DESIGN

STRONA GŁÓWNA  /  DESIGN  /  NAZWISKO Z MARKĄ  /  Szklane manekiny z emocjami str. 2

Szklane manekiny z emocjami

Szklane manekiny z emocjami

Fot. Michał Czajka


– Moje manekiny mają duszę, każdy z nich ma nawet swoje imię. Od środka są podświetlone, a szkło, z jakiego tworzę, sprawia, że wyglądają niesamowicie – opowiada nam Katarzyna Czajka.


Patrzę na takie manekiny i czuję się dziwnie. Nie mają rąk, nie mają głów, a jednak odbieram je bardzo pozytywnie. Jaką im Pani przypisała rolę?

Mogą mieć różne zastosowanie. Dla mnie najważniejszy jest aspekt artystyczny i społeczny. Ale mogą też stać się taką osobą, która czeka na nas w domu, niemal jak członek rodziny. Z energooszczędnym ledem w środku, święcącym cały czas. Wieczorem, idąc do kuchni, spotykamy tego „kogoś” i już jest przyjemniej. Ostatnio rozpoczęłam pracę nad nową instalacją manekinów. Przedstawiają one kobietę XXI w. Są moim buntem przeciwko anoreksji. Ich popiersie jest bardzo estetyczne, ale talia karykaturalnie wąska, a pod szeroką spódnicą widać nogi... z rur hydraulicznych.

Brzmi groźnie...

To połączenie piękna i brzydoty. Manekiny zrobione są z maleńkich odpadków szkła, symbolizujących wykluczenie. W swojej twórczości poruszam wiele aspektów społecznych. Aktualnie tworzę również projekt Garbus-Dzieci Kwiaty, szklany model samochodu 1:1. Przekazuje on światu, aby na chwilę się zatrzymał, tak jak ten samochód, i zastanowił się, czy zmierza w odpowiednim kierunku. Z miłości do muzyki zrobiłam gitary, z miłości do przyrody podświetlone zwierzęta oraz drzewa, które symbolizują rodzinę. Ostatnio udało mi się stworzyć tron, który czeka na swojego księcia lub księżniczkę... W mojej pracowni powstaje wiele projektów. Do tej pory witraż kojarzył się głównie z oknem, z sakralnością. Ja tworzę witraże-obrazy, które mogą ciekawie wypełnić wnęki, całkowicie odmienić przestrzeń.

Jak Pani twórczość odbierana jest w Polsce?

Bardzo dobrze, ale niestety, są to rzeczy drogie, więc nie każdego stać na taką dekorację. Z większym zainteresowanie spotykam się za granicą. W Polsce te rzeczy bardzo się podobają, ale...

Ludzie wolą je raczej oglądać?

Ja to rozumiem, jest kryzys. Ale tworzę też kolekcje bardziej przystępne, na każdą kieszeń. Jak biżuteria ze szkła czy butelki w kształcie naczynek na orzeszki. Cieszę się, że mimo wszystko moja sztuka ma swoje oddziaływanie.

 

Myśli Pani, że te projekty zrewolucjonizują rynek?

Myślę, że tak. Po zrobieniu pierwszych manekinów, sporo osób zaczęło się dowiadywać, czy na świecie powstało już coś takiego. Okazało się, że to, co robię, to rozświetlenie od środka, nadanie przestrzenności, jest zupełnie nowatorskie. Mam już nawet swoich naśladowców. Żałuję tylko, że Ministerstwo Kultury, które zawiadamiam o swoich poczynaniach, nie wykorzystuje tego faktu. Zmieniam spojrzenie na witrażownictwo. Szkoda by było, aby to moi naśladowcy zapisali się w kartach historii, a nie ja, jako Polka. Chcę zawiadomić świat o tym, co robię.


Nad czym teraz Pani pracuje?

Marzę o zrealizowaniu projektu artystycznego „Miasto Kobiet Katarzyny Czajka”, który honorowym patronatem objęła Pani Prezydentowa Karolina Kaczorowska. Będą to manekiny wielkości siedmiopiętrowych budynków, które ustawione w Warszawie nad brzegiem Wisły po praskiej stronie, odbijałyby się w rzece, łącząc oba brzegi.
 

Co Pani czuje, udostępniając swoje projekty publicznie?

Ogromną radość. Świat jest niezwykle smutny, szary, bezbarwny. A ja chciałabym mu dodać koloru, radości. Wiem, jak na moją twórczość reagują dzieci. Odwiedzają naszą galerię, podchodzą, dotykają, cieszą się. Reagują na kolor. Dziś kultura i sztuka są niedoceniane. Ludzie, w dobie pośpiechu, pędu za karierą i dobrami materialnymi, nie mają czasu zwracać uwagi na piękno. Są niezwykle samotni. Mają pięć tysięcy znajomych na Facebooku, a idą do kuchni zrobić zdjęcie kanapce, żeby wszyscy to widzieli. Domagają się uwagi. Miałam ostatnio pokazy uliczne w Warszawie. W lutym, podczas największych mrozów, była tam zaledwie garstka ludzi. Ale zdarzył mi się dziwny przypadek. W Walentynki pod Kolumną Zygmunta podeszła do mnie para. Dziewczyna wręczyła mi kwiaty, które przed chwilą dostała od swojego chłopaka. I dziękowała mi za to, co zrobiłam. Tak po prostu. Wiele osób jest już zmęczonych sztuką, która szokuje. Doceniają to, że powstaje coś ładnego i etycznego jednocześnie. Cieszę się reakcją ludzi, widzę łzy w ich oczach po przeczytaniu mojego przesłania. Akceptacja ludzka niezwykle cieszy.

Pytałam Panią, w co ubiera swoje manekiny, a Pani ubrała je po prostu w emocje.

Tak, to są ogromne emocje.




Autor: Aneta Gawędzka-Paniczko, fot. Michał Czajka