DESIGN

STRONA GŁÓWNA  /  DESIGN  /  NAZWISKO Z MARKĄ  /  Len na dobranoc str. 1

Len na dobranoc

Len na dobranoc


Anną Małecką i Martą Urbanek, właścicielkami marki Yelen

rozmawiała Agata Piszcz-Wendołowicz


– Jesteście Panie śpiochami?

Oczywiście! Jedna z nas nawet śpiochem nałogowym. Śniadania do łóżka, czytanie książek, długie niedzielne poranki z pyszną kawą – oto co leniuchy lubią najbardziej! I nie jesteśmy w tym odosobnione – w końcu wszyscy spędzamy w łóżku niemal trzecią część naszego życia. 

– To już wiadomo, skąd wziął się pomysł na stworzenie pościeli!

Spanie to ogromna przyjemność, ale także element niezbędny dla naszego zdrowia. Rzeczywiście uważamy, że temu obszarowi naszego życia poświęcane jest zbyt mało uwagi. Mówi się o zdrowych dietach, trybie życia i zbawiennej funkcji sportu, ale nic tak nie regeneruje organizmu jak spokojny, odpowiednio długi sen. Aktualnie jest nawet taka tendencja, aby doceniać tych, co śpią mniej i dużo pracują, ciągle są w biegu. My czekamy na czasy, gdy będzie można powiedzieć: „O! Ten to dba o siebie, dobrze się wyspał!” Głęboki i spokojny sen ma wpływ na jakość naszego zdrowia psychicznego i fizycznego. Stanowi podstawę funkcjonowania, dając siłę na resztę dnia. To dlatego tak jest ważne, jak śpimy. I nie mam tu na myśli tylko długości snu czy sposobu aranżacji sypialni, ale także jakość pościeli. Gdy śpimy tkanina pościelowa jest najbliżej ciała, to szalenie istotne, aby była z naturalnych materiałów, gdyż tylko one nie wywołują w naszym organizmie zwiększonej tendencji do zmęczenia! I tutaj len jest idealny! O jego dobroczynnych właściwościach wiadomo od dawna, a potwierdza je naukowo instytucja o wdzięcznej nazwie Polska Izba Lnu i Konopi. Z przeprowadzonych w niej badań wynika, że len ma świetne właściwości higieniczne – nie wywołuje alergii, ma właściwości bakteriostatyczne i bakteriobójcze. Jednak na szczególną uwagę zasługuje jego higroskopijność, czyli zdolność do pochłaniania wilgoci. Dzięki niej nie zwiększa się potliwość i zachowana jest podczas snu optymalna temperatura ciała, a tylko wówczas jest on dobry i regenerujący. 

– Jak narodziła się nazwa Waszej marki?

Gdy zdecydowałyśmy się na szycie pościeli, długo szukałyśmy odpowiedniej tkaniny. Miała być 100% naturalna, produkowana lokalnie i najlepszej możliwej jakości. Początkowo myślałyśmy o bawełnie, ale gdy dotarł do nas len, wiedziałyśmy, że to jest to i krzyknęłyśmy: „Oh yeah len!”. No dobrze, może historia ta wyglądała nieco inaczej, ale prawdą jest, że nazwa YELEN wyraża nasz pełen entuzjazm wobec lnu i jego niesamowitych właściwości. Chciałyśmy też, aby nazwa była polska, ale łatwa do odczytania także przez obcokrajowców. Bezpośrednio kojarzyła się z lnem, ale też ze snem, odpoczynkiem (leń). Tak powstał YELEN.

– A w zasadzie dlaczego zdecydowałyście się na stworzenie autorskiej pościeli z lnu?

Pomysł, jak to często bywa, zrodził się z potrzeby, a nawet kilku potrzeb. Przede wszystkim od dawna chciałyśmy tworzyć coś wspólnie. Przyjaźnimy się od dziecka i zawsze dobrze nam się razem pracowało, dlatego posiadanie wspólnego projektu, biznesu czy po prostu bliskie działanie zawsze było naszym marzeniem. Z drugiej strony była prozaiczna potrzeba związana z aranżacją sypialni. Zaobserwowałyśmy, że choć rynek pościelowy jest dość rozbudowany, nadal istnieje w nim nisza dla produktów o dobrym wzornictwie i świetnej jakości. Gdy po raz pierwszy zobaczyłyśmy próbki lnianych tkanin, wiedziałyśmy, że nie potrzebuje on dodatkowych ozdób, gdyż jego wartość obroni się sama. Z tego powodu zdecydowałyśmy się wyłącznie na zagranie kolorem. Nie chciałyśmy psuć zamierzonego, minimalistycznego efektu, bo w parze z minimalizmem zawsze musi iść doskonała jakość. Inaczej się nie da!

– Len to tkanina szlachetna, ale też bardzo mocno związana z tradycją i kulturą dawnej polskiej wsi. Czy ma to dla Was znaczenie?

Wspominałyśmy wcześniej, że zależało nam na tym, aby nasz produkt był jak najbardziej lokalny – zaczynając od producenta tkaniny, a na wytwórcy opakowania kończąc. Choć nie wszystko udało się zrealizować, nadal zamykamy się w obszarze Europy Środkowo -Wschodniej. Jesteśmy z tego bardzo dumne. Z polskim lnem jest teraz mały kłopot, bo ta gałąź przemysłu została mocno zaniedbana. Szkoda, bo sąsiednie kraje przekuły len w niezły biznes, dostosowując sposób produkcji, czy możliwości kolorystyczne do współczesnych trendów. W Polsce, owszem, można kupić len, ale zwykle w podstawowej, naturalnej gamie barwnej, co daje właśnie taki „wiejski” efekt. Nam chodziło raczej o to, aby odkryć len na nowo. Znając jego doskonałe właściwości pokazać, że świetnie prezentuje się w nowoczesnym otoczeniu, we współczesnych wnętrzach. Tradycja ma dla nas znaczenie również w innym aspekcie, a mianowicie sposobie wykonania. Szanujemy rzetelne rzemiosło, a sprzeciwiamy się jednorazowości współczesnych produktów. W naszych pościelach stosujemy m.in. podwójny, kryty szew – taki, jakiego tradycyjnie używano przy szyciu bielizny pościelowej, a który dziś można spotkać bardzo rzadko... Taki sposób wykończenia jest z jednej strony estetyczny, a z drugiej bardzo trwały. Ponieważ len to tkanina, której czas służy i z wiekiem nabiera szlachetności, sposób produkcji lnianych akcesoriów powinien te właściwości szanować i być do nich dostosowany. 

– Kto wpadł na pomysł, aby podstawowa linia pościeli bazowała na kolorach: białym, szarym i brzoskwiniowym? 

Teoretycznie miałyśmy nieograniczone możliwości wyboru kolorystyki, praktycznie ograniczały nas finanse i poczucie estetyki. Od początku wiedziałyśmy, że chcemy wybrać takie kolory, które w każdej konfiguracji będą do siebie pasować. Z jednej strony chciałyśmy, aby barwy były stonowane i minimalistyczne (szarość i biel), ale z drugiej strony z nowoczesnym i charakterystycznym dla nas twistem (brzoskwinia). Prawdę mówiąc, wybór kolorów nie był dla nas żadnym problemem. Nie przekreślamy przy tym innych kolorów – jeśli któryś szczególnie nam się spodoba, na pewno wprowadzimy go do przyszłej kolekcji. 

– Do kogo kierujecie swoje produkty?

Do świadomego odbiorcy, któremu zależy na doskonałej jakości i który ceni naturalne walory lnu. Kogoś, kto ma dość jednorazowych produktów i komu zależy na trwałości. Nasze produkty to także świetny pomysł na prezent – ślub, ważny jubileusz czy po prostu chęć obdarowania najbliższej osoby. Każda okazja jest dobra, aby sprezentować najbliższym spokojny i zdrowy sen! Co ciekawe, absolutnie nie musimy przekonywać do lnianej tkaniny tych, którzy już wcześniej mieli z nią do czynienia. Jesteśmy pewne, że pozostałych przekonałaby jedna noc w naszej pościeli. 

– Czym Wasza pościel różni się od innych, lnianych pościeli na rynku? 

To, co nas wyróżnia od pierwszego spojrzenia to kolorystyka, ale ciekawy jest też sposób tkania, bo farbowana jest nie gotowa tkanina, ale sama nić. Daje to możliwość użycia innej barwy wątku i osnowy, a tym sposobem finalnie uzyskany kolor jest wyrafinowany, pięknie gra pod wpływem światła. Typowy len jest zwykle szorstki, ale specjalny sposób wykończenia sprawia, że pościel YELEN jest miękka i przyjemna w dotyku. Dodatkowo świetnie wygląda nieprasowana. Co za oszczędność czasu! No i wspominany wcześniej podwójny, kryty szew, nadający tradycyjne i mocne wykończenie.

– Marka YELEN funkcjonuje od niedawna. Czy możecie już pochwalić się sukcesami?

Jesteśmy na początku biznesowej drogi, więc ogromnym sukcesem jest bardzo pozytywny odbiór naszych produktów na rynku. Doceniamy każde dobre słowo, każdą uwagę, każdego zadowolonego klienta! To duża radość, gdy okazuje się, że praca, którą włożyłyśmy jeszcze przed startem, nie była pomyłką. Świeżym sukcesem jest otrzymanie znaku MUST HAVE, przyznawanego przy okazji ŁÓDŹ DESIGN FESTIVAL. To dla nas istotne wyróżnienie, bo przyznawane przez profesjonalne jury.

– Jakie to uczucie znaleźć się w otoczeniu takich rekinów dizajnu, jak Tomek Rygalik, Tomasz Augustyniak czy Oskar Zięta?

Wspaniałe! Ale tak serio, musiałybyśmy użyć sporo wyobraźni, aby postawić się w jednym rzędzie z tak znanymi nazwiskami. Oczywiście bardzo cieszy nas fakt, że marka YELEN została dostrzeżona i doceniona przez ludzi, którzy z dizajnem stykają się na co dzień. Mamy jednak świadomość tego, jaka ilość doświadczenia i dokonań dzieli nas i nazwiska o międzynarodowej przecież sławie. Ale nie zniechęcamy się, może i my kiedyś zaprojektujemy produkt na miarę dmuchanego krzesła? 

– Przed powstaniem YELEN nie miałyście zbyt wiele do czynienia z wzornictwem przemysłowym. Jak oceniacie swój skok w świat polskich projektantów?

Mimo że do tej pory nie zajmowałyśmy się stricte wzornictwem przemysłowym, to mamy za sobą pewne doświadczenie projektowe. Jedna z nas na co dzień zajmuje się projektowaniem graficznym, druga skończyła architekturę krajobrazu. Zagadnienia estetycznie nie są nam więc obce, a gdy dodamy do tego zainteresowanie współczesnym wzornictwem i wnętrzami, otrzymujemy sumę całkiem niezłych możliwości. Dzięki naszym doświadczeniom i zainteresowaniom mogłyśmy być samowystarczalne na wielu etapach – od projektu, po identyfikację wizualną i sprawy marketingowe. Czasem to niełatwe zadania, ale na pewno bardzo rozwijające. Z jednej strony są to zagadnienia estetyczne, z drugiej zaś czysto ekonomiczne, biznesowe. W końcu chodzi o produkt, który musi się sprzedać. 

– Czy trudno jest przebić się do świadomości nie tylko odbiorców, ale też ekspertów, którzy mogą wyrazić swoją opinię o Waszej pracy?

Na szczęście mamy internet i nie wahamy się go użyć! To nieocenione narzędzie, szczególnie dla takich marek, jak nasza – młodych, z niedużym budżetem na reklamę. Staramy się wykorzystać możliwości internetu, jak tylko potrafimy i przynosi nam to pierwsze efekty. Idealnie byłoby, gdyby świadomość marki była tak duża, że myśląc len, myślisz YELEN! 

– Jakie macie pomysły na rozwój firmy?

Aktualnie pracujemy nad kolekcją dziecięcą. Mamy lnianą tkaninę w pięknych kolorach i szyjemy z niej lniane komplety w mniejszych rozmiarach, ale nadal jest to len tej samej klasy, co w „dorosłych” pościelach. 

A co dalej? Kręci nas wiele rzeczy – naturalne materiały i tkaniny, światło, ceramika.... Pomysłów mamy wiele, część można zrealizować, część trzeba odrzucić. Mimo że aktualnie koncentrujemy się na pościeli, to myślimy o YELEN jako o marce bardziej pojemnej, związanej z domem. 

– Choć Szczecin nie słynie z przemysłu włókienniczego, to razem z Dizeno Creative, spod którego rąk wyszła „słomiana pościel” pod marką Hayka, macie spore szanse zmienić tę sytuację.

Trudno powiedzieć, z czego właściwie słynie Szczecin – zwykle z tego, że leży nad morzem, choć do morza jest prawie 100 km. To miasto znajduje się w granicach Polski dopiero od 70 lat i wciąż szuka swojej tożsamości. Miasto, które po dziesięcioleciach w końcu zwraca się w stronę wody i w którym nareszcie dorosło pokolenie, mówiące, że jest „u siebie”. Nie wiem, czy właśnie włókiennictwo stanie się domeną Szczecina, ale na pewno widać twórczy ferment w naszym środowisku kreatywnym. Z tego musi wyniknąć coś dobrego, nie ma innej drogi.

– Czy jest jakiś wspólny mianownik dla dizajnerów funkcjonujących w środowisku szczecińskim? 

Z racji młodej historii współczesnego Szczecina trudno mówić o trwałej, lokalnej tradycji. Na pewno niektóre kierunki inspiracji czy wykorzystywane motywy określa położenie geograficzne. Skandynawia, Berlin – do którego mamy jakoś zawsze bliżej, niż do stołecznej Warszawy, odkrywana na nowo „morska” tożsamość czy nostalgiczne spojrzenie na bliską historię – to widać wyraźnie w pracach szczecińskich twórców. Ale żyjemy także w czasach, gdy inspiracje płyną szerokim strumieniem z całego świata i każdy wybiera z tego nurtu coś interesującego dla siebie. Być może zatem wspólnym mianownikiem dla środowiska szczecińskiego jest poszukiwanie?




Autor: Foto: karolina bąk/wwwkarolinabak.com