DESIGN

STRONA GŁÓWNA  /  DESIGN  /  NAZWISKO Z MARKĄ  /  Naturalnie wszechronny str. 1

Naturalnie wszechronny

Naturalnie wszechronny

Fot. Archiwum Kamila Laszuka


Kamil Laszuk - młody i obiecujący projektant, artysta, wynalazca i muzyk urodził się w 1987 r. w Legnicy. Od 2011 r. absolwent wzornictwa przemysłowego w Akademii Sztuk Pięknych.


W międzyczasie studiował w Szkole Muzycznej II stopnia we Wrocławiu, gdzie w 2012 r. obronił dyplom z kontrabasu. W tym samym roku został laureatem I Nagrody CORE77 Design Award 2012 oraz laureatem Red Dot Award 2012 w kategorii Design Concept. W 2012 nominowany został także do konkursu INDEX: Design Award 2013. Swobodnie tworzy i porusza się w obszarze wzornictwa przemysłowego i designu produktowego.


Radosław Zieniewicz: Pana przygoda z designem rozpoczęła się od ręcznie wykonywanych bumerangów, czy w rodzinnej pracowni witraży Laszuk?


Kamil Laszuk: Zainteresowanie nowym, dążenie do ciekawych rozwiązań oraz wrażliwość artystyczną „wyssałem z mlekiem matki”. To dlatego mogę powiedzieć, że przygoda z designem trwa 26 lat. Moi rodzice zawsze inspirowali mnie do poszukiwania nowych, kreatywnych aktywności. Bumerangi traktuję specjalnie, dzięki nim pojawiło się słowo "design". Umożliwiły mi łączenie pasji z tworzeniem produktów przeznaczonych do sprzedaży. Witraże natomiast są dziedziną, w której mogę się spełniać czysto artystycznie.


Mam rozumieć, że dalej kontynuuje Pan prace nad witrażami?


Przy witrażach w firmie rodziców pracuję w zależności od potrzeby kilka razy w roku. Moim największym dokonaniem w tej dziedzinie jest witraż w kaplicy na zamku Grodziec, niedaleko Bolesławca. Stworzyłem od podstaw projekty wszystkich okien, sam też wszystkie witraże pomalowałem.


Jest Pan nie tylko projektantem, ale też pasjonuje się muzyką. W której dyscyplinie bardziej się Pan spełnia?


Od zawsze miałem wiele pasji, a przy projektowaniu nie muszę z żadnej rezygnować, a wręcz przeciwnie – mogę czerpać z nich inspiracje przy tworzeniu nowych projektów. Choć nie zajmuję się nią zawodowo, to o muzyce nie mogę zapomnieć. Korzystam z niej przy projektowaniu, gdy tylko mam taką możliwość. Musicon jest świetnym tego przykładem. W pracy designera istotna jest wszechstronność, u mnie to naturalna cecha...


Musicon jest projektem szczególnym, docenionym choćby w konkursie Red Dot Design Award. Powstał, aby rozwijać zdolności twórcze dzieci. Jak się narodził ten pomysł?


Chcąc wykorzystać muzykę w projekcie dyplomowym, dotarłem do wiedzy na temat ogromnego wpływu muzyki na rozwój dzieci. Okazuje się, że działa ona bardzo wszechstronnie. Musicon uczy współdziałania w grupie, abstrakcyjnego myślenia i rozwijania zdolności manualnych. Projektowanie dla dzieci jest bardzo wdzięczne. Pracuje się nad rozwojem przyszłych pokoleń, czy może być coś lepszego? Moje dzieciństwo było wspaniałe, teraz wiem, że brakowało mi tylko Musiconu.


Pana projekty nie tylko „ładnie wyglądają”, ale też mają praktyczne zastosowanie.


Zdecydowanie oddzielam "styling" od "designu". Najważniejsza jest dla mnie funkcja, która często też narzuca formę. Design przemyca do naszego życia trochę sztuki, bo przecież nawet przedmiot czysto techniczny może być atrakcyjny wizualnie. Choć cechy estetyczne są tylko dodatkiem, to bardzo istotnym – przecież to one najczęściej np. sprzedają produkt. Design postrzegam jednak jako ułatwianie i polepszanie życia codziennego. Dobrze zaprojektowanych przedmiotów nie zauważamy, nigdy nas nie denerwują i nie przeszkadzają. Po prostu ich używamy.


Skąd czerpie Pan inspiracje do swojej twórczości?


Przy projektowaniu sięgam do wielu dziedzin życia. Muzyka czy sport, poprzez inne spojrzenie na problem, dają świetne rozwiązania w zupełnie odmiennych dziedzinach... Lubię również czasem tworzyć projekty z pewnym dowcipem. Czy jest ktoś, kto nie chciałby mieć prywatnego latającego dywanu, takiego jak Allawan.


Przy tworzeniu niektórych ze swoich projektów, np. Bubble, współpracował Pan z Justyną Szymczak. Jak Pan wspomina tamten czas?


Współpraca jest nieodłącznym elementem projektowania, często w grupach powstają najlepsze rozwiązania. Jako muzyk wiem, jak ważne jest współdziałanie. Z Justyną zaprojektowaliśmy kilkanaście bardzo fajnych przedmiotów, to był początek mojego prawdziwego projektowania.


W dorobku ma Pan też przygodę z animacją, np. the bomb, a nawet stworzył ilustracje do Ptasiego Radia J.Tuwima.


W pewnym momencie życia myślałem, że właśnie animacja będzie moim głównym zajęciem. Do dziś mam w szufladzie kilka niezmontowanych filmów. Z czasem okazało się, że to kolejna z moich pasji, a projektując, wcale nie muszę z niej rezygnować. Film promujący Musicon jest mojego autorstwa. Podobnie jest z ilustracjami... Każdy projekt trzeba dobrze zaprezentować, to często połowa sukcesu.


Do której z prac ma Pan największy sentyment?


Jest to zdecydowanie Musicon – mój największy projekt, z którym nie rozstaję się od ponad dwóch lat. Ciągle go dopracowuję, powstają prototypy, wspólnie z siostrą pracujemy nad jego wdrożeniem. Są szanse, że przed końcem roku powstanie pierwsza partia Musiconów. Gdy zagra wśród zaciekawionych dzieci, będzie to dla mnie najlepsza nagroda.


Jakie są Pana plany?


Śmieję się, że chciałbym zaprojektować coś, o czym nie mam zielonego pojęcia. Zawsze bardziej pasjonowały mnie aspekty techniczne, nawet w Musiconie – zabawce muzycznej uczę dzieci zasad fizyki. Chcę projektować kolejne produkty i patrzeć jak ludzie chcą ich używać. Każdy projekt jest wyzwaniem. To bez znaczenia, czy jest to łyżeczka do kawy, czy samochód dostawczy...




Autor: Radosław Zieniewicz