DESIGN

STRONA GŁÓWNA  /  DESIGN  /  NAZWISKO Z MARKĄ  /  Nie mogę usiedzieć w miejscu str. 1

Nie mogę usiedzieć w miejscu

Nie mogę usiedzieć w miejscu

Fot. Joanna Bylicka


W 2002 r. zrobiła dyplom z malarstwa pod kierunkiem prof. Leona Tarasewicza, a ponadto aneks z ceramiki pod kierunkiem prof. Teresy Platy-Nowińskiej. Uprawia malarstwo, rysunek, fotografię i ceramikę.


Na warszawskim Ursynowie prowadzi ze swoją mamą sklep z designem oraz pracownię Chillout Studio, która jest miejscem ekspozycji mebli i ceramiki artystycznej, zarówno jej, jak i innych młodych projektantów. Zajmuje się też projektowaniem wnętrz, mebli i dekoracji na indywidualne zamówienia.


Ewa Sosnowska: Zanim dała się Pani poznać jako nieprzeciętna projektantka sztuki użytkowej, nazwisko Bylicka kojarzono z malarstwem, rysunkiem, fotografią. Już na studiach miała Pani na koncie wiele wystaw i dobrych recenzji. Dlaczego poświęciła się Pani designowi? Czy malarstwo to już przeszłość?


Joanna Bylicka: Nie pożegnałam się ze sztuką na zawsze. Od czasu do czasu maluję, rysuję i fotografuję. Sztuka nie jest zamkniętym rozdziałem mojego życia. Fakt, że projektowanie w ostatnich latach mnie całkowicie pochłonęło, nie jest dziełem przypadku. Już na studiach zetknęłam się z ceramiką, którą odkrywałam pod okiem prof. Teresy Platy-Nowińskiej. Zawsze miałam słabość do ceramiki. Była alternatywą dla malarstwa, które wymagało wiele emocjonalnego i psychicznego poświęcenia. W ceramice znajdowałam ukojenie, choć wymagała wiele skupienia i pracy. Na początku nie było łatwo. Uczyłam się odlewu, koloru, tych wszystkich chemicznych zależności i technik, aż w końcu ta sztuka pochłonęła mnie bez reszty. Dziś ceramika jest elementem wielu moich projektów, ale już nie dominuje.


Na studiach uczyła się Pani w Gościnnej Pracowni Malarstwa prof. Leona Tarasewicza i pod jego kierunkiem zrobiła dyplom. Czasem pomiędzy stworzonymi przez Panią przedmiotami, pełnymi kolorów, geometrycznych kształtów, a pracami Pani nauczyciela można dostrzec pewne podobieństwo. Czy to może złudzenie?


Nie dostrzegam takiej analogii, choć dzieła prof. Tarasewicza bardzo cenię. Nie ma w moich wzorach żadnych świadomych nawiązań do jego twórczości. Może podobieństwo inspiracji stwarza takie skojarzenia? Na przykład obecność etnicznych motywów, rozpoznawalnych kolorowych pasiaków. W komodzie TI jest mnóstwo barwnych ceramicznych paseczków, które zdobią drzwiczki. Oddzielnie były cięte, osobno ręcznie szkliwione, wypalane i wklejane. Jednak w tym projekcie nie ma rodzimych odniesień, był on raczej inspirowany Orientem. Zawsze fascynowała mnie egzotyka. Kocham podróże, Daleki i Bliski Wschód, Afrykę. Te barwy, zapachy i wzory...


Co skłoniło Panią do stworzenia własnego sklepu z designem. Chillout jest światem w pełni autorskim?


– Geneza Chilloutu to wyraz pragnienia autonomii. Poszukiwałam własnego miejsca dla rzeczy, które tworzę. Marzyłam o nim. Kiedyś wystawiałam prace w innych sklepach i galeriach, ale stwierdziłam, że po prostu do nich nie pasują. Poza tym kiedy rozpoczynałam przygodę z projektowaniem, nie było sklepów z designem. Zdarzały się miejsca aspirujące do tego miana, ale nie stanowiły właściwego otoczenia dla moich prac. Postanowiłam więc stworzyć Chillout. Nie jest on tylko sklepem, projektujemy też wnętrza i ich wyposażenie (meble oraz dekoracje) na indywidualne zamówienia. Promuję w nim także swoje prace w autorskich aranżacjach oraz dokonania innych zaprzyjaźnionych projektantów. Sklep prowadzi moja mama, bez jej pomocy nie poradziłabym sobie. Moje miejsce jest w pracowni.




Autor: Ewa Sosnowska