DESIGN

STRONA GŁÓWNA  /  DESIGN  /  NAZWISKO Z MARKĄ  /  Śniadanie z dizajnem str. 1

Śniadanie z dizajnem

Śniadanie z dizajnem


Z Magdą Barcik i Grzegorzem Ostrowskim, właścicielami pracowni KALVA
rozmawia Agata Piszcz-Wendołowicz


KALVA... Brzmi nieco skandynawsko. Jak narodziła się nazwa Waszej marki?
To raczej prosta historia. Początkowo nasza pracownia i sklepik miały znajdować się przy ulicy Kalwaryjskiej w Krakowie. Chcieliśmy jak najmocniej zakorzenić się pod tym adresem, więc wybraliśmy odnoszącą się do niego nazwę. Niestety, jak to w życiu – plany co do lokalizacji pracowni się zmieniły, ale nazwa została. Przywiązaliśmy się do niej, bo przyjemnie brzmi i ciepło nam się kojarzy. Wielu klientów również podkreśla skojarzenie ze Skandynawią. Nie ukrywamy, że taki zamiar też nam przyświecał. Lubimy te klimaty, a nasza porcelana nieco nawiązuje do skandynawskiego stylu.


Jakie były początki Waszej działalności?
Na początku był „hand‑made”. Zaczęło się od nieśmiałych prób ręcznego malowania porcelany, co było wtedy na rynku kompletną nowością. Ludziom się spodobało, więc poszliśmy za ciosem. Nie przestając słuchać klientów i obserwować, jak odbierają nasze prace. Z czasem ewoluowały oferta, pomysł, a także technika wykonania. Nieustannie staramy się ulepszać nasze koncepcje i ich realizację. Na początku nie przypuszczaliśmy, że dojdziemy do punktu, w którym w tej chwili jesteśmy.


„Hand‑made” jest sposobem na zarabianie pieniędzy czy stylem życia?
Tworzenie własnych projektów i utrzymywanie się z ich sprzedaży może stać się dochodową działalnością. Oczywiście, niezbędne są do tego determinacja, ciężka praca i dużo cierpliwości. Myślę, że dla wielu osób „hand‑made” to próba połączenia satysfakcji twórczej i swego rodzaju niezależności z możliwością osiągnięcia korzyści finansowych. Niektórzy traktują taką aktywność jako źródło dodatkowego dochodu, a inni starają się uczynić z niej główne i jedyne źródło zarobku.


W ostatnich latach wyraźnie widać dynamiczny rozwój tego nurtu... Z czego on wynika?
Chyba właśnie aspekt niezależności przy jednoczesnym zarobku skłania ludzi do wypróbowywania własnych sił. Okazuje się, że wielu z nas ma jakiś ukryty talent, że drzemią w nas wyjątkowo duże pokłady kreatywności. W mediach, szczególnie w internecie, pojawia się coraz więcej galerii i stron promujących tego rodzaju artystów. Ludzie poznają ich projekty, podziwiają i kupują. Sukces jednych zachęca drugich do działania. Wielu twórców wykorzystuje naprawdę tanie materiały. Udowadniają, że przy minimalnym nakładzie środków można stworzyć coś i ciekawego, i wartościowego.


Najlepszy duet to Serce i Rozum. Które z Was jest Sercem, a które Rozumem?
To zależy od kwestii (śmiech). Zwykle Magda jest rozumem, który musi wszystko przeliczyć, sprawdzić, przekalkulować, a każdy temat analizuje niemal automatycznie. Grzegorz z kolei jest bardziej spontaniczny. Wpada na pomysł i od razu chce go wcielać w życie. Nawet nie próbuje sprawdzić, czy coś na pewno ma sens. Odmienne podejście do tych samym kwestii to bardzo wartościowa rzecz, po prostu świetnie się uzupełniamy. Chociaż nie ma co ukrywać, często różnica w podejściu jest też przyczyną różnych tarć. Na szczęście, udaje nam się wypracować kompromis.


W jaki sposób dzielicie się zadaniami, odpowiedzialnością?
Grzegorz jest aktywny zawodowo poza Kalvą, więc siłą rzeczy nie uczestniczy w codziennych działaniach. Magda za to od kilku lat jest zaangażowana na 100 procent i niemal 24 godziny na dobę. Zresztą cały pomysł na tę działalność jest jej sprawką! Obydwoje jednak traktujemy Kalvę jak nasz wspólny projekt i obydwoje czujemy się równie mocno jej oddani. Grzegorz jest odpowiedzialny za sprawy techniczne, związane ze stroną internetową czy grafiką, ale żadna ważna decyzja nie zapada bez wcześniejszych konsultacji.


Macie za sobą studia na uczelni artystycznej? A może do stworzenia Kalvy wystarczył talent plastyczny i talent do biznesu?
Grzegorz ukończył grafikę na ASP w Krakowie. Magda również podjęła studia na Akademii, ale z nich zrezygnowała. W tym samym czasie studiowała na innej uczelni i nie była w stanie pogodzić wszystkiego, zwłaszcza wtedy działała już nasza firma. Musiała coś wybrać. Obydwoje jednak jesteśmy po szkole plastycznej (tej samej), więc talent plastyczny mamy na papierze (śmiech). Nie jesteśmy tylko pewni, czy istnieje talent do biznesu? Bardziej chyba liczą się zawziętość, cierpliwość, ciężka praca i pokora. Cały czas się tego uczymy.


Dlaczego wybraliście pracę z porcelaną?
Porcelana jest o tyle wdzięczna, że łączy w sobie walory estetyczne i użytkowe. A to chyba w dizajnie lubimy najbardziej. Rzeczy piękne, ale tylko do postawienia na półkę kompletnie nas nie ruszają. Dopiero możliwość ich codziennego użytkowania, umilania sobie nimi prozaicznych czynności, wywołuje uśmiech na twarzy i poprawia nastrój.


A jak wygląda proces twórczy?
Niektóre przedmioty tylko projektujemy, a realizuje je dla nas jedna z polskich fabryk porcelany. Inne wykonujemy samodzielnie od zera, a w jeszcze innych wypadkach na porcelanie wykonanej przez fabrykę nanosimy ręcznie zaprojektowane przez nas dekoracje. I nadal zdarza nam się malować. Porcelanę, którą zdobimy, sami również wypalamy.


Kto jest pierwszym recenzentem nowej kolekcji czy projektu?
Rodzina i bliscy. Czasem nie jesteśmy obiektywni, więc chętnie pytamy przyjaciół lub członków rodziny, co myślą o nowym wzorze lub kształcie. Zwykle są surową, ale wspierającą publiką. Otrzymaliśmy od nich już wiele cennych rad, nigdy ich nie lekceważymy. Klienci także wiele nam podpowiadają. W końcu nasza porcelana jest dla nich, więc wszystkie uwagi i głosy bierzemy sobie do serca. A jeśli trzeba coś zmienić, nie mamy z tym żadnego problemu.


Jakie przesłanie niosą ze sobą Wasze produkty?
Chcielibyśmy, aby nasza porcelana wprowadzała w życie klientów trochę pozytywnej energii. Nas zawsze cieszy używanie pięknych przedmiotów. To mogą być drobiazgi, rzeczy bardzo proste, ale takie, z których bije pewien rodzaj ciepła. Chcielibyśmy, aby nasza porcelana dobrze się kojarzyła i uprzyjemniała poranną kawę. Aby podane na niej ciastko do popołudniowej herbaty smakowało jeszcze lepiej.


Do kogo kierujecie ofertę?
Tworzymy ją z myślą o osobach, które tak jak my lubią otaczać się pięknem. Tylko tyle i aż tyle. Nie ma sensu mówić o płci czy wieku, bo wśród naszych klientów są bardzo różni ludzie. Z każdej osoby, która przychodzi do nas po kubek czy talerzyk, bardzo się cieszymy. To szalenie miłe uczucie, że ktoś chce mieć u siebie w domu lub obdarować kogoś bliskiego naszą porcelaną.


Źródłem inspiracji do motywów dekoracyjnych na produktach KALVY jest świat przyrody. Dlaczego?
Autorką wszystkich projektów jest Magda. Motywy zwierzęce i roślinne tworzy jej się najprzyjemniej. Są wdzięczne, niewydumane, szczere i proste, ale nie prostackie. W przyrodzie kryje się delikatność i nastrojowość, których szukamy też w codziennym życiu. I to nas uspokaja i dobrze nastraja.


Jaki jest Wasz biznesowy cel: popularność i rozpoznawalność czy może niszowość i unikatowość?
No cóż… biznesowym celem jest możliwość połączenia satysfakcji twórczej z satysfakcją finansową (uśmiech). Jak chcemy być odbierani przez klientów? Nie planujemy produkcji na masową skalę, więc zawsze pozostaniemy bardziej niszowi. Oczywiście chcielibyśmy, żeby KALVA była marką rozpoznawalną i kojarzyła się z czymś wyjątkowym, unikalnym, a przy tym codziennym i szczerym. Nie planujemy kreować aury niedostępności czy jakiegoś snobistycznego luksusu.


Jak myślicie, KALVA za 5 lat, to...
Ta sama KALVA z tymi samymi wartościami. Prawdopodobnie z większą liczbą pracowników, z lepszym zapleczem technicznym i bogatszą ofertą. Może z kilkoma sklepami stacjonarnymi w różnych miastach w Polsce? Pomysłów mamy mnóstwo! Cały czas się rozwijamy, uczymy i działamy, działamy...




Autor: Agata Piszcz-Wendołowicz