OGRODY

STRONA GŁÓWNA  /  OGRODY  /  ARCHITEKTURA OGRODOWA  /  Szczęście rozkwita za oknem str. 1

Szczęście rozkwita za oknem

Szczęście rozkwita za oknem

Fot. Sakura garden


„Słowa niewypowiedziane są kwiatami ciszy” – mawiali dawni Japończycy. Ich przysłowie nabiera szczególnej mocy, kiedy przechadzamy się po japońskim ogrodzie wyrosłym w centrum willowej dzielnicy. Pełnym harmonii, finezji i przede wszystkim...ciszy.


Czasami warto, aby zamiast słów mówiły obrazy. A tych w japońskim ogrodzie, należącym do holenderskiego biznesmena, nie brakuje. Choć dalekowschodnia tradycja nakazałaby nam wyrazić jego piękno milczeniem i zadumą, nie powstrzymamy się jednak przed tym, aby uchylić rąbka tajemnicy i opowiedzieć historię tej orientalnej enklawy.

Mała Japonia

Ogród Shiawase (z jap. szczęście) znajduje się w okolicach miasta Hilversum na północy Holandii. O jego tajemniczym właścicielu wiemy tylko tyle, że swój czas oddał mediom (dowodzi holenderskim konsorcjum medialno-rozrywkowym), a serce – dalekiej Japonii. Nie mogąc na stałe przenieść się do ukochanego kraju, postanowił odtworzyć go w Europie.
– Kiedy zlecał mi wykonanie projektu, cały czas podkreślał, że wyglądając każdego ranka przez okno, chce widzieć przed sobą autentyczny wycinek Kraju Kwitnącej Wiśni – wspomina Peter van den Berg, właściciel i główny projektant pracowni Sakura Garden. – W trakcie licznych podróży do Japonii zrobiłem tysiące zdjęć. Inwestor wybrał najbardziej dla niego inspirujące i tak zaczęła się nasza praca nad projektem.
Dom, wokół którego powstał ogród, utrzymany jest w modernistycznym stylu. Pierwotnie jego otoczenie równiż pełne było szkła, drewna i stali, dość szybko zostały one jednak zastąpione subtelnym azjatyckim pięknem.

Kamyk po kamyku

Współpracę z klientem Peter wspomina jako intensywną i satysfakcjonującą dla obu stron. Inwestor brał aktywny udział w projektowaniu, konsultowano z nim każdy element przestrzeni. Przygotowanie projektu zajęło trzy miesiące, budowa ogrodu – siedem miesięcy. W tym czasie jego przestrzeń wypełniła się elementami małej architektury w orientalnym klimacie.
– Chciałem stworzyć miejsce, które nie odkryje wszystkich kart od razu. Z tego powodu tak wiele w nim bram, furtek i płotków – wyjaśnia Peter. – Jest ono bardzo złożonym i bogatym systemem, na który składa się kilka części-stref. Pierwszą jest tzw. ogród suchy lub strefa Zen (karesansui), drugą – ogród krajobrazowy lub wzgórzowy (tsukiyama), trzecią strefę stanowi zaś ogród herbaciany (chaniwa). Tworzą one ogrodniczy kanon Japonii, a każdy jego element niesie określone symboliczne znaczenie.

Przyroda jak ze zdjęcia

Tradycja nakazuje, aby w japońskim ogrodzie znalazły się miejsca, które za pomocą elementów przyrodniczych niosą filozoficzne przesłanie. Głazy oznaczają więc trwałość i siłę, a płynąca, najlepiej kaskadowo, woda wyraża przemijanie i ulotność ludzkiego istnienia. Projektując tak duży ogród, Peter mógł swobodnie czerpać z tej symboliki, ale też stworzyć krajobraz niemal idealnie odzwierciedlający rzeczywistą naturę Japonii. Harmonia, prostota, finezja to słowa, które najlepiej oddają ducha tej niezwykłej przestrzeni. Jej treść tworzy starannie wyselekcjonowana roślinność, wśród której zwracają uwagę liczne odmiany klonów (m.in. klon japoński, palmowy i Shirasawy), bambusy oraz paprocie, w tym m.in. narecznica czerwonozawijkowa, paprotnik japoński i podrzeń żebrowiec. Bujna zieleń złamana jest przez intensywnie kwitnące różaneczniki oraz wiśnię japońską, ale ukoronowaniem roślinnego imperium są misternie przycięte i powyginane drzewka w stylu bonsai. Inne zdobiące ogród rośliny to miłorząb dwuklapowy, funkia szparagowa i kalina japońska. Jedynym „nieazjatyckim” elementem ogrodu jest trawnik.
− Wolałbym, tak jak jest w Japonii, pokryć ziemię mchem, ale w naszym klimacie nie rósłby zbyt dobrze – mówi Peter. – To zresztą nie jedyna trudność, z którą musieliśmy się uporać. Klimat i położenie Holandii były także przeszkodą do zastosowania w ogrodzie cięższych konstrukcji, takich jak skalne góry z wodospadem czy wyłożony kamieniami staw. Okazało się, że grząska holenderska gleba nie wytrzymuje ciężaru głazów, które ważyły niemal 100 ton.
Aby zaradzić tym ograniczeniom, architekt postanowił wbić pod planowaną konstrukcję betonowe pale, a następnie wylać fundamenty.
– Na tak wzmocnionym podłożu wznieśliśmy góry i stworzyliśmy staw – wspomina projektant. – W Polsce wykonanie tego zamierzenia z pewnością byłoby znacznie łatwiejsze, a ponadto nie pochłonęłoby takiej ilości czasu i pieniędzy.

Z dbałością o szczegóły

W tworzeniu klimatu ogrodu niebagatelną rolę odegrały też elementy dekoracyjne, w większości będące oryginalnym, dalekowschodnim rękodziełem – duże, granitowe latarnie ishidôrô oraz małe latarenki oki-gata i yukimi-gata. Lokalne pochodzenie mają natomiast okrągłe zbiorniki na wodę tsukubai oraz żwir. Wszystkie głazy i kamienne wykończenia, takie jak plastry ułożone w ścieżkę, zostały jednak sprowadzone z Austrii. Pojawił się też kompromis na rzecz nowoczesnego oświetlenia. Powód? Wygoda.
– W nocy oryginalne japońskie ogrody są bardzo słabo oświetlone. Postanowiliśmy nieco porzucić tradycję i sięgnęliśmy po zdobycze technologii. Wkrótce mamy jednak zamontować stylizowane, drewniane lampy, produkowane zresztą przez polską firmę. Dzięki nim ogród wzbogaci się o bardziej tradycyjne źródło światła.

Szlachetna oaza

Japońscy mistrzowie ogrodnictwa zalecają pielęgnowanie ogrodów tak, aby jak najstaranniej ukryć działania człowieka. Ideałem jest dla nich odpoczynek wśród przyrody pełnej równowagi pomiędzy żywiołami, a przy tym kojącej zmysły. Właśnie taką oazą stał się dla swego właściciela Shiawase. Jednak tym, co ceni on w swym azylu ponad wszystko, nie jest konkretna roślina czy architektoniczny koncept, a fakt, iż każda pora roku odkrywa jego zupełnie nowe oblicze.




Autor: Joanna Kulik