OGRODY

STRONA GŁÓWNA  /  OGRODY  /  ARCHITEKTURA OGRODOWA  /  Czas w angielskich ogrodach str. 1

Czas w angielskich ogrodach

Czas w angielskich ogrodach


Uchylmy rąbka tajemnicy wieku ogrodów angielskich. Jak się okazuje, ich nobliwa starość, domniemany upływ czasu, który kreuje wizerunek wspaniałych realizacji oraz patyna, szczelnie otulająca je szlachetnym płaszczem, są często... wyreżyserowane.


Oglądając angielskie ogrody, czasem odnosimy wrażenie, że mają one po kilkaset lat. W rzeczywistości tylko część z nich może pochwalić się rodowodem sięgającym zamierzchłych czasów. Dotyczy to głównie założeń przy pałacach i zamkach.

Rzymskie czy barokowe?

Anglicy specyficznie podchodzą do spraw historii i antyków. Może dlatego, że całe ich otoczenie jest nimi przesycone? Spotykając się z inwestorami, wielokrotnie przekonywałam się, że pojęcie ogrodów angielskich jest interpretowane różnorako.

Ogrody na Wyspach Brytyjskich ewoluowały wraz z czasem, postępem technicznym, polityką i wiedzą. Najstarsze realizacje wzorowane są na ogrodach rzymskich i średniowiecznych. Ze względu na małe straty spowodowane II wojną światową w założeniach tych możemy spotkać autentyczne elementy pochodzące ze wspomnianych okresów. Ogrody takie są niewielkie, geometryczne i nawiązują do założeń klasztornych i zamkowych. Późniejsze, renesansowe i barokowe realizacje, również charakteryzowały się geometrią, ale już znacznie bardziej wyszukaną, a także olbrzymią skalą, zwłaszcza przy pałacach, oraz większym bogactwem roślin wynikającym z rozwoju transportu i odkryć botanicznych.

Dążenie ku zmianom

Znacznie później pojawiły się założenia krajobrazowe. Był to odważny krok w stronę zmian w wyglądzie dotychczasowych realizacji. Zamiast popularnych strzyżonych form roślinnych pojawiły się otwarte przestrzenie stylizowane na naturalne krajobrazy. Sztuczne jeziora o łagodnych brzegach, specjalnie budowane ruiny, groty, a nawet całe wsie. Wszystko po to, aby możni mogli podziwiać sielskie widoki z okien własnych rezydencji. Założenia, m.in. Kenta, Reptona i Browna, dały nowe spojrzenie na świat, ale niestety, zniszczyły sporo pięknych ogrodów pochodzących z wcześniejszych epok. Przez niemal fanatyczną chęć zmian uśmiercano partery kwiatowe, zasypywano istniejące jeziora, po to, by tuż obok wykopać nowe. Aby „nie zakłócać obrazu”, wysiedlano całe wsie, a na ich miejscu zakładano łąki, na których pasły się czyste, uczesane owieczki w towarzystwie elegancko ubranych pasterek... Wszystko to działo się pod koniec XVIII i na początku XIX w. Gdzie zatem są te stare angielskie ogrody pełne kwiatów, strzyżonych żywopłotów i kolorowych krzewów? Realizacje rozpowszechnione przez projektantkę ogrodów Gertrudę Jekyll pojawiły się dopiero w drugiej połowie XIX w.

 

Rewolucja przemysłowa była okresem olbrzymich zmian, które w miastach spowodowały powstanie fabryk, wzbogacenie się mieszczan oraz konieczność budowy posiadłości bliżej aglomeracji miejskich. Nastąpił też rozwój transportu. Dzięki większym możliwościom odwiedzenia innych państw i kontynentów, rynek wzbogacił się o egzotyczne, dotąd nieznane gatunki roślin. Ogrody zaczęły pojawiać się już nie tylko przy posiadłościach i domach zamożnych mieszczan, ale także, choć znacznie w mniejszej skali, przy domach robotników.

Ogrody angielskie nie są zatem aż tak stare. Jest to ważna informacja, zwłaszcza dla tych, którzy boją się, że zanim ich ogród dojrzeje i stanie się naprawdę piękny, ich... już nie będzie na świecie.

Labirynt w Edenbridge House

Zapraszam Państwa do ogrodu przy Edenbridge House w Kencie. Sam dom to wiekowy budynek, niesamowity w podziale architektonicznym wnętrz. Historia miejsca sięga daleko przed czasy średniowieczne, kiedy to powstało tu pierwsze domostwo. Z upływem lat do budynku dostawiano nowe pomieszczenia. Wewnątrz można poczuć się jak w labiryncie. Zawiłość układu pomieszczeń, schodków i poziomów jest zachwycająca. Mimo że dom szczyci się bogatą przeszłością, zupełnie inaczej sprawa przedstawia się z otaczającym go ogrodem.

Z pasji i miłości do roślin

Istnienie zawdzięcza najmilszej i najbardziej zakochanej w swoim ogrodzie kobiecie, jaką znam. To ona, wprowadzając się do nowego domu ponad 50 lat temu, postanowiła, że na miejscu pastwisk założy ogród. Na początku sama, potem z pomocą ogrodników, metr po metrze „wydzierała” ziemię spod nóg biegających po pastwisku owiec. W ten sposób powstał główny trawnik z niewielkim zbiornikiem wodnym i fontanną, a w jego przedłużeniu – rozległe rabaty bylinowe pełne różnokolorowych kwiatów i krzewów. Jak przystało na angielską realizację, tuż obok pojawił się ogród warzywny oraz sad ozdobiony fantastyczną łąką kwietną.

W sąsiedztwie wnętrza warzywnego, w którym nie zabrakło też miejsca na krzewy owocowe, powstał ogród kwiatów ciętych wykorzystywanych do aranżacji pomieszczeń. Wybudowano też niewielką szklarnię, w której właścicielka kolekcjonuje różne odmiany geranium. Przy budynku założono trawnik do krykieta oraz basen. W pobliżu zielonej połaci popłynął strumień i zalśniło niewielkie oczko wodne. Wokół pojawił się prawdziwy ogród wodny, do którego prowadzi rustykalny mostek z malowniczo rozpostartą glicynią. Wiosną cudownie kwitną tu również ozdobne czosnki, orliki, różaneczniki i azalie. Poszczególne wnętrza otoczyły strzyżone żywopłoty z cisów, laurowiśni i żywotników.

 

Warty wspomnień

Ogród wciąż się zmienia. Początkowo niewielki, stał się budzącą podziw realizacją, zachwycającą pomysłem i doborem roślin. Niedaleko domu, w strefie przyległej do rabaty bylinowej, kilkanaście lat temu założono ogród różany, który po perypetiach z doborem gleby i nawozów, długo kazał czekać na swoje dekoracyjne oblicze.

Właścicielka doskonale dobiera rośliny do ogrodu, sprawiając, że oglądany o każdej porze roku, pozostawia niesamowite wrażenie. Pomimo że przy cięższych pracach pomagają jej ogrodnicy, ona sama spędza tu większość dnia, z zamiłowaniem przekopując grządki, sadząc cebulki i pielęgnując kwietniki. Eksperymentująca z roślinami gospodyni wie, że niektóre pomysły mogą być trafione, a inne nie.

Ponad 10 lat temu przychylnym okiem spojrzała na projekt młodej Polki, odbywającej praktykę w jej ogrodzie. I tak, w miejscu zabłoconego trawnika, powstało wnętrze tropikalne, pełne palm, paproci drzewiastych, a w części suchej – dracen i kaktusów. Ogródek przy Edenbridge House istnieje do dziś i ma się świetnie. A ja, odwiedzając go co kilka lat, uśmiecham się do siebie, pamiętając, ile pracy kosztowało mnie i mojego przyszłego męża, wyniesienie po wąskich schodach kilkunastu ton błotnistej ziemi i zastąpienie jej ziemią ogrodniczą i kamieniem płukanym...




Autor: Agnieszka Hubeny-Żukowska, fot. Pracownia Sztuki Ogrodowej