OGRODY

STRONA GŁÓWNA  /  OGRODY  /  ARCHITEKTURA OGRODOWA  /  Ogród na skraju lasu str. 1

Ogród na skraju lasu

Ogród na skraju lasu

Fot. Tomasz Markowski


Elementem organizującym przestrzeń tego podmiejskiego ogrodu była idea wyraźnego podziału na wnętrza. Miał on również stanowić naturalne przedłużenie i dopełnienie lasu.


W naszej świadomości, nasyconej bajkami z dzieciństwa, ogród jest zazwyczaj miejscem tajemniczym z antropomorficzną roślinnością i zwierzętami. Być może dlatego powstaje tak wiele miejsc o formie wybujałej, lecz z treścią nieco przywiędłą. Czy nie wystarczy, że nasza zielona oaza będzie miejscem zwyczajnym? Miejscem, w którym po prostu poczujemy się dobrze?
Układ ogrodu w podbydgoskiej miejscowości pozwala dostrzec, że elementem organizującym jego przestrzeń, była idea wyraźnego podziału na wnętrza. Miał on również stanowić naturalne przedłużenie lasu, jednocząc się z nim we wspólnym wzrastaniu. Pomysł takiej aranżacji, jak to zwykle bywa, zrodził się z rozmów właścicieli, Małgorzaty i Marka Michalewskich, oraz projektantki, w tym przypadku Hanny Chmielnik, właścicielki pracowni Eko-Park w Bydgoszczy.

Reprezentacyjne wejście

O ile klasyczna w formie rezydencja stanowi dla przestrzeni mocny akcent, to już okalający ją ogród tonuje zdecydowaną wymowę bryły. Reprezentacyjnie wyraża się od frontu budynku – rozłożystą forsycją, piramidalną tują i jałowcami oraz ognikami, rabatą róż i magicznym miłorzębem – a następnie nabiera rozmachu, aby później niezauważalnie wtopić się w las. W tej harmonijnej kompozycji wprawne oko dostrzeże kilka smaczków. Pierwszym z nich jest – rzecz rzadko spotykana w ogrodach – zielnik nieopodal domu, którego aromaty, równie często jak na stół gospodarzy, trafiają do wnętrz rezydencji. Na planie regularnego, podzielonego na kwatery półkola zasiano rozmaryn, estragon, oregano, szałwię, miętę i tymianek. Oto plejada gwiazd.

Gdzie strumyk...

Jedną z osi ogrodu jest strumyk, który wypływając z oczka wodnego, usytuowanego na wzniesieniu, wartko bieży przez stok porośnięty trawami, irysami i funkiami. Nie opodal rośnie brzoza białokora oraz perłowiec.

— Malowniczość strumienia podkreślają kamienne łupki, wyznaczające granice linii brzegowych, oraz mostek o delikatnie zarysowanym łuku. Rzeczka kończy swą podróż w stawie, w którym zielenią się przewrotniki, języczki i irysy syberyjskie. Na jego powierzchni kolorowe obrazy tworzą grzybieńczyki i lilie wodne. Chociaż oczko, strumyk i staw sprawiają wrażenie, jakby powstały w sposób naturalny, jest to dzieło od początku do końca wykreowane przez człowieka. Nad prawidłowym działaniem całości czuwa pompa, która uzupełnia poziom wody w poszczególnych akwenach — wyjaśnia Hanna Chmielnik.

Wnętrze ogrodowe przy stawie zamyka położony tuż obok półkolisty trejaż, który porastają girlandy dzikiego wina, jesienią pyszniące się liśćmi w kolorze intensywnej czerwieni. Uroku dodają temu zakątkowi stylizowane ławki. Chwile wypoczynku w ich towarzystwie umila nam fragment ogrodu położonego na stoku.

— Trejaż jest też swoistym rodzajem parawanu. Zasłania widok na kort tenisowy, a dokładnie na okalającą go metalową siatkę. W ogrodzie jest ona elementem obcym, ale ze względu na wymogi bezpieczeństwa i warunki techniczne niezbędna — mówi projektantka.

Kort tenisowy, stanowiący przestrzeń przeznaczoną do czynnej rekreacji, nie znalazł się w ogrodzie przypadkowo. Miłośnikami tego sportu są wszyscy członkowie rodziny, którzy spędzają tu każdą wolną chwilę. Domownicy mają do dyspozycji również taras – miejsce spotkań z przyjaciółmi. Z myślą o najmłodszych powstał plac zabaw z ogrodową huśtawką.

 

Droga, która zaprasza

Kontrapunktem dla strumyka jest biegnąca łagodnymi zakolami ścieżka, która oplatając ogród, wbiega na taras i szerokim gestem zaprasza do wnętrz domu.

— W idei tej wyraźnie została podkreślona absolutna jedność domu z ogrodem. Formy te tworzą wspólną kompozycyjną całość — mówi Hanna Chmielnik.

Znaczną część ogrodu porasta roślinność okrywowa, która z powodzeniem zastępuje trawnik, a ponadto nie wymaga koszenia i, co najważniejsze, kwitnie. Kobierzec o różnych porach roku przekształca się w impresjonistyczne kompozycje, w których przeplatają się tony różowe, białe i zielone.

Widoki i wrzosy

Górną granicę ogrodu wyznacza usytuowana na wzniesieniu stylowa ławeczka. Siedząc na niej, można podziwiać obraz ściany lasu, który niepostrzeżenie wnika do ogrodu. Układ tej części zielonej oazy został zaplanowany tak, aby niesamowitych wrażeń nie zakłócił żaden przypadkowy element.

— Nawet forma zastosowanego ogrodzenia ogrodowego jest na tyle neutralna, aby nie powodowała dysonansu — przekonuje projektantka.

Skarpę trzymają w ryzach korzenie sosny, świerku i brzozy. Kompozycję scalają dodatkowo jaśminowiec, tawuła i pięciornik, a koloru dodają im barwinek i bodziszek. Na granicy ogrodu, tam gdzie „cywilizacja” spotyka się z dziką naturą, znalazło się również miejsce na wrzosowisko – prawdziwą dumę pani domu. Ciekawym akcentem aranżacyjnym, którego nie sposób pominąć milczeniem, jest znaleziony w trakcie budowy głaz. Jego twarda, poorana upływającym czasem powierzchnia jest idealną przeciwwagą dla delikatnych konwalii i bluszczu.

Po prostu zwyczajny

O tym ogrodzie, podobnie jak o sztuce czy literaturze, można prowadzić dyskurs na dwa sposoby. Romantycznie – w uniesieniu i współcześnie – bez patosu. Ten ostatni pozwala dostrzec prawdziwy, „czysty” sens istnienia ogrodu. Miejsca, które w sposób szczególny wiąże się z krajobrazem i jego mieszkańcami. Miejsca wypełnionego treścią, pochodzącą nie z krainy baśni, ale z autentycznych pragnień właścicieli posiadłości. Miejsca, które właśnie poprzez swoją zwyczajność staje się niezwyczajne.




Autor: Wojciech Buszko, fot. Tomasz Markowski



Dodaj komentarz