DESIGN

STRONA GŁÓWNA  /  DESIGN  /  WZORNICTWO  /  Witraże zdarzeń str. 1

Witraże zdarzeń

Witraże zdarzeń

Fot. Pracownia Witraży Hadaś


Wspomina, że jako jedyna dziewczyna w grupie wydziału technologii metalu, pracowała przy obróbce. Było ciężko. Szybko stwierdziła jednak, że to szkło uczyni swoim twórczym wyzwaniem. Parę lat później spotkała Krzysztofa i wówczas odkryli wspólną pasję.


Szkło jest strukturą żywą. Topi się w bardzo wysokiej temperaturze, a jednocześnie szybko stygnie. Technologia i proces jego obróbki są niezwykle trudne. Zapanowanie nad nim nie jest do końca możliwe. Mimo to wywołuje w człowieku wewnętrzny upór, a coś w środku krzyczy: Uda mi się! Uformuję je, obrobię! – opowiada pani Helena Hadaś, współwłaścicielka Pracowni Witraży, którą prowadzi razem z mężem Krzysztofem i synem Piotrem, od niedawna wdrażającym nowe koncepcje.

Co za spotkanie!

– Zanim skończyłam Akademię Sztuk Pięknych, odbywałam staż w wielu hutach szkła jako technolog. Byłam odpowiedzialna za organizację linii produkcyjnej. Pomagałam przy malowaniu witraży, pracowałam też jako rytownik i grawer. Tam poznałam Krzysztofa. Jest historykiem sztuki i jej pasjonatem. Zatajając dokument o ukończeniu studiów, zatrudnił się w dziale witrażownictwa, aby móc składać witraże – wspomina Pani Helena.

Pracownia zrodzona z marzeń

Po zmianie układu politycznego i reorganizacji zakładów, Państwo Helena i Krzysztof zapragnęli stworzyć własną pracownię. Wynajęli zatem starą piwnicę w zabytkowej kamienicy przy ul. Warzywniaka 22 we Wrocławiu. Wszystkie narzędzia konstruowali sami. Zaczynali od witraży malowanych, najczęściej figuratywnych o tematyce sakralnej lub inspirowanych alegoriami Alfonsa Muchy, które barwili tlenkami metalu, pozwalającymi na uzyskanie potrzebnej barwy.
– Byliśmy młodzi, pełni pasji i marzeń. Pierwsze witraże wykonywaliśmy za pomocą starych przepisów, które dzięki uprzejmości kolegów męża ze studiów odszukiwaliśmy w czeluściach archiwów. Nieraz całą noc spędzaliśmy na tłumaczeniu gotyckich zdań z recepturami. Były one skonstruowane podobnie jak stara polska mowa, a ich odszyfrowanie wymagało zaangażowania i czasu.

Śladami dawnych mistrzów

Państwo Helena i Krzysztof przystąpili w międzyczasie do powołanego we Wrocławiu Cechu Rzemiosł Artystycznych, który skupiał ludzi uczących się zapomnianych kunsztów. Dzięki grupie rzemieślników Bractwa, która stanowiła niezwykle barwny element na kulturalnej mapie miasta, tradycje te znów nabrały rumieńców i zatętniły życiem.
– Organizowaliśmy wystawy swoich prac, pokazywaliśmy się na targach sztuki w Monachium, Essen, Kolonii. Nasze witraże obejrzało mnóstwo ludzi. Byli zdumieni! Polska była krajem hermetycznym, postrzeganym jako nieciekawy, szary... Niestety ciągle nie mogliśmy rozwinąć skrzydeł, aby zainwestować w nową, własną siedzibę. Kiedyś idąc do pracy, zauważyłam na śmietniku starą, secesyjną szafę z przeszkleniami. Przeszłam obok, ale myśl o niej nie dawała mi spokoju.

Szczęście przypadkowo znalezione

– Wróciłam, żeby obejrzeć szkło. Zniszczeń i głębokich rys, niestety, nie można było już wygładzić. Odzyskałam kilka szkiełek. Postanowiłam wyrzeźbić na nich scenki rodzajowe, które potem złożyłam w mały obrazek. Witrażyk, choć nie był przeznaczony na sprzedaż, na jednej z wystaw zrobił prawdziwą furorę. Podeszła do nas 90-letnia staruszka, wyraziła swoje zdumienie i zachwyt, po czym zapragnęła go mieć, bez względu na cenę. Zapłaciła 2000 marek. Byliśmy zszokowani.
Szczęśliwy witrażyk artyści nazwali swoim „grosikiem”. Za pieniądze z jego sprzedaży udało się kupić cztery nowe warsztaty szlifierskie. Wcześniej pracowali na starych, odkupionych z zamkniętej już huty. Mając narzędzia, małymi krokami dalej inwestowali siły w ciężką pracę.
– Rzetelność i dopracowany do perfekcji warsztat przemawiają do ludzi, budzą w nich emocje i podziw. Sztuka jest bardzo ofiarna, jeśli chodzi o przekaz duchowy, dlatego zawsze chciałam natchnąć nasze prace czymś niematerialnym. Za pomocą witraży otwieramy przed klientami duszę i nawiązujemy z nimi anonimowe przyjaźnie.




Autor: Anna Lewczuk