OGRODY

STRONA GŁÓWNA  /  OGRODY  /  ARCHITEKTURA OGRODOWA  /  Życie usłane różami str. 1

Życie usłane różami

Życie usłane różami

Fot. Mariusz Purta/P2 Foto


W tym ogrodzie nic nie jest takie, jakie się wydaje na pierwszy rzut oka. Czarujący uwodzicielskim zapachem róż zakątek kryje w sobie mnóstwo niezwykłych historii, które znają tylko nieliczni... Projektanci i twórcy projektu zgodzili się niektóre z nich nam zdradzić.


Początek tej opowieści sięga połowy XIX w. Henryk Marconi, jeden z najwybitniejszych architektów tamtej epoki, stworzył rysunek. Na szkicu w ołówku narysowana była studnia z elementem ogrodzenia.
– Motyw z rysunku wykorzystaliśmy, projektując przestrzenne ogrodzenie między pobliskim parkiem a ogrodem. Był on także naszą kluczową inspiracją przy kompozycji układu kwater ogrodowych, sadzawki, rzutu altany z basenem i studni-fontanny – mówi architekt Jerzy Wowczak, współtwórca projektu ogrodu i właściciel Autorskiej Pracowni Projektowej z Krakowa.

Nobilitujące sąsiedztwo

Praca nad projektem ogrodu trwała około roku. W tym samym czasie inwestorzy prowadzili bardzo intensywne prace remontowe budynku, którego pierwotna szpitalna funkcja zamieniała się w mieszkalną. Ze względu na historyczny kontekst, a dokładnie bliskie sąsiedztwo Ogrodów Wilanowskich, żaden z pojawiających się w założeniu elementów nie mógł być przypadkowy.
– Cały ogród ze wszystkimi jego elementami konsultowaliśmy ze stołecznym konserwatorem zabytków – dodaje Jerzy Wowczak.
Do pracy nad stworzeniem koncepcji ogrodu właściciele zaangażowali najlepszego z możliwych specjalistów – profesora Zbigniewa Myczkowskiego z Politechniki Krakowskiej, który w swoim dorobku (wspólnie z zespołem pracowni Jerzego Wowczaka) ma rewaloryzację i rewitalizację ogrodów królewskich w Wilanowie.
Zanim powstała ostateczna wersja projektu architekci przedstawiali inwestorom szereg koncepcji roboczych. Trudność polegała na tym, że dom usytuowany jest w centrum działki, efektem czego część frontowa i tylna ogrodu były podobnej wielkości i brakowało miejsca na salon ogrodowy.
– Założyliśmy też, że od frontu musimy ulokować dużą altanę, która w razie imprezy plenerowej będzie mogła zmieścić nawet kilkuset gości. Na zapleczu ogród miał przyjąć zdecydowanie kameralny charakter – mówi krakowski architekt.

Wyzwanie dla ambitnych

Po zakończeniu etapu projektowego założenie, które zajmuje teren około 3 tys. metrów kwadratowych, przejęła w swoje ręce Agnieszka Piotrowska, architekt krajobrazu z Warszawy.
– To była wyjątkowa sytuacja – wspomina. – Zazwyczaj nie podejmuję się realizacji projektów, których nie jestem autorką. W tym przypadku ujęło mnie jednak kilka rzeczy.
Pierwsza miała wymiar czysto osobisty. Pod koniec studiów na kierunku architektura krajobrazu pani Agnieszka wybrała właśnie rewaloryzację ogrodów, która zawsze wydawała jej się najbardziej interesująca. Okazji, aby móc zastosować swoją wiedzę w praktyce, nie mogła więc przepuścić.
– Ogród jest nietuzinkowy przede wszystkim dlatego, że ma charakter rezydencjonalny. Taki metraż także nie zdarza się w miastach zbyt często. Zlecenie potraktowałam jako wyzwanie, jego realizacja wymagała ode mnie zarówno wiedzy, jak i wyczucia – opowiada architektka.

Czar róż

Wyjątkowość ogrodu polegała głównie na tym, że funkcje rekreacyjne, które zwykle przeważają we współczesnych ogrodach, zeszły na plan dalszy. To założenie podporządkowane było przede wszystkim funkcji reprezentacyjnej, musiało bowiem sprostać charakterowi miejsca. Jednak na potrzeby mieszkańców udało się wygospodarować także pewien obszar. Oprócz połaci trawnika w zachodniej części ogrodu, który może służyć do gier i zabaw, wzdłuż południowej elewacji biegnie prosty taras. Przy drzwiach z jadalni, pod markizą znalazło się miejsce na stół i fotele otoczone donicami pełnymi kwiatów. Czy taras chętnie jest wykorzystywany przez mieszkańców rezydencji?
– Jeśli tylko sprzyja nam pogoda, jadamy na tarasie posiłki. W otoczeniu tysięcy róż wszystko smakuje nam lepiej – mówi pani Beata, współwłaścielka rezydencji.
– Kwiatów są rzeczywiście tysiące – potwierdza Agnieszka Piotrowska, która sama wybierała odmiany. Partery kwiatowe od frontu, obwiedzione żywopłotami obwódkowymi z cisów, wypełniają czerwono kwitnące krzewy róż. Z kolei w części ogrodowej przy tarasie żółte kwiaty róż pachną narcyzami. Okala je żywopłot z bukszpanów. Środkowy parter zajmują łany lawendy.
Kiedy krzewy zaczynają kwitnąć, roznosi się wokół uwodzicielski zapach. Pani Beata bardzo lubi przechadzać się wtedy między rabatami, zachwycając się szlachetnością i dostojeństwem otoczenia.
– Oprócz róż mamy też kilka krzewów azalii i różaneczników, które zostały posadzone nieco na uboczu w formie swobodnych nasadzeń – mówi.

Szczęśliwy finał

Jerzy Wowczak swe zrealizowane w praktyce dzieło ostatni raz widział w dniu otwarcia ogrodu. Od tamtego czasu minęło już sześć lat.
– Ile razy jesteśmy w okolicy, oceniamy, że ogród powoli osiąga dostojny wiek dojrzały – mówi krakowski architekt. – Cieszymy się z owocnej współpracy z innym architektem, w końcu najważniejszy jest ostateczny efekt.
Trudno jest mu ocenić, czy ten ogród jest wyjątkowy. Z pewnością jest autorski, konsekwentny w swym kwaterowym założeniu, ale odchodzącym od „baroku”.
– Choć jest to dzieło mocno osadzone w historyźmie, ma ono charakter współczesny. Wyzwaniem było zapewnienie mu intymności poprzez takie wydzielenie z publicznie dostępnego, bezpośrednio sąsiadującego z nim parku, aby nie została zachwiana kompozycyjna ciągłość – wyjaśnia współtwórca projektu. – W tym niedużym założeniu szczególnie udane są te elementy, które łączą historyzm ze współczesnością, czyli ogrodowa altana oraz zdecydowanie najlepsza w proporcjach brama pomiędzy ogrodem a parkiem.
A co sądzi o swym ogrodzie sama właścicielka?
– Choć to ogród bardziej do podziwiania niż do wypoczynku, znakomicie się w nim czujemy. Jest jedyny w swoim rodzaju!




Autor: Agata Piszcz-Wendołowicz