DESIGN

STRONA GŁÓWNA  /  DESIGN  /  NAZWISKO Z MARKĄ  /  Pochłonęły mnie żywioły str. 2

Pochłonęły mnie żywioły

Pochłonęły mnie żywioły

FOT. ARCHIWUM ŁUKASZA KARKOSZKI


Absolwent Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Dyplom zrealizował w pracowni prof. Przemysława Lasaka w 2005 r. W 2013 r. uzyskał stopień doktora w dziedzinie sztuk plastycznych. Ma na swoim koncie wiele wystaw indywidualnych, np. „Przypływy odpływy”, „Kształt”, „Przestrzenie” oraz liczne wystawy zbiorowe. W swojej pracy inspiruje się głównie naturą. Ważnym elementem na każdym etapie jego twórczości jest przestrzeń, poczynając od koncepcji, przez tworzenie i eksponowanie gotowych obiektów.



Tym samym zwolnił Pan odbiorców z konieczności odwiedzania muzeów i galerii...


Rzeczywiście zaobserwowałem, że ludzie obawiają się takich miejsc, ze względu na panujący w nich podniosły nastrój. Stworzyłem więc zupełnie nową, wyjątkową sytuację, rodzaj układu, w którym rzeźba funkcjonuje w zupełnie innym niż dzieło klasyczne otoczeniu. Nie narzuca się. Albo wywoła zainteresowanie wrażliwego przechodnia, albo pozostanie niezauważona. Plener stwarza jednak większe możliwości trafienia do odbiorców. Doskonałym rozwiązaniem dla mnie było skorzystanie z gościnności Ogrodu Botanicznego we Wrocławiu, gdzie prezentowałem już cztery wystawy indywidualne. Jestem pewien, że w trakcie każdej z tych ekspozycji moje prace obejrzało więcej osób, niż w tym samym czasie odwiedziło muzea czy galerie. Ogród jest po prostu miejscem, gdzie ludzie chcą przychodzić, kiedy potrzebują wyciszenia i odpoczynku. Sztuka może im w tym towarzyszyć.


Na jednej z ostatnich wystaw, zatytułowanej Ślad, przedstawił Pan swoje mozaiki i malarstwo w ceramice. Można zatem powiedzieć, że jest Pan malarzem?


To eksperyment z materią ceramiczną, ale też pewna odskocznia od rzeźby. Pozwalam sobie na bardziej ekspresyjne działanie, wykorzystując plastyczność gliny. Odciskam na jej powierzchni różne faktury i ślady. Najpierw jest ekspresyjny rysunek i podział, potem przychodzi czas na kolejne etapy, takie jak nakładanie szkliw, angob, przecieranie, rozcieranie, wydrapywanie powierzchni. Nie jest to typowe malarstwo. Różni się od malarstwa sztalugowego chociażby tym, że rzadko maluję pędzlem. Szkliwa rozlewam na powierzchnię dosyć grubą warstwą za pomocą naczynia czy gruszki. Częściej niż pędzla używam też szlifierki kątowej czy kamienia szlifierskiego. W malarstwie sztalugowym brakowało mi przestrzeni, możliwości wejścia w głąb czy wyjścia na zewnątrz, czyli tworzenia bardziej przestrzennych i strukturalnych powierzchni. Pociąga mnie organiczna materia, przypominająca ziemię czy skałę. Jej plastyczność pozwala na działanie na poły rzeźbiarskie, na poły malarskie.


Czy Pana dzieła zdobią również wnętrza prywatnych ogrodów?


Kilka lat temu wpadłem na pomysł stworzenia własnej, stałej ekspozycji rzeźb ceramicznych na rodzinnej działce położonej w otulinie parku krajobrazowego w Bielsku Białej. Eksponuję je w lesie, na łące, na polanie. Lubię obserwować jak funkcjonują w naturalnym otoczeniu. Ekscytujący jest również moment przekazania obiektu naturze. Naturalne, bo przecież wykonane z gliny, rzeźby pozostawione przyrodzie na kilka lat zaczynają się przeobrażać i żyć swoim życiem. Zupełnie inaczej wyglądają namoczone wodą, gdy zmieniają kolor, a inaczej kiedy są zmrożone przez lód lub obsypuje je śnieg, nadając im nowe formy. Czasami ptaki wlatują do ich zakamarków i wiją tam swoje gniazda. Obiekt zaczyna żyć, staje się głośny. Moment eksponowania obiektu może być równie ekscytujący, co proces twórczy. Jest kolejną przygodą, nowym doświadczeniem w pracy artysty.


Czy przyjmuje Pan zamówienia od prywatnych inwestorów?


Nie miałem okazji projektować rzeźby na indywidualne zamówienie do konkretnego ogrodu. Inwestorzy są raczej zainteresowani pracą, którą zobaczyli przy okazji. Wtedy przyjeżdżam z rzeźbą na posesję i wspólnie szukamy najlepszego miejsca do wyeksponowania obiektu w przestrzeni. Zawsze pomagam również w zainstalowaniu rzeźby, co jest istotne dla zachowania jej trwałości i stabilności.


Skusi się Pan kiedyś na pracę z innym materiałem?


Ceramika daje wiele możliwości. Mógłbym przecież zajmować się tworzeniem obiektów użytkowych, naczyń czy elementów architektonicznych. Mógłbym zgłębiać zagadnienia technologiczne dotyczące koloru i chemii wykorzystywanej w ceramice. Jednak wydaje mi się, że w rzeźbie i malarstwie ceramicznym jest jeszcze wiele tajemnic. Mnóstwo rzeczy, które chciałbym spróbować i odkryć. Zatem ograniczę się do tych dwóch dyscyplin, gdyż wymagają one wiele poświęcenia, zarówno czasu, jak i energii.




Autor: Anna Lewczuk