OGRODY

STRONA GŁÓWNA  /  OGRODY  /  ARCHITEKTURA OGRODOWA  /  Spacer po ogrodzie Danuty Młoźniak str. 1

Spacer po ogrodzie Danuty Młoźniak

Spacer po ogrodzie Danuty Młoźniak


Pani Danuta codziennie dostaje mnóstwo listów od wielbicieli jej talentu i pracy. Czytający jej portal ludzie zostawiają setki pozytywnych komentarzy. Są „ochy” i „achy”, liczne pytania, wyrazy uznania, prośby o rady... Są nawet wiersze! Jakie to uczucie posiadać jeden z najpiękniejszych ogrodów na świecie?


Rozpiera mnie duma! Ale ciągle czuję też niedowierzanie, bo wiem, że istnieje wiele ogrodów, których nikt nie pokazał światu. Być może są one równie piękne... Ale tak się cudownie złożyło, że wokół portalu, który prowadzę z synem Michałem, zebrało się mnóstwo czytelników. Przekonaliśmy się, że nasz ogród inspiruje wiele osób, zarówno w Polsce, jak i na świecie. Dzięki temu zauważyła go również Emma Reuss, autorka książki „Garden Design. Close up”. Osobiście zwróciła się do nas z pytaniem, czy zgodzimy się na publikację. Jakże moglibyśmy się nie zgodzić!? Było to dla mnie miłe wyróżnienie, które przyniosło wiele wiary i radości, że coś jednak potrafię – wspomina pani Danuta Młoźniak, która z mężem Witoldem prowadzi pracownię ogrodową Gardenarium.

Ogród państwa Młoźniaków nie zajmuje imponującej powierzchni, jednak został zaprojektowany niezwykle kunsztownie, bo w stylu formalnym, lecz przewrotnym – skośnym i niesymetrycznym. Położony na niezbyt wdzięcznej do zagospodarowania działce, od lat niezmiennie zachwyca wszystkich odwiedzających. Podczas organizowanego przez panią Danutę Święta Róż, które co roku odbywało się w pierwszą niedzielę czerwca, przyciągał tłumy. Zmieniające się z porami roku kadry z życia tego uroczego zakątka można oglądać chociażby na prowadzonym przez panią Danutę portalu Ogrodowisko.pl. Projektantka systematycznie dzieli się tam wiedzą i doświadczeniami z zakresu wdzięcznej sztuki projektowania zieleni. 

Własny skrawek ziemi

Chociaż po przeprowadzce do Warszawy nie marzyli, że zamieszkają w Komorowie, los pomógł im o tym zdecydować. Najpierw był ogród, który wspólnie zrealizowali w tym miejscu jakieś 20 lat temu, potem ogłoszenie w gazecie, znalezione przypadkiem. Ktoś szukał kupca na dość trudną, trójkątną działkę. Pani Danuta posłuchała głosu serca i bez konsultacji z mężem wpłaciła zaliczkę. Poczuła, że właśnie to nietypowe miejsce zamieni na własny skrawek ziemi. Dziś oboje z mężem odpoczywają podczas spacerów wśród kołyszących się buków, miłorzębów i hortensji. 

– Działka miała niespełna 500 m². Największym wyzwaniem było znalezienie odpowiedniego projektu domu. Na szczęście w jednym z pism wnętrzarskich zobaczyłam projekty pani Krystyny Lachert, córki powojennego architekta Warszawy. To ona pomogła nam wpisać bryłę budynku w nietypowy kształt działki. Pozostałe, mało wdzięczne fragmenty terenu, mogłam zagospodarować na ogród. Na szczęście trudne wyzwania to moja specjalność. Dobry projektant–ogrodnik każdy mankament zamieni w atut! – przekonuje projektantka. 

Na papierze powstały trzy projekty, ale kolejne wyjazdy na Chelsea Flower Show przynosiły coraz więcej odkryć. Aż podczas którejś wizyty w Anglii projektantka ujrzała strzyżone ptaki z bukszpanu. Niebawem podobne zostały sprowadzone z Holandii. Dzielnie przetrwały czas budowy, będąc na przemian zakopywane i wykopywane. Docelowo miały stanąć tuż przy tarasie i dzielnie strzec posesji. 

Mania zasłaniania

Potem przyszła pora na dwa ogromne stożki z cisa. Bukszpan i cis to dwa podstawowe gatunki, które w postaci ekranów, stożków, kul lub kompozycji na pniu pojawiają się w ogrodzie pani Danuty. Kolejne okazy roślin projektantka dobierała niespiesznie i bardzo starannie, gdyż ze względu na wielkość ogrodu realizacja wymagała umiaru, dyscypliny i konsekwencji.

– Ogród składa się z czterech części – frontu, tarasu, zakątka za domem oraz trójkątnej przestrzeni za podjazdem. Postanowiłam udowodnić, że nawet tak małej przestrzeni można nadać formalny charakter. Formalny, czyli uporządkowany i do bólu konsekwentny. Paletę barw ograniczyłam do bieli, czerni i różnych odcieni zieleni. Czasami wprowadzam trzeci kolor, ostatnio pojawia się burgund. Barwa ta obowiązkowo pokazuje się również w dodatkach, np. wiankach – opowiada właścicielka. 

Pani Danuta znana jest też z potrzeby zasłaniania widoków niepożądanych. Cierpliwie chodzi po działce, a potem ogląda ją jeszcze ze wszystkich okien w domu. Sprawdza, jak najlepiej zasłonić niepotrzebny słup czy brzydką połać sąsiedniego dachu. 

– Moi pracownicy nierzadko biegają z uniesionymi grabiami i udają drzewa, żebym mogła dokładnie wypunktować miejsce, gdzie powinny się one znaleźć – uśmiecha się właścicielka pracowni. – Poza tym ważne jest, że niewidoczne tło, które w ten sposób tworzę staje się zieloną scenerią dla architektury, wody, dekoracji i roślin. 

Sztuczki iluzjonistki

Choć projektantka co chwilę odkrywa kolejne gatunki roślin, ma kilka ulubionych, bez których nie wyobraża sobie własnego ogrodu. Jednym z nich są zimozielone turzyce, których postrzępione formy czule porównuje do piór i koronek. Razem tworzą bujną, zieloną, gotową do przystrojenia strukturę. Za sprawą pani Danuty wygląd ogrodu zmienia się nawet co miesiąc. Jak na mistrzynię sztuki ogrodowej przystało, zręcznie korzysta też ze sztuczek magicznych. 

– Całą tajemnicą tej iluzji są lustra, które pozwalają na wydobycie dodatkowych obrazów, normalnie niewidocznych dla oka. Szukam dla nich takiej lokalizacji, aby nie były ustawione na wprost patrzącego. Lustra traktuję jak magiczne narzędzie. Potrafią otwierać drzwi do kolejnych, zielonych światów – tłumaczy pani Danuta. 

Barwne odbicie w lustrze, gdzie mnoży się obfitość roślin, widoczne jest także z perspektywy salonu. To zabieg, który powiększa przestrzeń i zaciera granice. Sprawia, że nawet tak mały ogród zyskuje dodatkową głębię. 

Ogrodowa zjawa

Każdy, kto choć raz miał przyjemność przebywania w tym ogrodzie zwrócił uwagę na pewną damę. Druciana ogrodniczka niczym dobry duch ogrodu wędruje po działce. Tylko wtajemniczeni wiedzą, że ta urocza postać z utęsknieniem czeka na drugą połówkę. Kiedy ukochany ogrodnik w końcu do niej dołączy, razem będą witać gości w kolejnym ogrodzie pani Danuty. A czy sama projektantka znalazła w swoim ogrodzie ulubiony zakątek?

– Najwięcej czasu spędzam we wnęce, na ławce przy czarnej, granitowej ścianie. To miejsce jest bardzo wygodne, a poza tym w trakcie relaksu towarzyszy mi przyjemny plusk wody. W całym ogrodzie mamy cztery źródełka. Jest woda w geometrycznym zbiorniku, woda w srebrnej kuli, na polerowanej ścianie ze stali i przy czarnej granitowej ścianie, gdzie mam swoją ławeczkę. Przy efektowniejszym, geometrycznym zbiorniku szum wody jest zbyt dużą konkurencją dla myśli, a siedząc tutaj, rozglądam się wokół, kontempluję, a czasem wymyślam, co jeszcze mogłabym udoskonalić – opowiada właścicielka posesji. 

Róże i podróże

Podczas gdy pani Danuta oddaje się projektowaniu, dobieraniu roślin, komponowaniu kolorów i faktur, jej mąż Witold dba o organizacyjną stronę każdego przedsięwzięcia. Jego zmysł konstrukcyjny nieraz pozwolił na wykonanie rzeczy, które na pierwszy rzut oka wydawały się nie do zrobienia. 

– Mąż sam konstruuje wiele narzędzi, a nawet maszyn, które bardzo ułatwiają nam pracę. Mówię o nich „wynalazki racjonalizatorskie”. Któregoś razu w tajemnicy przede mną i naszymi pracownikami wymyślił maszynę do mielenia kompostu, dzięki której mogę odżywiać rośliny nie czekając rok, czy dwa lata, aż materia szybciej ulegnie rozkładowi i zamieni się w życiodajny „puch”. Oczywiście wszyscy byliśmy pozytywnie zaskoczeni! Wynalazki męża zawsze służą lepszej organizacji pracy. To one sprawiają, że jesteśmy sobie w stanie poradzić ze wszystkimi przeciwnościami – uśmiecha się projektantka.

Zielone polowania

Pani Danuta uwielbia buszować po zagranicznych centrach ogrodniczych. Z niesamowitym wyczuciem dobiera gatunki roślin, zapełniając koszyki kolejnymi barwami. Takie polowania dostarczają jej mnóstwo emocji!

– Na szczęście, mąż stał się specjalistą od pakowania roślin do walizki. Organizował nawet na ten temat kursy! Pewnego razu zapakowaliśmy do jednej walizki 25 róż i z powodzeniem przetransportowaliśmy je samolotem z Anglii – opowiada pani Danuta. 

Wątki angielskie

Pytana o inspiracje, pani Danuta opowiada o małych prywatnych ogrodach angielskich, które nie są udostępniane szerszej publiczności. Bywają otwarte na przykład tylko dwa dni w roku, albo wyłącznie po prywatnym umówieniu się. Projektantka wyszukuje je od lat, prenumerując czasopisma angielskie poświęcone tej tematyce. Na podziwianiu angielskich założeń nierzadko mijają jej całe dnie... 

– Odkąd mąż nauczył się jeździć zgodnie z ruchem lewostronnym, wszystkie angielskie ogrody stoją przed nami otworem – cieszy się pani Danuta. 

Państwo Młoźniakowie regularnie odwiedzają Chelsea Flower Show, Hampton Court Flower Show, ale też IPM Essen, gdzie można obejrzeć oryginalne rośliny i poznać zagranicznych szkółkarzy. Pani Danuta z zaangażowaniem wyszukuje też na giełdach antyków ogrodowe perełki – stare narzędzia, szlachetne donice i urocze ławki. Niekoniecznie cenne historycznie, ale zawsze z duszą. Doskonale wie, że czasami nawet mały przedmiot może uruchomić wyobraźnię. Bo od detalu można zacząć projektowanie ogrodu.

– Zanim kupiliśmy działkę i powstał nasz dom, zakupiłam niesamowitą kołatkę do drzwi w kształcie głowy pięknej kobiety. Niestety, kiedy zamontowaliśmy nowe drzwi okazało się, że nie da się jej tam powiesić, ale wierzę, że to również dzięki niej spełniliśmy nasze marzenia o własnym domu i ogrodzie – ze wzruszeniem wspomina projektantka. 




Autor: Tekst: Anna Lewczuk Foto: Gardenarium.pl