DESIGN

STRONA GŁÓWNA  /  DESIGN  /  NAZWISKO Z MARKĄ  /  Optymizm to sok pomarańczowy str. 1

Optymizm to sok pomarańczowy

Optymizm to sok pomarańczowy

Fot. Archiwum Javiera Mariscala


Rozmowa z Javierem Mariscalem, hiszpańskim artystą i designerem, który stał się znany z projektów logotypów: w 1979 r. stworzył znak graficzny dla miasta Barcelony, a oprócz niego także dla Uniwersytetu w Walencji, szwedzkiej partii socjaldemokratycznej, barcelońskiego zoo i wielu innych instytucji.


W 1989 r. założył własne studio projektowe, którego dewiza to: „Najpierw zaskoczyć, później zafascynować, a w końcu przekonać”. Kibice sportowi zawdzięczają mu maskotkę Cobi z olimpiady w 1992 r. Mariscal nie zaniedbał jednak designu produktowego, tworząc projekty mebli i wyposażenia wnętrz m. in. dla marek Moroso, Magis i Artemide. Ostatnio zaangażował się także na polu produkcji filmów animowanych.


Karol Usakiewicz: W wielu Pana pracach – maskotka olimpijska Cobi, niektóre okładki dla New Yorkera i logotypy graficzne – można zauważyć charakterystyczną kreskę i kolory katalońskiego malarza Joana Miró. To świadoma inspiracja?


Javier Mariscal: Na moje projekty wpływ mieli na pewno różni malarze, którzy żyli i tworzyli nad wybrzeżem Morza Śródziemnego. Łączy nas to samo światło, przyroda strefy nadmorskiej – sosny i palmy. Miró i Picasso doświadczali tego samego języka śródziemnomorskiego.


Projektowanie dla dzieci zajmuje znaczącą część Pana twórczości. Przykładem tego są elementy wyposażenia wnętrz dla kolekcji Me Too marki Magis. Jak udało się zawrzeć Panu w nich tyle dziecięcej witalności i niewinności zarazem?


Owa witalność i niewinność nie powinna być jedynie zarezerwowana dla najmłodszych. Radość z życia była zawsze leitmotivem w moich pracach.


Notka w popularnej encyklopedii głosi, że „Javier Mariscal jest hiszpańskim i walenckim artystą oraz designerem”. Walencki – co to oznacza?


W latach pięćdziesiątych Walencja wyróżniała się bardzo specjalnymi aspektami hiszpańskiego życia. Meble marki Formica, paella, regionalna potrawa oparta na ryżu z dodatkiem szafranu, sprzedawana w chiringuitos, specjalnych sklepikach na plażach – to wszystko kojarzy mi się z dzieciństwem. Później wyruszyłem z Walencji w świat, poszukiwałem nowych miejsc.


Może to one spowodowały, że jest Pan prawdziwym człowiekiem renesansu: design produktowy, aranżacje wnętrz, rzeźba, malarstwo, projektowanie graficzne. Które z tych rodzajów twórczości dają Panu najwięcej satysfakcji?


W mojej pracy wszystko wyrasta ze szkicu, z rysunku. Ostatnio służy mi do tego iPad. Potem przez spotkanie szkicu z innymi technikami różnych branż wyrasta gotowe dzieło. Może nim być mebel, ale także film animowany.


No właśnie, na czym polegał udział Javiera Mariscala w filmie rysunkowym Chico i Rita. Czy mógłby Pan streścić historię, którą on opowiada?


Byłem zaangażowany w powstawanie tego filmu już od poziomu scenariusza, tworzenia sylwetek bohaterów, zbierania dokumentacji dotyczącej miejsc, w których dzieje się cała historia: krajobrazu Hawany i Nowego Jorku. Oczywiście pracowałem także nad rysunkami, kolorem i rytmem w bardzo ścisłym porozumieniu z reżyserem Fernando Truebą i wielkim zespołem od animacji. Rezultatem naszych wspólnych działań był film, który wyjaśnia rozwój latynoskiego jazzu. Muzyka ta z kubańskiej Hawany dotarła do Stanów Zjednoczonych, gdzie podlegała zmianom. Obraz podnosi jednak kwestię, jak ważna jest w tym wszystkim tradycja, muzyczne korzenie. I w końcu jest też hołdem dla Bebo Valdésa, zmarłego w tym roku wielkiego muzyka kubańskiego, który imponował szczerym i eleganckim sposobem bycia i takim samym stylem gry na pianinie.


Udziela się Pan więc w projektach związanych ze sztuką, ale projektuje również dla wielkich koncernów branży wyposażenia wnętrz, takich jak Magis, Moroso, Artemide. Javier Mariscal to artysta czy rzemieślnik do wynajęcia?


Bardzo trudno jest zdefiniować siebie w takich kategoriach. Po czterech dekadach spoglądam na moją twórczość jako nierozłączną całość.


Ta twórczość pozwala nam dostrzec osobę za nią ukrytą: optymistyczną, kochającą żywe kolory, a nie odcienie szarości, cieszącą się życiem i tryskającą humorem. To prawdziwe cechy Pana charakteru?


Powiedziałbym, że właśnie je najbardziej u siebie cenię. Optymizm jest jak dobre śniadanie, aby już od rana miło rozpocząć dzień. Jak sok pomarańczowy, które daje energię do pracy.


Ale kiedyś trzeba od niej odpocząć. Co pan robi, kiedy znuży Pana praca?


Jeśli czuje się zmęczony, mogę przecież zawsze zacząć rysować...


Estudio Mariscal, Pana studio projektowe, jest jak zespół rockowy – powiedział jego założyciel i właściciel w jednym z wywiadów. Dlaczego?


To znaczy, że każdy w nim gra swoją partię w ten sposób, aby złożyła się ona na pełną kompozycję.


Czy mógłby Pan wyjawić, jaki będzie następny projekt Javiera Mariscala?


Jedna z najbardziej ekscytujących prac, nad którą teraz skupiam uwagę, to drugi film. Właśnie zabieramy się do pisania scenariusza.




Autor: Karol Usakiewicz