DESIGN

STRONA GŁÓWNA  /  DESIGN  /  NAZWISKO Z MARKĄ  /  Dorota Koziara: Nie rezygnuję ze sztuki str. 1

Dorota Koziara: Nie rezygnuję ze sztuki

Dorota Koziara: Nie rezygnuję ze sztuki


Dorota Koziara: Moje zainteresowania designem podążają w wielu kierunkach, ale nie jest to moja jedyna ulubiona dziedzina. Czasami lubię zamknąć się w studio i realizować instalacje, rzeźbić. Organizuję też różne wydarzenia kulturalne, na przykład pierwszą wystawę polskich projektantów...


Redakcja: Architektura, projektowanie wnętrz, mebli i innych przedmiotów, do tego rzeźba, instalacje, scenografia teatralna... Z czego wynika ta wszechstronność?

Dorota Koziara: Z ciekawości samej siebie. Wszystkie te dziedziny fascynowały mnie już od czasów studiów, dlatego chciałam rozwijać się w różnych kierunkach. Teraz przekazuję swoim studentom, że warto zapoznawać się z tym, co w nas drzemie. Bo w każdym z nas drzemią ogromne potencjały, które trzeba odkryć, by potem z nich korzystać.

W czym realizuje się Pani najchętniej?

Moje zainteresowania designem podążają w wielu kierunkach, ale nie jest to moja jedyna ulubiona dziedzina. Czasami lubię po prostu zamknąć się w studio i realizować instalacje, rzeźbić. Organizuję też różne wydarzenia kulturalne. Kilka lat temu zorganizowałam pierwszą wystawę polskich projektantów podczas Salone del Mobile w Mediolanie, tworzyłam też w Polsce pismo o tematyce sztuki i designu.

W jaki sposób rozpoczęła się Pani podróż po świecie projektowania i sztuki?

Punktem przełomowym był czas, kiedy po skończeniu liceum plastycznego w Poznaniu, musiałam podjąć decyzję, co będę robić dalej. Zastanawiałam się, czy pójść w kierunku sztuk czystych, czy użytkowych. Wybrałam to drugie, ponieważ wydawało mi się, że służą człowiekowi bardziej bezpośrednio. Myślałam o tym, aby projektować dla osób niepełnosprawnych, tworzyć miejsca publiczne. Choć zdecydowałam się na projektowanie, nigdy nie zrezygnowałam ze sztuki.

W 2000 r. została Pani laureatką międzynarodowego konkursu rzeźbiarskiego Third Millennium we Włoszech za instalację „12 Angeli”. Co zdecydowało o sukcesie tej realizacji?

Rysunki do tej instalacji powstały, kiedy studiowałam w Rzymie. Dużo rysowałam i chodząc po mieście, chłonęłam jego atmosferę. Zachwycił mnie m.in. Most Anioła, dlatego też niektóre elementy tej instalacji kojarzą się z czymś transcendentnym, nieoczywistym. Jednocześnie powstały formy antropomorficzne, mające własny kręgosłup. Jedne są wyprostowane i pewne siebie, niektóre upadają, inne unoszą się lub tańczą. Kiedy zaprezentowałam je po raz pierwszy, w zależności od muzyki towarzyszącej wystawie, wywoływały dwojakość interpretacji. Na konkurs wpłynęło ponad 700 prac, a szefem jury był Pierre Restany, krytyk, którego bardzo cenię. Oceniali również kuratorzy z Tate Gallery i z Metropolian Museum of Art. Bardzo się cieszę, że docenili moją pracę.

 

Przez 10 lat współpracowała Pani z ikoną światowego designu Alessandro Mendinim. Jak Pani go wspomina?

Alessandro Mendini to niesamowity przypadek osobowości twórczej. Jest bardzo sympatyczny w relacjach z ludźmi, inteligentny, a przy tym obdarzony ogromnym talentem i poczuciem humoru.

Poczucie humoru przydaje się w pracy projektanta?

Luz, atmosfera humoru, szczypta ironii, autokrytyki i krytyki w ogóle to ważne cechy podczas projektowania. Dzięki temu tak dobrze czułam się w Atelier Mendini. Do projektowania podchodzono tam z humorem, co nie znaczy, że nie projektowaliśmy na „serio” (śmiech). Kiedy pracuje się w gronie osób, które mają pasję, wielką kulturę i talent, swobodna atmosfera pomaga otworzyć umysł.

Pracuje Pani w Mediolanie, w otworzonym przez siebie studiu. Czy stamtąd bliżej do świata wielkiego designu?

Po zorganizowaniu wystawy Mendiniego w Poznaniu w Muzeum Narodowym i Kulczyk Foundation w 2004 r. poczułam potrzebę, by wrócić do Polski. Otworzyłam studio w Poznaniu, ale szybko zatęskniłam za fermentem, charakterystycznym dla stolicy designu. Brakowało mi tej wypracowanej przez lata kultury, wystaw, festiwali, inspirujących dyskusji i ludzi. Wróciłam do Mediolanu, ale ciągle jestem aktywna w Polsce. W ostatnich latach wiele się tu dzieje, powstały festiwale, pisma i konkursy związane z designem, a młodzi projektanci pokazują swoje prace na wystawach zagranicznych. Mam jednak świadomość, jak wiele trzeba tu stworzyć od początku, projektować inteligentnie, wykorzystując najnowsze technologie, z wrażliwością na ekologię. To mój kraj i piękne miejsce na ziemi, czuję więc potrzebę, by angażować się w działania decydujące o jego przyszłości.

Z którym krajem wiąże Pani swoją przyszłość?

Mam prywatną teorię, że jak ktoś pomieszka dłużej poza rodzinnym krajem, to już nigdy nie będzie szczęśliwy w 100%. Ciągle brakuje mi któregoś z tych miejsc, bo i Polska, i Włochy są dla mnie domem. Po latach pytań i odpowiedzi stwierdziłam, że to też jest sposób na życie.

Czy intensywność takiego życia pozwala na chwilę oddechu?

Wszystko, co robię, jest moją pasją, dlatego nie miałam właściwie szansy, żeby zmęczyć się w życiu. Potrafię długo i intensywnie pracować w mieście, ale lubię też odpoczynek na polskiej wsi. Albo na włoskiej, gdzie jest dobre wino (śmiech).

 

Czuje się Pani bardziej artystką, czy bizneswoman?

Kiedy tworzę rzeźbę lub instalację, zapominam o biznesie. Natomiast kiedy zajmuję się organizacją ważnego wydarzenia, projektuję wnętrze czy przedmiot, zastanawiam się nad przekazem informacji o nowym projekcie, koordynuje pracę ludzi, ale przewiduję też koszty realizacji. Cenię sztukę, ale lubię też biznes. Obie te dziedziny wymagają kreatywności, otwartej postawy i komunikacji. Do biznesowej kreacji również potrzebny jest talent.

Jakie są Pani plany na przyszłość?

Chciałabym zrealizować kilka artystycznych projektów, które schowałam do szuflady i jeszcze bardziej zaangażować się w pracę w Polsce. Widzę tu wielką szansę i ogromny potencjał. Potrzebni są świadomi i odpowiedzialni ludzie, którzy wiedzą, jak go wykorzystać, ale też programy rozwijające współpracę między projektantami a przemysłem.

Dziękuję za rozmowę.




Autor: Anna Lewczuk, fot. Archiwum Doroty Koziary