DESIGN

STRONA GŁÓWNA  /  DESIGN  /  ZE ŚWIATA DESIGNU  /  Wśród wykwintnych bibelotów str. 1

Wśród wykwintnych bibelotów

Wśród wykwintnych bibelotów

Fot. Frasco


Chęć otaczania się pięknymi przedmiotami towarzyszyła człowiekowi od zawsze. W dekorowaniu wnętrz bibelotami wciąż jest coś magicznego, nawet jeśli pełnią funkcję czysto użytkową.


Już w czasach paleolitu ludzie tworzyli rzeźby. Pełniły one głównie funkcje amuletów – przedmiotów o cudownych właściwościach, które miały chronić członków społeczności przed złymi mocami. Do dzisiaj zachwyca, nie tylko naukowców, najsłynniejsza rzeźba z tej epoki – mała figurka kobiety zwana Wenus z Willendorfu. We współczesnym świecie „cudowna” funkcja przedmiotów nabrała drugorzędnego znaczenia, na pierwszy plan bowiem wysunęła się ich strona estetyczna.

Od Wenus do maskotki

Mimo że od powstania Wenus z Willendorfu minęły dziesiątki tysięcy lat, skłonność do magicznego pojmowania roli bibelotów wciąż istnieje. Oczywiście, współcześnie nikt już nie wierzy, a przynajmniej się do tego nie przyzna, w korelację między posiadaniem figurki małpy – symbolu inteligencji, a wysokim poziomem IQ. Ale czy w dekorowaniu domu bibelotami naprawdę nie ma niczego magicznego? Czyż nie jest czymś wyjątkowym to, że wciąż – choć otacza nas rój iPhonów i iPadów – marzymy o posiadaniu, stworzonej sto lat temu, przez René Lalique’a dla Citroëna, pierwszej kryształowej „maskotki”. Po niej nastąpiły kolejne dzieła francuskiego jubilera – ręcznie polerowane, rzeźbione cudeńka ze szkła. Niektóre z nich, pełniąc funkcję czysto użytkową, np. buteleczki na perfumy, ze względu na swą oryginalną formę, np. kobiety-ważki, zyskiwały na znaczeniu jako przedmioty dekoracyjne.

Kreacja doskonała

Christian Lacroix to jeden z najbardziej wpływowych projektantów mody na świecie, który w swoich „dużych” modowych projektach zdradza zamiłowanie do kwiatowych wzorów, świata teatru i odważnej gry kolorami. Wśród wielu przydomków, jakimi go określano, znalazł się i ten – „książę porcelany”. Pewnie dlatego, że specjalnie dla manufaktury Nymphenburg „ubrał” figurkę Julii, którą zaprojektował Franz Anton Bustelli. Zresztą, nie tylko jemu przyszło dekorować postaci ludzkie w skali mikro.

Niemiecka manufaktura porcelany, udanie łącząc tradycję z niebanalnymi pomysłami, aby uczcić 260 rocznicę swego powstania, zaprosiła do współpracy takie gwiazdy modowej sceny, jak Adeline André, Damiano Biella, Dominique Sirop, Franck Sorbier, Viktor & Rolf czy Vivienne Westwood. Jubileuszowa seria, wystrojonych przez kreatorów mody figurek, ograniczona została do 25 egzemplarzy.

Nymphenburg słynie też ze swych kolekcji „zwierzęcych”. Na kolekcjonerskim rynku szczególnie poszukiwane są ręcznie malowane figurki małpek oraz czarne, biskwitowe słonie.

 

Smutny arlekin

Wśród wielbicieli ozdobnej porcelany dużo się mówi o marce Lladró. Ta hiszpańska manufaktura nieustannie zaskakuje oryginalnymi kolekcjami. Jedną z nich jest Kolekcja Fantastyczna autorstwa Jaime Hayona, który stworzył pełen czarów świat, inspirowany kartami tarota, atmosferą przedstawień cyrkowych oraz surrealistycznymi wizjami. Trudno dziś uwierzyć, że założona w 1953 r. przez trzech braci – Juana, José i Vicente Lladró – marka z Walencji wytwarzała początkowo flakony. Mijały lata, a Lladró zdobyło popularność za sprawą klasycznych figurek tancerek i pasterek. Jednym z jego produktów flagowych stał się zaś smutny arlekin.

Męskie oblicza

Biskwitowe posążki z kolekcji Znaki Zodiaku, duńskiej firmy Royal Copenhagen, zachwycają mocnymi, dynamicznymi liniami. Ich twórczyni Pii Langelund idealnie udało się uchwycić męski pierwiastek. Energię i charyzmę mężczyzny spod znaku Barana, pełnego temperamentu Lwa czy emanującego magnetycznym urokiem Skorpiona. Figurki zostały stworzone tradycyjnymi, ręcznymi metodami. Z kolei Monica Ritterband, zainspirowana zapisem nutowym, stworzyła dla duńskiej marki serię postaci o cechach ludzkich, których forma nawiązuje do klucza wiolinowego.

W porcelanowej rodzinie nie mogło zabraknąć jeszcze jednego nazwiska – Swarovski. Zaprojektowana przez Maxa Schrecka, wykonana z jasnego kryształu, myszka stała się w 1976 r. bestsellerem. Na uwagę zasługują też dzieła amerykańskiej firmy L’objet. Obok szerokiej gamy wysmakowanych akcesoriów do dekorowania stołu, takich jak porcelanowy czarny łabędź, w ofercie firmy z Beverly Hills znajdziemy też pokryte 14-karatowym złotem „szyszki”.

Wazon z nazwiskiem

Ze względu na indywidualnie ukształtowaną formę, na miano rzeźb zasługują też wazony z kolekcji Rosenthal StudioLine, stworzone przez czołówkę światowych projektantów. Wazony Fast, zaprojektowane przez Cedrica Ragota, łącząc w sobie inspiracje dynastią Ming z futurystyczną abstrakcją, pozwoliły zdekonstruować klasyczną formę w dynamiczne, zaplanowane w iście wirtuozowskim stylu, nowoczesne kształty. Zamiłowanie do dekonstrukcji zdradza też amerykański projektant Dror Benshetrit, twórca kolekcji Vase of Phases. Rozbijając „na drobne” szlachetną, białą lub szkliwioną porcelanę, lepi z niej na nowo niekonwencjonalny, pełen pęknięć kształt. Daleko od klasyki można też umiejscowić kolekcję autorstwa Rona Arada. Spiralna forma Ringoletto wyglądem nawiązuje do wypolerowanej sprężyny. Z kolei wazony Tutenvase fińskiego projektanta i rzeźbiarza Tapio Wirkkala bardziej przypominają pognieciony arkusz papieru niż porcelanę.




Autor: Wojciech Buszko