INWESTYCJE

STRONA GŁÓWNA  /  INWESTYCJE  /  PIENIĄDZE  /  Kolekcjonujmy artefakty str. 1

Kolekcjonujmy artefakty

Kolekcjonujmy artefakty

Fot. Prima Porta Antiquities


Dzieła sztuki starożytnej mogą stać się nietypową dekoracją wnętrza, ekskluzywnym przedmiotem użytkowym i bezcennym źródłem lokaty kapitału.


Kolekcjonowanie artefaktów staje się coraz popularniejsze wśród miłośników historii i sztuki. Pozwalają one w cudowny sposób obcować z codziennością przodków i nikogo nie pozostawiają obojętnym na ponadczasowe piękno swojego wieku.

— To obiekty otoczone aurą wieczności. Każdy, kto choć raz dotykał antycznego posągu Buddy, uosabiającego setki lat modlitw w sanktuarium, rozumie siłę starożytnej sztuki. To samo twierdzą ci, którzy trzymając w ręku oryginalny miecz z brązu z czasów Troi, czują się jakby budowali most pomiędzy tysiącleciami. To jest czysta emocja! — zachwyca się dr Matthias Renz, archeolog i ekonomista, właściciel Galerii Sztuki Starożytnej Prima Porta Antiquities w Warszawie.

Chętnych przybywa

Również materialna wartość artefaktów od dawna kusi inwestorów na całym świecie. Od dzieł sztuki współczesnej odróżnia je przede wszystkim ograniczona dostępność, co sprawia, że to właśnie antyki są dziś jedną z najbezpieczniejszych inwestycji.

— W przypadku artefaktów podaż jest ograniczona, a liczba osób zainteresowanych tymi obiektami gwałtownie rośnie. Stąd też duża stabilizacja cen, a nawet ich wzrost w przypadku obiektów rzadkich. Należy pamiętać, że nie ma dwóch takich samych artefaktów, a zdarza się, że obiekty z niektórych kultur czy okresów występują naprawdę rzadko. Chcąc uzupełnić swoją kolekcję, niektórzy kolekcjonerzy płacą za nie wysokie ceny — zwraca uwagę Piotr Wiaderek, prezes spółki Wealth Bay z Łodzi.

Obrót dziełami sztuki starożytnej regulowany jest przez umowy międzynarodowe. Przepisy z lat 50. i 60. ubiegłego wieku spowodowały, że nie ma dopływu nowych przedmiotów ze stanowisk archeologicznych.

— Czasy z początków XIX i XX w., kiedy archeolodzy przywozili nieograniczoną ilość obiektów z wykopalisk, już się skończyły. Dostępne dziś na rynku eksponaty to obiekty przywiezione przez archeologów, kolekcjonerów, żołnierzy z armii napoleońskiej z Egiptu czy zamożnych angielskich lub niemieckich podróżników — wyjaśnia Piotr Wiaderek.

Po kryzysowej korekcie

Wyraźną siłę artefaktów na rynku sztuki potwierdził również ostatni kryzys. Ceny dzieł sztuki współczesnej — malarstwa, fotografii czy art video spadły średnio o 30–40%, podczas gdy artefakty zachowały w większości swoje poziomy cen, a w niektórych przypadkach podrożały.

— Porównania publikowanych cen sprzedaży antyków z ostatnich 50 lat, dokonane przez renomowanych analityków finansowych, pokazują średni wzrost ich cen o 8–12% rocznie. Ostatnie zawirowania na rynku finansowym udowadniają, że wartość starożytnych obiektów jest stabilna, a nawet sukcesywnie rośnie — przekonuje Matthias Renz.

 

Fakty te przekonują również polskich inwestorów, którzy do kolekcjonowania sztuki starożytnej podchodzili dość sceptycznie. Choć w Polsce rynek ten ciągle jest jeszcze w fazie rozwoju, to wraz z pojawieniem się galerii sprzedających artefakty, zainteresowanych przybywa.

— Kiedy siedem lat temu otworzyłem pierwszą w Warszawie galerię sztuki starożytnej, właściwie nie było kolekcjonerów. Dzisiaj mamy ich ponad 300. Wielu z nich posiada już ponad 15 obiektów i systematycznie wzbogaca swoje kolekcje. W Niemczech jest około 300 podobnych galerii, które działają już około 200 lat. W Polsce jest duży potencjał, aby rozwijać ten biznes — uważa Matthias Renz.

Boginie i wojownicy

Klientami galerii często są osoby, które kolekcjonowanie artefaktów traktują nie tylko jako inwestycję, ale przede wszystkim pasję. Często posiadają własny model kolekcjonowania, związany z konkretnym przedziałem czasowym, kulturowym bądź tematycznym.

— Mieliśmy klienta, który był miłośnikiem filmów o tematyce batalistycznej z czasów starożytnych. Interesował się również antycznymi militariami i mając w swojej kolekcji hełm i kawałek tarczy, zgłosił się do nas po miecz ze starożytnej Troi — eksponat niezwykle rzadki. W rozmowie z nim zrozumiałem jego pasję. Kolekcjoner był zafascynowany faktem, że  może trzymać w dłoni miecz i zastanawiać się, w ilu bitwach brał on udział. To jest metafizyka, która działa na wiele osób — opowiada Piotr Wiaderek.

Czasem obiekty zakupione w galeriach klienci traktują jak przedmioty użytkowe. Jakże ekscytująca musi być kąpiel w poświacie olejków zapachowych, sączących się z ustawionych wokół wanny lamp oliwnych z czasów Starożytnej Grecji.

Figura pod lupą

Eksponaty dostępne w prestiżowych galeriach pochodzą z pewnych źródeł, o czym świadczą dołączone do nich certyfikaty autentyczności. Niektóre z nich posiadają też wyniki testów laboratoryjnych, potwierdzające ich wiek.

— Niektórzy kolekcjonerzy przekazują obiekty następnym pokoleniom, inni zaś ofiarowują część swoich zbiorów muzeom lub sprzedają je na otwartym rynku międzynarodowym. Będąc częścią światowej sieci, kupujemy głównie ze znanych, prywatnych lub publicznych kolekcji — mówi Matthias Renz.

W obrocie międzynarodowym antyki wystawiane są w największych domach aukcyjnych. Galerie, specjalizujące się w ich sprzedaży, nabywają je na aukcjach i wymieniają się elementami kolekcji, które na potrzeby swoich klientów odkupują od innych galerii.

— Jest to elitarny rynek, mocno osadzony w realiach kultury zachodnioeuropejskiej. W wielu domach niemieckich czy angielskich tego typu obiekty to pamiątki rodzinne. Dla większości Polaków możliwość obcowania z nimi ciągle kojarzy się tylko z wizytą w muzeum — mówi Piotr Wiaderek.

Zastanawiające jest, czy dzieła sztuki polskiej również wywołują zainteresowanie klientów.

— Inwestorzy skłaniają się ku obiektom z kultur bardziej rozpoznawalnych. Nie posiadamy w swojej ofercie eksponatów polskich, ale w razie potrzeby podejmiemy starania, aby je sprowadzić — zapewnia Piotr Wiaderek.

 

Chiński koń?

Inwestorzy wybierają zwykle przedmioty atrakcyjne wizualnie lub myślą o średnio lub długoterminowej inwestycji, której dobra stopa zwrotu ma przynieść znaczące korzyści finansowe. Galerie pomagają klientom gromadzić własne portfolio, korzystając z doświadczenia uznanych instytucji zagranicznych. Dostępna jest także usługa up-trade, która daje możliwość zwrócenia do galerii nabytego wcześniej obiektu z gwarancją minimum zwrotu zainwestowanej poprzednio kwoty, w przypadku kiedy klient zainteresowany jest bardziej wartościowym artefaktem.

— Choć pomiędzy obiektami o analogicznej wielkości i stopniu zachowania, pochodzącymi z kultur śródziemnomorskich i Starożytnych Chin, ciągle są duże dysproporcje cenowe, to te drugie pozwolą w najbliższym czasie osiągać wysokie stopy zwrotu. Szybki wzrost gospodarczy Chin sprawia, że  ten rynek się bogaci, co spowoduje, że  wzrośnie również siła popytowa na tamtejsze artefakty — dodaje Piotr Wiaderek.

Miliony pod gruzami

Ceny dzieł sztuki starożytnej zależą od ich miejsca pochodzenia, wieku oraz stopnia zachowania. Nie bez znaczenia jest również ilość funkcjonujących na rynku podobnych przedmiotów. Płynność artefaktów na rynku międzynarodowym i gwarancja zachowania ich cen wynikają z faktu, że eksponaty te są rozpoznawalne na całym świecie. Ich akceptacja przez potencjalnych inwestorów nie wymaga wielu zabiegów i wystaw, jak np. w przypadku docenionego w kraju malarstwa polskiego, które nie zawsze jest uznawane na rynku międzynarodowym.

— Ceny starożytnych obiektów zaczynają się od kilkuset polskich złotych za dwustuletni oprawiony amulet do około 3.000 zł za mniejsze i 30.000 zł za duże chińskie figury zwierząt. Kilkaset tysięcy złotych trzeba zapłacić za starożytną egipską kamienną figurę dostojnika, z czasów kiedy powstawały piramidy, czyli około 2500 r. p.n.e. — wylicza Matthias Renz.

Jak twierdzą eksperci, najdroższe zawsze były obiekty kultur egipskiej, rzymskiej i greckiej. Ostatnio wysokie ceny na aukcjach uzyskują także eksponaty pochodzące ze Starożytnej Persji.

— Jakiś czas temu na aukcji w Nowym Jorku za 57 milionów dolarów sprzedana została kilkucentymetrowa figura, przedstawiająca boga wojny i miłości. Dotychczas nawet dzieła znanych na świecie malarzy nie osiągnęły takiej ceny — mówi Piotr Wiaderek.

Dom, nie muzeum

Na koniec dobra informacja. Jeśli staliśmy się szczęśliwymi posiadaczami egipskiego amuletu albo greckiej biżuterii, nie musimy ich zamykać w specjalnych warunkach o odpowiedniej temperaturze czy wilgotności. O ile starej polichromii nie wystawimy na działanie intensywnych promieni słonecznych, a ceramiki nie poddamy działaniu wilgoci, będziemy mogli uwalniać ich prastarą magię we wnętrzach własnej rezydencji.




Autor: Anna Lewczuk