INWESTYCJE

STRONA GŁÓWNA  /  INWESTYCJE  /  NIERUCHOMOŚCI  /  Pałac w Chrcynnie malowany marzeniami str. 1

Pałac w Chrcynnie malowany marzeniami

Pałac w Hrcynnie malowany marzeniami

fot. Tomasz Markowski


Jego ruiny miały być jedynie malowniczym tłem dla stadniny koni. Jednak z czasem neogotycki pałac odżył i stał się wygodną rezydencją.


Niespełna 50 km na północ od Warszawy, w otoczeniu romantycznego parku krajobrazowego, znajduje się perła neogotyckiej architektury – pałac z wieżą widokową i ruinami bocznego skrzydła z ogrodem różanym. Zapewne niewielu turystów wie, że powstał on z kompletnej ruiny, a od pięciu lat jest domem dla właścicieli, którzy w jego odbudowę włożyli ogromne pokłady swych najskrytszych marzeń.

Powiew neogotyku

Historia pałacu jest równie frapująca, co malowniczy krajobraz podwarszawskiej wsi. W 1845 r. powstała tu wiejska rezydencja Jana Koźmińskiego, właściciela dóbr nasielskich. Jej projekt i budowę powierzono Henrykowi Marconiemu, legendarnemu miłośnikowi stylu neogotyckiego. Z zachowanego opracowania architekta czytamy: „Obszerny tego domu rozkład, zastosowano do potrzeb właściciela, a styl gotycko-angielski do położenia tego miejsca”. W 1846 r. pałac nabył działacz gospodarczy i polityczny Aleksander Kurtz, gorliwy patriota, który na skutek udziału w Powstaniu Styczniowym musiał wyemigrować z Królestwa Polskiego do Krakowa. Przed wyjazdem majątek przekazał żonie i synowi.

Pamiątkowy klucz

W 1910 r. obiekt przejęła rodzina Rościszewskich, w której posiadaniu pozostał do II wojny światowej. W listopadzie 1939 r. do pałacu wprowadzili się niemieccy żołnierze i zamienili jego wnętrze na biura, przyległe tereny na lotnisko, a w krajobrazowym parku wybudowali baraki. Przedwojennym właścicielom, opuszczającym majątek, pozwolono zabrać klucz do drzwi wejściowych, który jako pamiątka przetrwał do dziś. Z okresu niemieckiej okupacji zachowały się również zdjęcia obiektu. Na prośbę właścicielki wykonał je niemiecki oficer. Po wyzwoleniu majątek przejęli Sowieci i zorganizowali w nim szpital wojskowy. W grudniu 1945 r. opuszczając pałac, symbol przedwojennej Polski, wysadzili go z premedytacją w powietrze. W 1975 r. fragmenty obiektu zostały uwiecznione w filmie „Beniamiszek” w reżyserii Włodzimierza Olszewskiego, z Bogusławem Bilewskim, Januszem Gajosem i Maciejem Damięckim w rolach głównych. Niszczejące ruiny, które okoliczni mieszkańcy zamienili w gminne śmietnisko, w 1993 r. zakupił prywatny inwestor.

 

Pokonać ruiny

Smutny los byłego pałacu z II połowy XIX w. odmienił się dopiero po 55 latach. Latem 1999 r. jego ruiny z działką, parkiem krajobrazowym i stawami nabyli państwo Ewa i Krzysztof. Zanim trafili na Mazowsze, długo poszukiwali terenu, który mogliby przeznaczyć pod stworzenie stadniny koni. Stale brakowało im szczęścia, a do nabycia były obiekty z fatalną lokalizacją, brakiem działki lub jej uzbrojenia.

— Ponad pięć lat szukaliśmy gospodarstwa z potencjałem rozwojowym, położonego w okolicach Warszawy. Paradoksalnie równie długo trwały poszukiwania nabywcy tego terenu. Jeżdżąc po Mazowszu, trafiliśmy na ogrodzoną żywopłotem posiadłość w Chrcynnie. Na bramie wisiała tablica „Na sprzedaż”. I tak to się zaczęło — wspomina właściciel.

Zgodnie z pierwotnymi założeniami, nowi właściciele najpierw przystąpili do budowy stajni, aby w jak najkrótszym czasie założyć hodowlę koni czystej krwi arabskiej. Wówczas po raz pierwszy pojawiła się myśl o odbudowie pałacu, a ostateczna decyzja zapadła w 2000 r.

— Muszę przyznać, że pomysł odbudowy pałacu wyszedł ze strony żony. Dokładnie pamiętam jej słowa: albo pokonam te ruiny, albo one mnie. Od początku inwestycji żona z ogromnym zapałem przystąpiła do opracowywania niezbędnych koncepcji. Moim skromnym zadaniem była pomoc w ich realizacji — wspomina pan Krzysztof.

Nowa pasja

Skomplikowana i kosztowna odbudowa pałacu, której nie podjęli się jego poprzedni zarządcy, szybko przerodziła się w pasję nowych właścicieli. Pan Krzysztof z małżonką z oddaniem wzbogacali wiedzę na temat zabytkowego obiektu, kompletowali oryginalną dokumentację, analizowali poszczególne koncepcje architektoniczne. W końcu dzieło odbudowy powierzyli zaprzyjaźnionemu architektowi Witoldowi Kalinowskiemu, który opracował projekt rekonstrukcji pałacu, zgodnie z pierwotnymi założeniami Henryka Marconiego.

— Z wykształcenia nie jesteśmy historykami czy architektami, ponadto wcześniej tymi zagadnieniami się nie interesowaliśmy. Odbudowa pałacu sprawiła jednak, że odkryliśmy w sobie nowe pasje i zainteresowania. Dostosowanie architektury XIX w. do współczesności okazało się wspaniałą przygodą, a efekt końcowy przerósł nasze najśmielsze oczekiwania — mówi pan Krzysztof.

Fascynacja właścicieli architekturą obiektu sprawiła, że do odbudowy pałacu zastosowano oryginalne, XIX-wieczne materiały. Przy rekonstrukcji murów wykorzystano m.in. ocalałe fragmenty piwnic, ścian i kolumn. Zarówno w środku, jak i na zewnątrz, zastosowano klasyczną cegłę gotycką, na schodach i krenelażach polski piaskowiec, a podjazdy wybrukowano naturalnym kamieniem polnym.

 

Zatrzymać czas

Dwukondygnacyjny pałac z wysuniętym ryzalitem wejścia reprezentacyjnego powstał na planie prostokąta. Elegancką elewację zdobią wypełnione gotyckimi maswerkami okna, a także herb z wygrawerowanymi inicjałami właścicieli. W piwnicach o gotyckich sklepieniach zlokalizowano pomieszczenia rekreacyjne i wypoczynkowe. Reprezentacyjny parter zdominowały dwie jadalnie, kuchnia, westybul, duży i mały salon, sala balowa, gabinet oraz biblioteka. Na piętrze rozlokowano prywatne apartamenty domowników. Zgodnie z klasycznymi założeniami wiejskiej rezydencji, ściany pomieszczeń utrzymano w jasnej, pastelowej kolorystyce, a sufity ozdobiono sztukateriami.

— Odbudowa obiektu była o tyle trudniejsza, że musieliśmy naprawić błędy budowniczych z XIX w., np. odchyłki w pionie do 10 cm i poziomie do 20 cm, a także osuszyć zdegradowane mury. Aranżację wnętrz komplikował brak wskazań konserwatorskich, nie dotarliśmy też do zdjęć i przekazów. Mimo to udało się zachować pierwotny układ pomieszczeń. Drobną zmianą było zaadaptowanie jednego pokoju na łazienkę. Do współczesnych wymogów dostosowaliśmy również pomieszczenia funkcjonalne, czyli kuchnię i łazienkę — opisuje pan Krzysztof.

Właściciele zrezygnowali z odbudowy przylegającego do korpusu głównego skrzydła bocznego. Pełni on rolę ponadczasowego świadka historii, który przypomina burzliwe losy obiektu. W nim powstał niewielki ogród różany. Budowa pałacu trwała cztery lata – dwa razy dłużej niż wznoszenie XIX-wiecznego oryginału.

Nie tylko duma

Właściciele pałacu niechętnie opowiadają o użytkowych zaletach zabytkowego obiektu, który wspólnie ze stadniną tworzy majestatyczną rezydencję. Jego odbudowę potraktowali przede wszystkim jako zobowiązanie wobec historii i regionu, dlatego na co dzień z zaangażowaniem poddają go pracom konserwatorskim.

— Niezwykła historia pałacu, a także jego kulturalne znaczenie dla tutejszych mieszkańców, mobilizują nas do utrzymywania obiektu i jego otoczenia w należytym stanie technicznym i estetycznym — podkreśla pan Krzysztof.

Od 2004 r. właściciele są aktywnymi członkami warszawskiego Stowarzyszenia Domus Polonorum, skupiającego miłośników dziedzictwa narodowego. Głównym zadaniem organizacji jest opieka nad ziemiańskimi zabytkami, propagowanie dworów szlacheckich i zachowanie tożsamości narodowej, opartej na tradycji dworu polskiego.

Historia odbudowy neogotyckiego pałacu w mazowieckiej wsi pokazuje, jak ważne w życiu są pasja i marzenia, a jeszcze ważniejsza – możliwość ich realizacji. Od kilku lat doskonale wiedzą o tym państwo Ewa i Krzysztof, którzy nie bacząc na burzliwe losy zabytkowego obiektu, udanie przywrócili go do łask narodowej kultury.




Autor: Adam Mazurek, fot. Tomasz Markowski