DESIGN

STRONA GŁÓWNA  /  DESIGN  /  NAZWISKO Z MARKĄ  /  Wywiad z Katarzyną Herman-Janiec str. 1

Wywiad z Katarzyną Herman-Janiec

Wywiad z Katarzyną Herman-Janiec

Fot. arch. Katarzyny Herman-Janiec


Przedmiot, który spełnia moje oczekiwania, jest ergonomiczny i praktyczny... Na koniec dodaję szczyptę kolorów, czasem więcej niż szczyptę i produkt gotowy!


Redakcja: Z wykształcenia jest Pani projektantką wnętrz, jednak założyła Pani Protein Design i zajmuje się tworzeniem mebli. Czy projektuje Pani również wnętrza z wykorzystaniem własnych przedmiotów?

Katarzyna Herman-Janiec: Choć skończyłam architekturę wnętrz, zajmuję się obecnie projektowaniem mebli i małych form. Wycofałam się z aranżacji przestrzeni, ponieważ aktywność ta nie dawała mi tyle satysfakcji, co design. Wynika to również z mojego charakteru. Lubię widzieć efekty pracy w miarę szybko. Cenię też sobie poczucie, że mam duży wpływ na efekt końcowy.

Motywy łowickie, styl zakopiański, sztuka ludowa i wątki wiejskiej kultury. Skąd pomysł na czerpanie z tych źródeł?

To kwestia sentymentów. W każdej wolnej chwili jeździłam w rodzinne strony mojej mamy, w Góry Świętokrzyskie, gdzie folklor był zawsze obecny. Podziwiałam twórczość ludową, odwiedzałam skanseny. Pierwszym meblem nawiązującym do ludowości było krzesło Zako, które powstało pod wpływem impulsu. Potem pojawiła się Baba. To właśnie dzięki tym projektom zostałam zaproszona na Etnodizajn Festiwal w Krakowie, na potrzeby którego stworzyłam przedmioty o tematyce ściśle związanej z folklorem. W taki sposób narodziły się Pleciaki oraz Pleciuga.

Za pomocą jakich środków wyrazu próbuje Pani wprowadzić do świadomości odbiorcy elementy ludowe?

Staram się nie przekazywać ich w sposób nachalny i oczywisty. Próbuję podchodzić do tematu przewrotnie, z pewną dozą humoru. Nawiązaniom do form ludowych towarzyszą nowe techniki i materiały. Jednocześnie w nowatorski sposób staram się używać starych metod rękodzielniczych. Przykładem takich rozwiązań są Pleciaki oraz Pleciuga, przedmioty wyplatane zgodnie z tradycją. Wiklinę zastąpiłam jednak stertą starych gazet (śmiech).

Podobno zamierza Pani podbić nie tylko rynek polski, ale też europejski. Jak chce Pani przekonać zachodniego klienta do wzornictwa inspirowanego polskim dziedzictwem kulturowym?

Myślę, że moje projekty bronią się same. Są inne, nowe, ciekawe... Produkujemy je w krótkich seriach, a to jest doceniane w Europie. Świadczy o tym stale powiększająca się grupa odbiorców, choćby z Niemiec, Szwecji czy Francji.

 

Jaki odbiorca jest w stanie docenić ten rodzaj sztuki?

Na pewno o wyrobionym guście oraz wysokiej świadomości projektowej. Dostrzegający różnicę między produktem masowym, a tym z krótkich serii, wyrabianym często zapomnianymi metodami rękodzielniczymi.

Jak w dobie masowej produkcji przekonać klienta do indywidualnych projektów, opartych na tradycyjnych technikach i pracy ręcznej? Za taki sposób wykonania trzeba przecież więcej zapłacić...

To jest kwestia czasu oraz świadomości klienta. Przy obecnym zalewie masowo produkowanych rzeczy, często prezentujących wątpliwą jakość, zasada, której przestrzegam, to świadome projektowanie. Staram się używać materiałów przyjaznych środowisku, zatrudniać miejscowych wykonawców i rzemieślników, zachować cząstkę naszej tradycji w sensie wzorniczym oraz rękodzielniczym. Rzeczy wykonywane takimi technikami mają jedną główną przewagę. Jest nią jakość, czyli cecha, na której zależy świadomemu klientowi. Można dodatkowo powiedzieć, że „w pakiecie” dostaje on również ekologiczne podejście do projektowania, nieprzypadkowość użytych materiałów oraz dużą dawkę tradycji.

Czy jest to też próba przypomnienia ludziom o ich tożsamości?

Tak, choć dziś jest to wyjątkowo trudne. Folkowe klimaty, kojarzone z dawną cepelią, w pewnym sensie zostały zepchnięte na margines. Były przecież propagowane jako typowo polskie w czasach PRL-u. Młodzi projektanci starają się jednak w nowoczesny sposób czerpać z twórczości ludowej.

Czuje się Pani zatem propagatorką polskiej kultury?

Cieszę się, że lampka SHE! bardzo podobała się w Seulu czy Izraelu, o czym świadczy między innymi prezentacja w znanym magazynie designerskim Nisha. Doczekaliśmy się również wielu publikacji o Protein Design na portalach i blogach w Wielkiej Brytanii. Dzięki swojej pracy mogę przybliżać odbiorcom różnorodność i bogactwo naszej kultury.

Mimo to nie chciałaby Pani być postrzegana jako projektantka zafascynowana wyłącznie folkową estetyką...

Tak, ponieważ nie projektuję wyłącznie rzeczy związanych z folkiem. Przykładem może być seria mebli z plexi New Generation, zaprojektowanych dla polskiej firmy Uccoi. Założeniem było zrobienie czegoś prostego, minimalistycznego, przeznaczonego dla szerszego kręgu odbiorców. Jest to bogata i elastyczna kolekcja, którą można nawet personalizować. Przyznaję jednak, że przedmioty inspirowane folkiem robią wyjątkową karierę (śmiech).

 

W swoich projektach kładzie Pani nacisk nie tylko na wzornictwo, ale i funkcjonalność. Można w nich znaleźć również sporą dawkę poczucia humoru.

Na pewno numerem jeden jest funkcjonalność. Uwielbiam, gdy jeden przedmiot łączy w sobie kilka zadań. Może być jednocześnie schowkiem, siedziskiem, stolikiem, zabawką... Przedmiot, który spełnia moje oczekiwania, jest ergonomiczny i praktyczny. Im prostsza jest to forma, tym lepiej. Na koniec dodaję szczyptę kolorów, czasem więcej niż szczyptę i produkt gotowy! (śmiech).

Co jest według Pani miarą sukcesu?

Bycie wiernym sobie i swoim przekonaniom. Umiejętność sprawnego łączenia życia zawodowego z prywatnym oraz jednoczesne czerpanie niezbędnych korzyści finansowych.

***

Katarzyna Herman-Janiec

Absolwentka ASP w Krakowie. Laureatka konkursu Hettich International Design Award („Furniture storage”) oraz konkursu organizowanego przez Nowy Styl („Krzesło i stół do polskiej kuchni”). Założycielka Protein Design – firmy, która zajmuje się projektowaniem mebli oraz form przemysłowych. Projektantka uczestniczy w całym procesie powstawania projektu – od początkowych szkiców, aż po kompletny nadzór autorski. Jej prace były pokazywane na wielu polskich i międzynarodowych wystawach, gdzie zyskały uznanie szerokiego grona odbiorców.




Autor: Rozmawiała Anna Lewczuk, fot. archiwum Katarzyny Herman-Janiec



Dodaj komentarz