OGRODY

STRONA GŁÓWNA  /  OGRODY  /  ARCHITEKTURA OGRODOWA  /  Agnieszka w Krainie Zielonych Olbrzymów str. 1

Agnieszka w Krainie Zielonych Olbrzymów

Agnieszka w Krainie Zielonych Olbrzymów


O zobaczeniu ogrodów Levens Hall marzyłam od dawna. Do podróży zachęcały mnie zarówno długa, sięgająca 1250 r. historia posiadłości, jak i świadomość, że można tam zobaczyć jedne z najstarszych na świecie topiar…


I tak pewnego wiosennego dnia, rankiem stanęłam u bram Levens Hall. Właśnie opadła mgła, a słabe poranne promienie słońca nie zdążyły jeszcze przebić się przez chmury. Ledwo widoczna bryła elżbietańskiego pałacu otoczonego zielenią, wszędobylska cisza oraz wilgotna atmosfera powodowały, że czułam się nieco osamotniona, ale też miałam wrażenie, że doświadczam na sobie niepokojących spojrzeń obserwujących mnie, gdzieś z ukrycia, oczu… Ogród został dopiero otwarty, wokół mnie nie było innych zwiedzających. Panujący w nim nastrój powodował, że z trudnością i swoistym lękiem szłam wzdłuż budynku, w kierunku widniejącej przede mną ogrodowej bramy. Chociaż była niewielka, bo stanowiła w grubym murze jedynie mały otwór, hipnotycznie zapraszała mnie do swego wnętrza.

Tajemnice za bramą

Ogród we frontowej części pałacu był niewielki, schludnie utrzymany i dość ładny. Nastawiona byłam jednak na obejrzenie zawartości ogrodu za murami i nie zwracałam uwagi na żywopłoty czy niewielkie strzyżone piramidy, które są w Wielkiej Brytanii dość pospolitym rozwiązaniem. Przyjechałam do Levens Hall specjalnie dla topiar. Jedynej żywej pozostałości po Monsieur Beaumont – człowieku, który brał udział w tworzeniu ogrodów Wersalu i Hampton Court. Ścieżka prosta, furta niewielka, a widok przez nią dość pospolity. Moje zaciekawienie lekko osłabło. Chyba się trochę zawiodłam… I wtedy spojrzałam w lewo. Tego, co zobaczyłam, nie zapomnę do końca życia. Jak olbrzymie dinozaury z prehistorycznych czasów, tuż przede mną wyrastały z ziemi masywne bryły kilkunastometrowych zielonych posągów. Niczym Alicja w Krainie Czarów, z uniesioną ku górze głową, szłam w głąb ogrodu jak mała dziewczynka za białym królikiem. Soczysta zieleń krzewów i ich ogrom, w powiązaniu z wilgotnym, wiosennym powietrzem, sprawiły, że straciłam poczucie normalnie odbieranej perspektywy. Świadomość własnych, niewielkich rozmiarów przygnębiała, a niesamowite kształty krzewów powoli, krok po kroku, powodowały, że nierealne stawało się realne.

 

Strzyżone potwory

Ogród był pełen topiar – zielonych rzeźb, które pamiętają czasy Aleksandra Pope. Historykom ogrodnictwa jest on znany jako autor eseju z 1713 r., w którym zapoczątkował krucjatę przeciw „zielonym potworom”. Między innymi za jego sprawką ówcześni możnowładcy bardzo szybko wyzbyli się ze swych ogrodów wszystkich strzyżonych form, wprowadzając na ich miejsce krajobrazowe ogrody Kenta i Browna… Naporowi nowej mody oparło się tylko Levens Hall – ostoja olbrzymów. Niektóre z nich są w 100% oryginalnymi, ponad 300-letnimi okazami cisów i bukszpanów, które przez wieki starannie przycinano w fikuśne kształty.

Klątwa Cyganki

Od 1688 r., kiedy to właściciel posiadłości Colonel Grahame zlecił słynnemu artyście zaprojektowanie ogrodu, do dzisiaj o ogród w Levens Hall dbało kilkanaście pokoleń ogrodników. Co ciekawe, pracowało w nich zaledwie 10 ogrodników głównych, poświęcając całe swoje życie przepięknemu założeniu ogrodowemu. Sama posiadłość od ponad 700 lat pozostaje w rękach tej samej rodziny, która nie zwracając uwagi na zmieniającą się modę, dba o jak najlepszy wygląd ogrodu. Ciekawostką jest również fakt, iż na przestrzeni wieków prawie zawsze opiekunami ogrodu były kobiety – zazwyczaj żony panów na włościach. Jak głosi lokalna legenda, żyły one znacznie dłużej od swych mężów za sprawą mściwej Cyganki, której nie wpuszczono do zamku. W zemście przeklęła ona właściciela, przepowiadając wczesną śmierć każdego z kolejnych panów Levens Hall.

Gigantyczne żuki

Przez długie lata topiary, podobnie jak i zabudowa pałacu, zmieniały nieco swój kształt. W niezwykłej historii istnienia ogrodu zdarzały się też pewne pielęgnacyjne potknięcia. Kiedy ogrodem opiekowała się Viscountess Andover, synowa córki założyciela ogrodu, nastąpił jego swobodny rozrost. Efekt tego był taki, że jej następczyni wraz z ogrodnikiem zmuszeni byli wymienić aż dziewięć mil bukszpanowej obwódki, która nie nadawała się do dalszego strzyżenia. Od tamtej pory, przechodząc z rąk do rąk, ogród pielęgnowano z jeszcze większą starannością. Opiekujący się nim ogrodnicy z niesamowitą precyzją strzygli krzewy w kształty przypominające gigantyczne, kilkunastometrowe grzyby, żuki, ślimaki, bezy, stożki, walce i spirale.

 

Wiosenny zachwyt

W kwietniu, kiedy odwiedzałam posiadłość Levens Hall, widok strzyżonych żywopłotów i bajecznych topiar, w towarzystwie wiosennych kwiatów, zapierał dech. Ogród z topiarami jest tylko fragmentem całego założenia ogrodowego, dalej znajdują się bowiem: jabłoniowy sad, gaj leszczynowy, ogród ziołowy oraz otoczona lipowymi tunelami, nowa część ogrodu z fontanną, która powstała w 1994 r. Ogród w Levens Hall to z pewnością jedyny w swoim rodzaju rodzynek na torcie sztuki ogrodowej, a wizyta w nim jest jak podróż do świata Alicji z Krainy Czarów…




Autor: Agnieszka Hubeny-Żukowska, fot. Pracownia Sztuki Ogrodowej