INWESTYCJE

STRONA GŁÓWNA  /  INWESTYCJE  /  NIERUCHOMOŚCI  /  Zamek, w którym straszy str. 1

Zamek, w którym straszy

Zamek, w którym straszy


Remont zabytkowej nieruchomości bywa kosztowny i trwa latami. Zamieszkanie w zamku krzyżackim z wieloletnią historią może być jednak warte każdej ceny.


Kiedy spotkali się po raz pierwszy, wyglądał nędznie i żałośnie. Postanowił go nie kupować, ale zamek już wybrał. Zadecydował za niego...

— Jest Pan szalony?

— Nie jestem psychiatrą.

— Tylko szaleńcy kupują kupę cegieł, którą z trudem można nazwać budynkiem, nie mówiąc już o zamku.

— Trudno jest mi oceniać samego siebie, ale coś musi być na rzeczy. Rzeczywiście, nie każdy decyduje się na taki krok.

Ogłoszenie w gazecie

To było kilka lat temu. Przeglądał gazetę i przypadkowo trafił na ogłoszenie. Jedna z największych w Polsce agencji pośrednictwa sprzedaży nieruchomości miała w swojej ofercie zamek krzyżacki.

— I Pan, przeglądając gazetkę, postanowił kupić sobie zameczek, tak?

— W pewnym sensie do końca życia jesteśmy dziećmi. Mieszkałem przez wiele lat we Francji. Uwielbiam te kamienne wioseczki, małomiasteczkową społeczność, klimat, brak pośpiechu i wiecznego pędu, nie wiadomo gdzie i po co. Chociaż urodziłem się w Warszawie i jestem warszawiakiem z krwi i kości, nie darzę tego miejsca sympatią. Tutaj nie ma żadnej społeczności. To przypadkowy zbiór osób, przyjeżdżających w poszukiwaniu pracy i w żaden sposób nie budujących relacji pomiędzy sobą czy otoczeniem. Jest za głośno, za szybko.

Kiedy w roku 1327...

Wielki Mistrz Werner von Orselen nadał osadzie Morąg prawa miejskie, rozpoczęto budowę zamku. Został on usytuowany na końcu cypla, oblanego z trzech stron wodami jeziora. Składał się z budynku głównego w kształcie litery L, budynku usytuowanego przy głównym przejeździe bramnym, oktagonalnej wieży ostatecznej obrony, kwadratowej wieży obserwacyjnej oraz prawdopodobnie wieży strzegącej głównego przejazdu.

 

Wielka ucieczka

Krzyżacki zamek, nawet jeśli wygląda jak zbiór przypadkowych cegieł, potrafi rozpalić wyobraźnię. Pan Wojciech zdecydował, że pojedzie do Morąga, ale tylko go zobaczyć. Szukał miejsca, które stałoby się centrum scalającym rodzinę. Miejsca, które mogłoby być prawdziwym domem – stałym i mocno osadzonym w tradycji. Na wyjazd zabrał żonę. Padał deszcz, wiało, było zimno. Plucha i zawierucha.

— To, co zobaczyłem, delikatnie mówiąc, nie miało nic wspólnego z zamkiem. Tam było wszystko. Proszę nie pytać co... Miejsce służyło wszystkim i wszystko tam zwożono. Cud, że nie spłonęło.

— Uciekł Pan?

— Nie jestem strachliwy, ale żona uciekła.

— A Pan za nią...

— Zrezygnowałem. Nie miałem wyjścia...

— Ale zamek nie zrezygnował z Pana?

— Tak. Czekał specjalnie na mnie, żeby mnie wykończyć.

W okresie świetności...

Zamek w Morągu był jednym z największych w dawnych Prusach. Mieszkał w nim m.in. wielki mistrz krzyżacki Heinrich Reuss von Plauen. Po upadku państwa zakonnego stał się rezydencją świecką. Mieszkali tu starostowie książęcy oraz przedstawiciele rodziny Dohnów. Z niewiadomych przyczyn, w drugiej połowie XVI w. Dohnowie postanowili przenieść się z okazałej siedziby do wybudowanego tuż przy murach obronnych mniejszego zameczku. Potem w zamku była m.in. kaplica protestancka, szkoła, sąd, więzienie, kino.

Minął rok

Był on czasem intensywnych poszukiwań tego prawdziwego domu. Trafiały się naprawdę wyśmienite okazje. Ale jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności, nawet wówczas, gdy wszystko było zapięte na ostatni guzik, a transakcja wymagała tylko podpisów stron, nagle w ostatniej chwili okazywało się, że z jakichś wcześniej nieznanych powodów, nie może do niej dojść.

 

— Siła nieczysta maczała w tym palce?

— Czysta, nieczysta, ale faktem było, że coś, co wydawało się, że  jest pewne, rozłaziło się. Jakieś dziwne rzeczy się przytrafiały. W końcu okazało się, że został tylko ten zamek w Morągu.

— I znowu Pan tam pojechał?

— Pośredniczka była bardzo miła.

— Oni zawsze są mili.

— Stale do nas dzwoniła. W sumie pojechaliśmy tam przez grzeczność, trochę na odczepnego.

— I dla świętego spokoju, też na odczepnego, kupił Pan coś, co z trudem można było nazwać zamkiem?

— Zbiłem cenę maksymalnie, niższej kwoty już nie można było wymyśleć. Byłem pewien, że właściciele nie zaakceptują mojej propozycji.

— A oni zrobili Panu niespodziankę...

—...i się zgodzili. Nie pomyślałem, że na to pójdą.

— Ja też bym powitał z radością kogoś, kto kupiłby ode mnie kilka ton kamieni.

— Już wówczas powinno mi się zapalić światełko ostrzegawcze.

— Ale się nie zapaliło...

— Oczywiście, że nie.

— Zdawał Pan sobie sprawę z tego, że kupił zamek z duchami, które straszą?

—...

 

Czarnowłosa w szkarłacie

Aż do końca XVIII w. procesy czarownic były w Morągu na porządku dziennym. Podejrzane o konszachty z siłami nieczystymi torturowano w tzw. Wieży Czarownic. W materiałach historycznych szczególne miejsce poświęcono dniu 22 lipca 1749 r., kiedy to w Morągu odbyła się uroczysta, publiczna egzekucja poprzez ścięcie głowy, Barbary Schwann. Ta czternastoletnia dziewczyna została oskarżona o to, że udusiła i zakopała własne niemowlę. Zanim jednak została stracona, kat poddał ją wielogodzinnym, wymyślnym torturom. Ścięta głowa Barbary została wbita na pikę i przez wiele tygodni straszyła gawiedź z murów Morąga.

— Pan wierzy w duchy?

— Nikt nie wierzył, że one naprawdę są w zamku. Ale skoro o tym, że  dzieją się tutaj rzeczy niewytłumaczalne, mówi kilka osób i są to ludzie wiarygodni, bez skłonności do konfabulacji, to musi coś istnieć. Jeden z przykładów? Do mego syna przyjechali przyjaciele na dwutygodniowy odpoczynek. Większość z nich wyjechała z zamku po dwóch dniach. Normą jest, że w telefonach komórkowych rozładowują się nagle baterie, a na zdjęciach widać jakieś smugi czy postacie. Przyzwyczaiłem się, że  w pustym pokoju sama włącza się muzyka, nagle otwierają się drzwi lub okna albo ktoś zjada mi ciastko.

Barbara się uspokoiła

Z marketingowego punktu widzenia zamkowe duchy są idealne, aby przyciągnąć żądnych przygód turystów, badaczy zjawisk paranormalnych, wyposażonych w przedziwną aparaturę czy też ekipy telewizyjne programów „nie z tego świata”.

— Nie, to zupełnie nie w moim stylu. Jestem katolikiem, dlatego nie piszę o tym książek, ani nie zgłaszam się do sensacyjnych programów. Szczerze mówiąc, sam nie wiem, jak się mam zachować. Przecież duchów nie ma, prawda? Powinny być w czyśćcu. Z drugiej strony, skoro się pokazują to znaczy, że czegoś chcą... Atmosfera trochę zelżała, odkąd przed 22 lipca daję na mszę za Barbarę i jej dziecko.

Opiekunka i strażniczka

Krzyżackim zamkiem opiekuje się na co dzień kasztelanka, przewodniczka, kustoszka – Lilianna. Kobieta równie „szalona” jak gospodarz zamku.

— Jestem kobietą żywiołową, lubię takie miejsca. Mam dwie pasje – piwnice i stare meble. Zajmuję się ich renowacją, kiedy tylko mam wolną chwilkę.

— Meble to rozumiem, ale fascynacji piwnic nie pojmuję.

 

— Odkąd pamiętam, nie interesowałam się lalkami. Zawsze pociągały mnie rzeczy ukryte. Odkrywanie wszystkiego, co jest pod ziemią, jest czymś niesamowitym.

— Pani jest sama w zamku przez cały czas?

— Zaprzyjaźniłam się z duchami. Czasami im śpiewam, rozmawiam z nimi. Pamiętam parę, która przyjechała, aby spędzić w zamku noc poślubną. Starałam się delikatnie uprzedzić, że mogą słyszeć jakieś stukania czy szmery... Sugerowałam, żeby nie zwracali na nie uwagi, niestety, młodzi wyjechali o drugiej w nocy. Nie miałam śmiałości zapytać, dlaczego...

Powstał z ruin

Stos cegieł, który jeszcze kilka lat temu przeraził pana Wojciecha, z czasem przeobraził się w prawdziwą perłę – zamek z krwi i kości. Nie słychać, co prawda, szczęku mieczy, ale w żadnym stopniu nie odbiera to temu miejscu uroku. Właściciel i kasztelanka co rusz organizują wieczory poetyckie, spektakle teatralne, spotkania z młodzieżą. Plany na przyszłość? Mnóstwo. Ostatnio powołana została do życia Akademia Rzemiosł Różnych – projekt stworzenia szkoły dawnych zawodów i umiejętności. Będzie można nauczyć się w niej prac praktycznych, związanych ze wznoszeniem, licowaniem, koronowaniem i fugowaniem średniowiecznych murów kamiennych i ceglanych. W ramach Akademii w tym roku zrekonstruowane i zabezpieczone zostaną fragmenty średniowiecznych murów zamku. Są także plany, aby zamek stał się aktorem w spektaklu światło-dźwięk.

— Chyba większość zaakceptowała Pana jako nowego właściciela zamku?

— Na początku była opinia, że przyjechał krawaciarz i kupił sobie zamek.

— I w dodatku warszawiak.

— Poznałem kilku fajnych ludzi, zawiązałem jakieś przyjaźnie. Cieszę się, że mamy swoje miejsce.




Autor: Wojciech Buszko, fot. Linea