DESIGN

STRONA GŁÓWNA  /  DESIGN  /  NAZWISKO Z MARKĄ  /  Patka Smirnow: Ratuję świat od śmieci str. 1

Patka Smirnow: Ratuję świat od śmieci

Patka Smirnow: Ratuję świat od śmieci

Fot. Piotr Antonów


Wywiad z Patką Smirnow, projektantką ekozoficznych przedmiotów z używanych foliowych toreb reklamowych.


Patka Smirnow:
Absolwentka studium policealnego Studio Sztuki w Warszawie na Wydziale Projektowania Ubioru. Studiowała na Wydziale Projektowania Dzianin i Odzieży Dzianej w Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Projektowaniem zajmuje się od 2002 r., od 2007 r. pracuje jako samodzielny projektant. Projektuje dzianiny, dodatki i kolekcje autorskie.


Redakcja: Czy wyroby ekologiczne mogą być luksusowe?

Patka Smirnow: Luksus moich wyrobów wynika z jakości ich wykonania. Trzeba jednak jasno powiedzieć, że jest to pojęcie, które dla każdego oznacza coś innego. Dla jednych synonimem ekskluzywności jest torba ze skóry cielęcej, wysadzana kamieniami szlachetnymi, a więc torba z reklamówek nigdy nie będzie obiektem ich zainteresowania. Dla mnie luksus to pojedyncze, ręcznie wykonane i niepowtarzalne wyroby. Niewątpliwie większość przedmiotów ekologicznych, zaprojektowanych i wykonanych często ręcznie, ma takie cechy.
 

Swoją twórczość określa Pani jako ekozoficzną. Co to oznacza?

Samo słowo „ekozoficzne” powstało z połączenia słów: ekologiczne i filozoficzne. Przylgnęło do tego, co tworzę. Głęboko wierzę, że przedmioty, jakimi się otaczamy, wpływają na jakość naszego życia. Wcale nie trzeba wydawać ogromnych pieniędzy, aby tworzyć piękne rzeczy lub ciekawe wnętrza. Przedmioty mojego autorstwa są ekozoficzne, ponieważ ratują świat od śmieci. Do ich tworzenia wykorzystuję zużyte reklamówki.
 

Wcześniej zajmowała się Pani projektowaniem przedmiotów z tradycyjnych materiałów. Co spowodowało zmianę?

Zawsze frapował mnie temat „zamian” i „przemian”. Chciałam tworzyć ubrania i przedmioty, które zatrzymują wzrok, bawią fakturą i kolorem, ale też niosą jakiś przekaz. Najważniejszym czynnikiem była jednak chęć zmiany. Szukałam nowych rozwiązań, bo chciałam swoją twórczością zacząć mówić o sprawach, które od zawsze mnie niepokoiły, np. o ekologii. Pewnego dnia pomyślałam, że mogę spróbować zaprojektować coś użytkowego z materiałów, które mam pod ręką. Jedyną rzeczą, jaką miałam w nadmiarze, były foliówki – torebki przyniesione ze sklepów, które zalegały w szafce pod zlewem. Byłam zaskoczona końcowym efektem mojej pracy – bardzo kolorowym koszem.
 

Kto był pierwszym klientem?

Kosz bardzo spodobał się mojej przyjaciółce, która od razu zaczęła go używać. Później zrobiłam koszyki i torebki dla kolejnych koleżanek, a po jakimś czasie, zanim się obejrzałam, tworzyłam rzeczy głównie z surowców wtórnych. Teraz projektuję również meble: miękkie i bardzo wygodne pufy, które mogą być dużymi „gniazdami” lub malutkimi siedziskami. Doskonale sprawdzają się one zarówno jako ozdoba niewielkiego przedpokoju, jak i centralny punkt małego salonu.
 

Skąd bierze Pani materiał do swojej twórczości?

Od trzech, czterech lat organizuję w swojej pracowni zbiórkę zużytych reklamówek. Czasami dzwoni ktoś nieznajomy i oferuje mi odbiór sporej ilości foliówek. Akcja zbierania torebek trwa już tak długo, że plastik dla mnie zbiera coraz więcej osób. Nie tylko najbliżsi znajomi czy krąg rodzinny, ale też zupełnie obcy ludzie. Ogromnie mnie to cieszy.
 

Czy może Pani zdradzić tajemnice swojego warsztatu?

Wszystkie torby bazują na tej samej technice wyplatania folii, zmieniają się natomiast ich kształty i kolory. Folia po przetworzeniu daje bardzo ciekawe efekty wizualne. Z reguły moje torebki cieszą oko fakturą i bogatymi kolorem, ale są też modele jednobarwne. Osobiście najbardziej lubię torby wielokolorowe.
 

Nie wydaje się Pani, że ekozoficzne przedmioty to „sztuka dla sztuki”?

Torby są bardzo trwałe, gdyż przede wszystkim mają służyć swoim właścicielkom. Małe egzemplarze są ciekawym dodatkiem do sukienki, oryginalną ozdobą kreacji. Z dużymi koszami bez obaw można pójść na zakupy i przynieść w nich kilka kilogramów. Wszystko, co wydarza się w trakcie projektowania i tworzenia przedmiotu, jest sztuką. Moja artystyczna działalność wynika z miłości do sztuki, ale też nie mam nic przeciwko temu, aby moje projekty pełniły funkcje praktyczne.

 

Kto najczęściej sięga po Pani prace?

Czasami są to młode dziewczyny, które bawi sam fakt, że mogą mieć coś oryginalnego, ale też kobiety wolnych zawodów: dziennikarki czy artystki. Moimi klientkami są też kobiety dojrzałe, które nie traktują siebie śmiertelnie poważnie lub chcą sprawić komuś niespodziankę. Zdarza się, że po torebki sięgają panowie, poszukujący prezentu dla dziewczyny lub żony.
 

Dawanie „drugiego życia” plastikowym torebkom to żmudna praca?

Wymaga cierpliwości i samozaparcia. Segregowanie folii i przygotowywanie jej do przerobienia bywa męczące. Jednak efekt końcowy jest tak satysfakcjonujący, że praca zawsze sprawia mi radość.
 

Nie prościej byłoby zająć się tworzeniem przedmiotów z tradycyjnych materiałów?

Być może uszycie torby z gotowej tkaniny jest mniej pracochłonne, ale mnie interesuje w projektowaniu eksperymentowanie, przekraczanie granic czy tworzenie przedmiotów, które nie tylko służą człowiekowi, ale też są bodźcem do tego, aby zastanowić się nad czymś więcej niż ile coś kosztuje i jaki ma kolor. Chcę, aby moja twórczość była tematem do rozmów. Wiem, że przede mną długa droga i mam jeszcze wiele do zrobienia. Gdy projektuję, nie myślę, co jest łatwiejsze do wykonania, ale co będzie nowe. Nie wykluczam też, że następne przedmioty będą wykonane z materiałów konwencjonalnych.
 

Z jakiego dzieła jest Pani najbardziej zadowolona?

Cały czas odczuwam niedosyt, nigdy nie jestem zadowolona do końca. Projektowanie jednak niezmiennie sprawia mi ogromną radość. Jestem zadowolona, gdy idę do pracy.
 

Co ostatnio zaprząta Pani twórczy umysł?

Bardzo mnie kusi stworzenie serii toreb i mebli ekozoficznych z folii biodegradowalnej, a następnie zapisywanie i dokumentowanie ich rozkładu...

Byłaby to swoista analiza przemijania. Zmiany tego co piękne i wypracowane w nic nie wartą kupkę paprochów. Sądzę, że będzie to już tylko „sztuka dla sztuki”.

Dziękuję za rozmowę.




Autor: Rozmawiała Urszula Grynczel-Aronowicz