OGRODY

STRONA GŁÓWNA  /  OGRODY  /  ARCHITEKTURA OGRODOWA  /  Ogród sielski i... nowoczesny str. 1

Ogród sielski i... nowoczesny

Ogród sielski i... nowoczesny

Fot. Tomasz Markowski


Ogród połączył dwa światy: nowoczesną formę oraz oblicze zabytkowej dzielnicy, w której powstał. Okazało się, że obie te estetyki, umiejętnie dobrane, mogą ze sobą harmonizować.


Białostockie Bojary to królestwo kontrastów. Z tła wielopiętrowych budynków z betonu wyłania się oaza niskich domków z gankami i czerwonymi dachami. Otoczone bujną zielenią chatki odpoczywają leniwie przy uliczkach z kocich łbów. W tej sielskiej okolicy odnajdziemy posesję i ogród pani Agnieszki.

— Dom, mimo że utrzymany w wiejskiej stylistyce, przez swoje położenie w centrum aglomeracji pełni typowo miejskie funkcje — wyjaśnia właścicielka. — Ze względu na to chciałam, aby ogród był przede wszystkim funkcjonalny i nowoczesny. A jego pielęgnacja zajmowała jak najmniej czasu... Do minimum ograniczyliśmy więc trawnik na rzecz kwater z nasadzeniami i kamieniem. Dzięki współpracy z architektką, efekt końcowy spełnił moje oczekiwania. Razem nadawałyśmy na tych samych falach.

Pogodzić przeciwieństwa

Twórczynie ogrodu – inwestorka oraz projektantka Anna Mitrosz – także musiały zmierzyć się z kontrastami. Postanowiły odwołać się do nowoczesnej, minimalistycznej stylistyki. Jednocześnie chciały wprowadzić takie akcenty, aby harmonijnie wkomponować ogród w pejzaż wyrzeźbiony w drewnie i namalowany zielenią bylin.

— Od początku pragnęłyśmy, aby ogród połączył dwa odmienne światy: nowoczesną formę, ku której skłaniają się właściciele oraz oblicze zabytkowej dzielnicy — wspomina architektka. — Wokół zastaliśmy tradycyjnie urządzone tereny zielone, np. sąsiadujący ogród w stylu angielskim, wypełniony roślinami bylinowymi: szałwiami, lawendami, rudbekiami. Należało znaleźć sposób, aby pogodzić obie estetyki.

Tajemnica paproci

Najlepsze rozwiązanie podpowiedziała natura. To rośliny stały się mediatorem w stylistycznym sporze. Oprócz nich w sukurs przyszły założenia kolorystyczne i kompozycyjne.

— Punktem wyjścia okazały się bukszpanowe żywopłoty, którymi połączyliśmy minimalistyczny ogród z sąsiednim, tradycyjnym. Posłużyliśmy się też kolorem. Obok dominowały barwy wrzosu i bieli, więc na podobną paletę barw zdecydowaliśmy się także w naszym ogrodzie. Wybraliśmy rośliny, które tworzą atmosferę tajemniczości. Również ten zabieg pomógł w zjednoczeniu dwóch światów — mówi architektka.

Aurę tajemniczości budują paprocie. Pióropusznik strusi o pierzastych liściach, osiągający wysokość do 1,5 metra, nadaje prostym formom w ogrodzie romantyczny wymiar. Obok fioletowy czosnek z kulistym baldachem kwiatów bawi się oszczędną stylistyką, a barwą podkreśla idyllę sąsiedztwa.

 

Rdza i rabarbar

W ogrodzie nie zabrakło też roślin od dawna zadomowionych w zielnikach, które odnajdują się również we współczesnych kompozycjach. Bergenie i przywrotniki ostroklapowe podobają się niezmiennie kolejnym pokoleniom ogrodników, pełniąc służbę strażników historii, ale także chorążych awangardy.

Mariaż tradycji i współczesności to również oryginalne, metalowe donice, dumnie naśladujące ogrodowe rzeźby. Ich prosta, sześcienna forma ogłosiłaby triumf nowoczesności, gdyby nie zamierzony zabieg projektantki: donice zostały postarzone, pokryte patyną, a raczej rdzą czasu. Rozgościł się w nich rabarbar.

— Poszukiwaliśmy silnego akcentu, roślin z dużą blaszką liściową. Mieliśmy z tym pewien problem, gdyż gatunki o takiej charakterystyce z trudem znoszą niskie temperatury, a wiadomo, że na wschodzie Polski zimy bywają dość ostre. Wybór padł na rabarbar. Roślina świetnie się sprawdziła: przeżyła zimę — mówi Anna Mitrosz.

Stopniowanie wnętrz

Aby uzyskać spójną całość, projektantka wykorzystała efekt gradacji – płynnego przejścia od strefy klasycznej o charakterze wiejskiego ogrodu do minimalizmu głównej części za domem. Łącznikami są kolory kwiatów: biel, wrzos, fiolet, dymiony róż.

Wnętrze frontowe nawiązuje do drewnianej elewacji budynku na posesji i zabytkowego szlifu ulicy. Mieszkają w nim białe hortensje, bukszpany i bodziszki. Przy szczycie domu architektka urządziła rabatę bylinową, pełniącą funkcję klamry scalającej skrajne wnętrza. Z mnóstwem kwitnących od wiosny do jesieni roślin, sadzonych zarówno w polskich, jak i angielskich ogrodach: bodziszków, rudbekii, szałwii i przywrotników. Zachęcają one do zwiedzania głównego, wyrafinowanego wnętrza.

Obejść się bez łuków

A w nim, oprócz wcześniej wspomnianych tajemniczych paproci i pomysłowych donic z rabarbarem, na pierwszy plan wysuwa się czystość geometrycznej formy. Soczysta zieleń niedużych, równych trawników jest świeża i rześka. A przecinające ją alejki z grysu granitowego rysują z gracją tylko proste linie. Minimalizm nie może sobie pozwolić na łuki albo fale. Ten geometryczny porządek udziela się roślinom. Klon purpurowy medytuje na uboczu, przyjąwszy wyprostowaną, kolumnową postawę. Jego bordowe liście kłaniają się fioletom – podstawowym barwnym akcentom ogrodu. I tak jak paprocie na pewno skrywają niejeden sekret.

 

Łagodne otoczaki

Dwie stylistyczne rzeczywistości – sielska i nowoczesna – scalają się też poprzez łączenie materiałów. Widać to wyraźnie na przykładzie małej architektury w ogrodzie: cementowa ściana, symbolizująca współczesność, zestawiona z naturalnym granitem i otoczakami nie wygląda już ponuro. Okrągłe kamienie pojawiają się zresztą często w towarzystwie masywnych i chłodnych elementów, nadając nowoczesności łagodniejsze oblicze.

Projektantka powierzyła elementom małej architektury dwa zadania. Mają one estetycznie urozmaicić ogród i służyć jako praktyczna bariera, ale taka, która nie zablokuje przestrzeni.

— Na posesji mamy ogrodzenia drewniane i cementowe z gotowych ekranów. Jest też kawałek starej ściany ceglanej. W kilku miejscach ustawiliśmy gabiony z kostki granitowej pokryte siatką, po której może piąć się bluszcz. Służą one jako przesłony zapewniające intymność mieszkańcom, ale także jako dekoracja – tłumaczy Anna Mitrosz.

Jedna z takich konstrukcji, usadowiona u podstawy okien budynku, stanowi część ramy obustronnego obrazu – z podwórka podziwiamy nowoczesną aranżację wnętrza domu, zaś z pokoju dziennego cieszymy się widokiem na minimalistyczny ogród.

Widok z tarasu

Wychodząc z domu, nawet boso, na ciepły, drewniany taras, obejmujemy wzrokiem całość starannie przemyślanych założeń ogrodowych, nakreślonych na tle bukolicznego pejzażu otoczenia. Dysonanse rozpierzchły się dzięki twórczym pomysłom inwestorki i projektantki. Ich wysiłki doprowadziły do porozumienia dwóch, wydawałoby się sprzecznych, wrażliwości.

— Myślę, że ogród urządzony jest zgodnie z duchem miejsca, a nowoczesne akcenty wpisują się w zastany, sielski krajobraz — podsumowuje projektantka. – Chociaż przyznam, że właścicielka sąsiadującego ogrodu była przerażona, kiedy decydowaliśmy się na nowoczesny układ przestrzeni, przecież nie całkiem odgrodzonej od jej posesji. Zmieniła zdanie, gdy ukończyliśmy prace, więc chyba udało się zatrzeć granicę i połączyć dwa światy. A dzięki temu oba ogrody stały się jakby większe...




Autor: Karol Usakiewicz, fot. Tomasz Markowski