INWESTYCJE

STRONA GŁÓWNA  /  INWESTYCJE  /  AUTA Z KLASĄ  /  Luksusowe auta do składania str. 1

Luksusowe auta do składania

Luksusowe auta do składania

Fot. Mitsuoka Motor


Kit cary i hot rody to luksusowe samochody dla prawdziwych koneserów w wersji "zrób to sam". Można je samodzielnie składać lub zamówić gotowe z indywidualnym wyposażeniem.


Są samochody, które można sobie złożyć jak mebelki znanej szwedzkiej firmy. Zamawiasz i... auto przyjeżdża w pudełkach. Natychmiast wysyłasz rodzinę na luksusową wycieczkę, a sam zamykasz się w garażu. Po kilku dniach pracy czujesz się jak prawdziwy facet. Tankujesz własnoręcznie złożone auto, wsiadasz i jedziesz. Kiedy żona patrzy na ciebie podejrzliwie i upiera się, że na żadną wycieczkę nie pojedzie, możesz zamówić gotowy już samochód. Kit cary, bo o nich mowa, są niekiedy replikami kultowych marek, takich jak Cobra, albo autorskimi konstrukcjami, w których wykorzystywane są podzespoły produkowanych seryjnie aut.

Małe jest piękne

W Polsce kit cary znajdują się dopiero w fazie niemowlęcej. Na światowych drogach błyszczą już od dawna, szczególnie modne jest ich stylizowanie na retro. Taki zestaw można na przykład zamówić w japońskiej manufakturze Mitsuoka Motor, firmie znanej z „odjechanych” limuzyn i miniaturowego samochodziku do składania. Bo Mitsuoka K-4 prezentuje się imponująco, ale tylko na zdjęciach. Na żywo ma zaledwie 2,4 metra długości i wysokość 86 centymetrów. Do tego wszystkiego – fani szybkości pewnie popłaczą się z bezsilności – wyposażono go w silnik o pojemności 50 cm³, produkujący 6,1 KM, który za nic w świecie nie przekroczy bariery 50 km/h. Ale jak mówi znane przysłowie – nie wielkość i siła się liczy, lecz charakter. Design, tutaj nie można japońskim konstruktorom odmówić talentu, bezbłędnie wywołuje w nas tęsknotę za konstrukcjami z lat 30. ubiegłego wieku. Auto jest dostarczane do klienta w postaci 500 elementów do samodzielnego złożenia.

Wściekle szybkie

Do jednych z największych producentów kit carów zaliczane są brytyjskie firmy: Caterham i Pilgrim. Ten pierwszy wjechał niedawno na polski rynek z brytyjską powściągliwością i zaoferował sportowego roadstera, który bazuje na Lotusie 7. Wszystkie modele tego roadstera wyposażone są tylko w silnik o ogromnej mocy, fotele i kierownicę. Reszta, według producenta, „przeszkadza” w jeździe. Nie jest to więc samochód dla kogoś, kto szuka poduszeczek i „abeesów”. Jeden z modeli Superlight R500 jest prawdziwym demonem szybkości. Do setki rozpędza się w niecałe 3 sekundy, osiągając prędkość maksymalną 241 km/h.

 

Im mniej, tym lepiej

O ile składanie kit carów można potraktować jak zabawę, to auta typu hot rod to już wyższa szkoła jazdy. Idea „gorących” koni mechanicznych wykluła się, oczywiście, w Stanach Zjednoczonych. Farmerzy o silnych, spracowanych dłoniach nie potrzebowali do objeżdżania pól wymuskanych, lśniących lakierem ciężarówek. Intuicyjnie pojmując minimalistyczną zasadę „im mniej, tym lepiej”, bezwzględnie redukowali poszczególne elementy karoserii, takie jak dach, zderzaki czy pokrywy od silników. To jedna z legend o powstaniu hot rodów. Faktem jest, że pierwsze hot rody w połowie lat 40. XX w. były dość luźną wariacją wyobrażeń amerykańskiej młodzieży na temat tego, jak powinien wyglądać samochód sportowy.

Słodkie cacka

Obecnie hot rody – wykonywane na indywidualne zamówienie bądź budowane ręcznie przez swoich wielbicieli – zaliczane są do aut, które zwracają uwagę oryginalną stylistyką, nawiązującą wyglądem do samochodów znanych z komiksów o Ameryce w czasach prohibicji. Pod ich maską drzemią zazwyczaj silniki o zwiększonej mocy, a do tego szerokie opony z błyszczącymi felgami, czasami jaskrawe kolory, mocno obniżone zawieszenie, a z przodu charakterystyczna paszcza, trójkątnego lub prostokątnego „grilla”. Wersję masową, mieszczańską stworzył kilka lat temu Chrysler – PT Cruiser, zaprojektowany przez Bryana Nesbitta, lekko nawiązywał do aut z lat 30. ubiegłego wieku, a szczególnie do słynnego modelu Airflow. Bez wątpienia bardziej udanym modelem tego amerykańskiego koncernu, który wprost odwołuje się do stylu retro i idei hot rodów, jest kultowy dzisiaj Plymouth Prowler.

Moto-potop

Ciekawe rzeczy dzieją się również po drugiej stronie Morza Bałtyckiego. Bo Zolland ze szwedzkiego Viztecha zaprojektował designerskiego hot roda 33–34. Z kolei, z okazji swoich 80 urodzin, żwawy staruszek Volvo, chcąc powspominać stare dobre czasy, sprezentował sobie retro model zwany Hot Rod Jokob. Auto zostało zaprojektowane przez Leifa Tufvessona, na wzór pierwszych samochodów szwedzkiej marki ÖV4. „Trzon” z aluminium i karbonu napędzany jest pięciocylindrowym silnikiem z turbodoładowaniem o mocy 265 KM. Wcześniej Tufvesson przez kilka lat pracował w Koenigsegg, później założył własną firmę Caresto, specjalizującą się w budowie samochodów sportowych. Teraz szaleje, tworząc wypasione hot rody, takie jak Caresto V8 Speedster, którego stylistyka nawiązuje do retro designu amerykańskich „smoków”. Nadwozie z włókna węglowego i aluminium napędzane jest umieszczonym centralnie, przed tylną osią, silnikiem V8 od Volvo o pojemności 4.4 litra i mocy 315 KM. Jeśli silnik zostanie przystosowany do jazdy na etanolu, jego moc może osiągnąć nawet 340 KM. Innym cackiem ze stajni Tufvessona jest również produkowany ręcznie Caresto T6 Roadster, napędzany 6-cylindrowym silnikiem z podwójnym turbodoładowaniem.

 

Rosjanie również mają swojego hot roda. Auto powstało na bazie modelu GAZ-51, czyli popularnego niegdyś w kraju nad Wisłą „gazika”. Był on wtedy synonimem specyficznie pojętego minimalizmu, a przede wszystkim potęgi myśli radzieckiej. Wracając do współczesności – zmodernizowana nieco kabina gazika została zamontowana na podwoziu Cadillaca Escalade EXT, do tego dodano sześciolitrowy silnik V8 i automatyczną skrzynię biegów.

Dziki kociak

Mimo że odgłos polskiej motoryzacji przypomina obecnie popiskiwanie szarego, malutkiego kociaka, tym bardziej cieszy fakt, że wśród tych bezradnych odgłosów słychać też zmysłowe mruczenie. Kto tak mruczy? To Leopard – jedyny polski samochód – roadster, zaprojektowany od A do Z, a raczej do L, przez Zbysława i Maksymiliana Szwaj. Jego zmysłowe kształty rozpalają wyobraźnię. Aluminiowa, wykonywana ręcznie karoseria kryje silnik o pojemności 6 litrów i mocy 405 KM. A do tego sześciostopniowa skrzynia biegów, pozwalająca rozpędzić „kociaka” do ponad 200 km/h. Auta produkowane w Mielcu trafiają głównie na światowe rynki. W przyszłości planowana jest również jego wersja coupé. A może też sprzedaż na polskim rynku?




Autor: Wojciech Buszko