powodzeniem pracują dla firm na całym świecie i w niczym nie ustępują kolegom z innych krajów.
 

A nie sądzi Pani, że brakuje nam rozpoznawalnego na świecie nazwiska, takiego polskiego Karima Rashida?

Karim Rashid niewątpliwie jest gwiazdą. Być może w gwiazdorstwie polscy projektanci mu nie dorównują, lecz – proszę mi wierzyć – jeśli chodzi o talent i pracowitość niczym się nie różnimy.
 

Kto jest dla Pani autorytetem w dziedzinie projektowania?

Portfolio każdego projektanta oglądam z podziwem. Doceniam, bo wiem, że to nie jest łatwa praca. Ale autorytet? Raczej nie, mogłoby się to przerodzić w naśladownictwo. Bardzo cenię natomiast prace japońskiego projektanta Tokujina Yoshioki. Jego prace są bardzo inspirujące.
 

Gdzie Pani widzi siebie za powiedzmy 10 lat?

Za 10 lat będę dojrzałym projektantem z grubym portfolio i luksusem wybierania zleceń, które najbardziej odpowiadają moim zainteresowaniom.
 

Nie marzy Pani o byciu sławnym projektantem? (śmiech)

(śmiech) Marzę o tym, żeby mieć szansę pracować z najlepszymi.
 

Dziękuję za rozmowę




Autor: Wojciech Buszko