DESIGN

STRONA GŁÓWNA  /  DESIGN  /  NAZWISKO Z MARKĄ  /  Uwielbiam modernizm str. 1

Uwielbiam modernizm

Uwielbiam modernizm


Karol Starczewski

Wnuk i syn zapalonych oraz niespożytych w działaniu wynalazców. Mężczyzn, którym materia się w rękach „gotuje”, którzy nie usiedzą w miejscu. 

Jego najnowsze dziecko to fundacja Nowymodel.org.Studiował kulturoznawstwo na UAM w Poznaniu. Od 20 lat prowadzi studio fotograficzne DigiTouch i agencję reklamową Zoom. Jest twórcą pierwszego polskiego banku zdjęć stworzonego pod szyldem DigiTouch Collection. Zrealizował autorski program propagowania polskiej fotografii, otwierając w 2000 r. galerię DigiTouch w Berlinie.

Projektuje innowacyjne rozwiązania w zakresie informatyki, komunikacji, wystawiennictwa i wystroju wnętrz. Ma na swoim koncie szereg patentów, dotyczących systemowych rozwiązań konstrukcyjnych dla meblarstwa. Pasjonat i znawca dobrego wzornictwa, zajmuje się promocją polskiego dizajnu i oryginalnych rozwiązań technicznych. 


Można odnieść wrażenie, że jest Pan człowiekiem renesansu – historia sztuki, kulturoznawstwo, fotografia, projektowanie, psychologia komunikacji. Skąd u Pana to ciągłe poszukiwanie?

Niespokojną duszę odziedziczyłem zapewne po rodzicach. Jeżeli chodzi o interdyscyplinarność, to jest ona pochodną holistycznego patrzenia na rzeczywistość. Uważam, że zjawiska humanistyczne są ze sobą powiązane. Być może jest to efekt mojego kulturoznawczego wykształcenia, że patrzę na logikę, filozofię, antropologię i wszystkie inne dziedziny humanistyki jak na jeden wielki konglomerat. Nie da się na przykład stworzyć dzieła na temat historii kultury, nie dotykając teorii kultury czy socjologii. Za sprawą globalnej kultury masowej dehumanizacja stała się znakiem naszych czasów. Świat przeżywa obecnie głęboki kryzys wartości humanistycznych. 

Czy podobnie jest z projektowaniem? Patrzy Pan na projekt jak na element większej całości? 

Na pewno tak, choć w tym przypadku najważniejszy jest walor użytkowy. Większość moich projektów powstaje na potrzeby określonej sytuacji. Z reguły tworzę wnętrza lub meble dla konkretnych ludzi, znajdujących się w konkretnej sytuacji społecznej. Próbuję rozpoznać ich styl bycia, dowiedzieć się, co lubią oraz jakie mają potrzeby. Staram się projektować otoczenie, w którym będą się czuli dobrze. Zdecydowana większość moich projektów nie powstała na zasadzie: oto wymyślam sobie teraz krzesło, tylko jest efektem rozwiązania określonego problemu, z jakim przychodzi do mnie klient. 

Powołał Pan do działania fundację Nowymodel.org. 

Zaobserwowaliśmy z przyjaciółmi, że bardzo trudno jest młodym projektantom zaistnieć na rodzimym rynku. Inwestujemy w ich edukację, ale nie proponujemy możliwości realizacji zdobytych umiejętności. Mamy dobry produkt eksportowy – „zdolny i wykształcony człowiek”, zamiast mieć hit eksportowy – „wyprodukowane i zaprojektowane w Polsce”. Doszliśmy więc do wniosku, że warto założyć prototypownię, gdzie młodzi projektanci będą mogli skonsultować i wprowadzić w życie swój pomysł. Fundacja pomaga także w promocji wdrożonych projektów, organizując wystawy, promując je w internecie i mediach społecznościowych, ale przede wszystkim umożliwiając ich produkcję i sprzedaż. 

W ramach fundacji stworzyliście kilka mebli w oparciu o projekty z czasów PRL‑u. Dlaczego zainteresował się Pan meblami tego okresu? 

Zainteresowanie wynika poniekąd z pasji kolekcjonerskiej, a poza tym uwielbiam modernizm. Wyjeżdżając często za granicę, a bywałem w różnych krajach – Dania, Włochy, Grecja, Niemcy – spotykałem projekty z tamtego okresu: fantastyczne meble, stoły, krzesła, wyposażenie przestrzeni publicznych. Zawsze kiedy zasięgałem informacji o tych meblach, w odpowiedzi otrzymywałem historię i nazwisko projektanta, z reguły pochodzącego z danego kraju. Za każdym razem można było wyczuć u osoby, która mi o tym opowiadała, pewien szacunek do tradycji, w pewnym sensie narodowej. W tym samym czasie w Polsce sprzedajemy, promujemy i pokazujemy włoski, niemiecki czy szwedzki dizajn, jakby polski w ogóle nie istniał.

Okazja do zmiany tej sytuacji nadarzyła się niedawno, gdy nawiązałem kontakt z profesorami z ASP w Poznaniu. Okazało się, że zarówno oni sami, jak i ich wcześniejsi mentorzy, dysponują rysunkami, dokumentacją, starymi zdjęciami i szkicami wielu projektów z lat 50. i 60. XX wieku, które nigdy nie zostały wdrożone do produkcji, głównie z powodu braku odpowiedniej koniunktury. Dzięki czemu polskich mebli właściwie nie mieliśmy przez dobrych kilkanaście lat. Wspólnie z przyjaciółmi uznaliśmy, że jest to luka, którą należy wypełnić, chociażby z patriotycznego obowiązku. 

Odkryliście i na nowo zaprezentowaliście projekty Rajmunda Teofila Hałasa – Regał o zmiennych wysokościach oraz stolik Kawa i papierosy. 

W przypadku regału zdecydowanie zachwyciła nas jego uroda, poza tym trafiliśmy także na dokładną dokumentację. Każdą decyzję o wdrożeniu projektu poprzedzają wspólne dyskusje i analizy, ostatecznie podejmujemy ją zawsze zespołowo. W przypadku regału zarówno estetycznie, jak i funkcjonalnie ten mebel wydał nam się po prostu doskonały. Co do stolika Kawa i papierosy, był to bardziej przypadek. Znaleźliśmy prototyp tego stolika u pani Steni, wdowy po projektancie i wydał nam się, obok swojej niewątpliwej urody, stosunkowo łatwy do wdrożenia do produkcji. 

Przypomnieliście również szerszej publiczności legendarne krzesło Kowalskiego.

Krzesło Kowalskiego, choćby ze względu na swoją historię, powinno znaleźć się współcześnie na rynku. Był to bowiem mebel, który za czasów PRL‑u miał swoje stałe miejsce na wystawach, promujących projektowanie w Polsce. Można by powiedzieć, że jest to zapomniana ikona polskiego dizajnu. Istniało bowiem tylko kilka egzemplarzy tego krzesła, właściwie wyłącznie w wersji prototypowej. Nigdy nie zostało wdrożone do produkcji, natomiast projekt był naprawdę oryginalny i nietypowy, zupełnie nie szedł w kierunku dizajnu krajów zachodnich tego okresu. Związana jest z nim również historia nazwiska Kowalskich – marki, która stała się synonimem mebla dla każdego. Mało kto wiedział, że za projektem stoją konkretni autorzy – państwo Kowalscy. Syn projektantów, Jacek Kowalski, przygotował niedawno publikację na ich temat, opowiadającą także o historii całego środowiska. 

Jakie plany na najbliższą przyszłość ma fundacja?

Oczywiście marzy nam się jakieś szersze działanie wystawowe za granicą, ale do tego potrzeba konkretnych środków finansowych. Jako fundacja również współtworzymy wystawy na temat dizajnu lat 60., 70. i 80. XX wieku. Mamy nadzieję, że uda nam się przekonać Polaków, że warto wracać do tych czasów i promować dobre polskie wzory.




Autor: Maria Kubala