DESIGN

STRONA GŁÓWNA  /  DESIGN  /  NAZWISKO Z MARKĄ  /  Viola Śpiechowicz o modzie i wolności str. 1

Viola Śpiechowicz o modzie i wolności

Viola Śpiechowicz o modzie i wolności


"Dobrze dobrana kreacja podkreśla zewnętrzne i wewnętrzne piękno. Styl ubrania, jego wymowa, kolorystyka muszą być spójne z energią osoby, która je nosi, dopasowane do tego, jak się porusza. W przeciwnym razie powstanie dysonans."


Viola Śpiechowicz ukończyła studia malarskie na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Od 1992 r. tworzyła markę ODZIEŻOWE Pole. Od 2002 r. pracuje pod własnym nazwiskiem, kreując wizerunek kobiet ze świata filmu, sztuki, teatru, telewizji i estrady. Laureatka licznych nagród, zaliczana do grona najbardziej stylowych ludzi biznesu przez „Businessman Magazine”.

Redakcja: Zawsze chciała Pani zostać projektantką?

Viola Śpiechowicz: Od dziecka interesowałam się modą, ubraniami, ale prawdziwa fascynacja pojawiła się w momencie, kiedy sama byłam w stanie trzymać igłę. Moim pierwszym nauczycielem był mój wujek, projektant mody i konstruktor. Chętnie obserwowałam jego pracę i asystowałam mu. Później szył dla mnie ubrania, które zaprojektowałam.

Wykreowała Pani niezwykle indywidualny styl. Jakie słowa najtrafniej go opisują?

Szukanie kategorii dla własnej pracy jest trudne. W projektowaniu istotne jest przede wszystkim poczucie wolności. Kiedy nie ma się ograniczeń, sięga się w różne, czasem zaskakujące rejony. Staram się wymyślać rzeczy, których wcześniej nie widziałam. I nawet jeśli nawiązuję do klasyki, poszukuję nowych połączeń tkaninowych, oryginalnych zestawień kolorystycznych, czy nieoczywistych cięć konstrukcyjnych. Jest mi miło, kiedy moje projekty są określane jako nowatorskie.

Co chciałaby Pani zaoferować klientkom poprzez swoje realizacje?

Ostatnio przygotowałam kolekcję strojów domowych z dzianiny bambusowej. Położyłam nacisk na ten często zaniedbany rejon garderoby. Zaproponowałam kobietom ubrania, w których poczują się komfortowo i atrakcyjnie. Miękkie szlafrokowe formy, swobodne, nieco za duże, ale i seksowne. Dzianina bambusowa cudownie integruje się z ciałem, stając się drugą skórą. Poleciłabym ją nawet osobom, które nie przepadają za ubraniami (śmiech).

W jednym z wywiadów przeczytałam, że bliska jest Pani filozofia buddyzmu. Na świecie powstają wnętrza i ogrody w stylu zen, czy i w Pani projektach można odnaleźć takie wątki?

Jeśli się pozostaje pod wpływem pewnej filozofii, to musi się ona uzewnętrznić w tym, co robimy. Nieważne, czy będzie to ugotowana zupa czy dzieło malarskie. W ten niedosłowny sposób dochodzi do głosu również moja filozofia życiowa. Stan ducha, który staram się osiągnąć, otwiera umysł i wyzwala pomysły. Azja jest mi bliska, czasem tam jeżdżę, odwiedzam przyjaciół. I choć staram się nie stosować bezpośrednich przeniesień stylistycznych, np. z szat bhutańskich, to pewne nawiązania pojawiają się samoistnie.

 

Czym, według Pani, jest dobrze dopasowana kreacja?

Podkreśla zewnętrzne i wewnętrzne piękno, pozostając w harmonii z człowiekiem. Styl ubrania, jego wymowa, kolorystyka muszą być spójne z energią osoby, która je nosi, dopasowane do tego, jak się porusza. W przeciwnym razie powstanie dysonans.

Projektant musi zatem znać się również na psychologii?

Powinien lubić ludzi, mieć wyczucie i intuicję. Rozmowa jest istotna i czasem wiele zmienia, ale z każdego człowieka można czytać, nawet jeśli nic nie mówi.

Współpracuje Pani z firmą AlmiDécor, zajmującą się wyposażeniem wnętrz. Czy jako projektantka mody podjęłaby się Pani projektu wnętrza?

Oczywiście, nie ma problemu! Lubię rzeczy, które wchodzą w przestrzeń, staram się widzieć obiekty w określonej sytuacji. I na tym opiera się nasza współpraca. Doszliśmy do wniosku, że człowiek jest najważniejszym elementem wnętrza. Dobierając kanapy, dzieła sztuki czy lampy, zapominamy o tym. Staramy się więc pomóc ludziom w tworzeniu relacji ubiór-wnętrze.

Jakie byłoby zaprojektowane przez Panią wnętrze?

Zdecydowałabym się na nowoczesne formy, ale też przemieszanie stylów i motywy etniczne. Nie lubię laboratoryjnych przestrzeni. Musi pojawić się w nich ciepły element ludzki, np. tkaniny, bo one mogą wiele powiedzieć we wnętrzu.

A jakie relacje zachodzą pomiędzy osobą, jej ubiorem, a otoczeniem, w którym przebywa?

Jeśli skupimy się na wartościach plastycznych, to powstaną niuanse kolorystyczne i stylistyczne, które nadają całości ogólny wyraz. Albo wszystko do siebie pasuje albo pojawia się poczucie dyskomfortu. Niektórzy lubią być oderwani od kontekstu. Nie zawsze też okoliczności każą nam pasować do otoczenia. Ale pewne zasady odnośnie ubioru stworzono po to, by zachować harmonię.

Jest Pani skłonna wpisać się w tę harmonię, czy raczej się wyróżniać?

Można harmonizować, a jednocześnie się wyróżniać. Nie zawsze potrafię wyczuć tę granicę (śmiech). Czasem chcę wyglądać neutralnie, a potem okazuje się, że ubrałam się dosyć wyraziście. Ubranie powinno zapewniać poczucie swobody, dlatego nie lubię kreacji wieczorowych, zachowujących sztywną konwencję. Z drugiej strony, „na luzie” nie oznacza „mało interesująco”.

 

Lubi Pani ubierać się w swoje kreacje?

Nic innego zazwyczaj nie spełnia moich oczekiwań. W takich okolicznościach najłatwiej jest projektować i szyć dla siebie.

Mówi się, że „szewc bez butów chodzi”...

Do niedawna tak właśnie było, że swoje potrzeby realizowałam na końcu. Teraz postanowiłam częściej sprawiać sobie przyjemność. Staram się, niezależnie od tego, czy jest to specjalna okazja, czy nie, zaprojektować coś, co pasuje do mnie. Zdarza się, że przedłużam serię, bo projekt spodobał się moim koleżankom.

Czego nie mogłoby zabraknąć w Pani szafie?

Najlepiej, gdy wszystkiego jest strasznie dużo (śmiech).

Co chciałaby Pani jeszcze zaprojektować?

Tworzyłam już meble i torebki. Dla żartu podjęłam się nawet wymyślenia samochodu. Teraz będę projektować tkaniny do wnętrz, coraz częściej myślę też o sztuce nieużytkowej. Nie mam żadnych oporów jeśli chodzi o projektowanie. To jest jak tworzenie świata według własnych upodobań i wizji. Chce się go ciągle rozbudowywać, dopasowując kolejne elementy.

Dziękuję za rozmowę.




Autor: Anna Lewczuk, fot. Archiwum Violi Śpiechowicz