OGRODY

STRONA GŁÓWNA  /  OGRODY  /  ZIELONE TRENDY  /  Gdzie strumyk płynie z wolna... str. 1

Gdzie strumyk płynie z wolna...

Gdzie strumyk płynie z wolna...

Fot. Mariusz Purta/P2 foto


Tu na 3300 m², w pobliżu głównego wejścia do Puszczy, Pani Iza stworzyła prywatny Eden. Z dawnego ugoru, na piaskach i chwastowisku, własnoręcznie wyczarowała ogród, kipiący wszystkimi odcieniami zieleni i bogactwem innych barw, pełen osobliwych, urokliwych zakątków.


Można by pomyśleć, że to miejsce istnieje od dawna. Tymczasem jest rezultatem zaledwie sześciu lat intensywnej pracy właścicielki, która po zakończeniu kariery zawodowej, zaangażowała się bez reszty w ogrodnictwo, samodzielnie zdobywając wiedzę na temat projektowania i kształtowania terenów zielonych.

Narodziny ogrodu

Dziś Pani Iza bez kokieterii wyznaje, że kiedy była aktywna zawodowo, przerzucanie ziemi, sadzenie kwiatków, pielenie, nawożenie i cały ten ambaras, związany z prowadzeniem ogrodu, był jej obcy i absolutnie obojętny.
– W ogóle nie było mi to w głowie, bo praca zawodowa pochłaniała mnie bez reszty – wyznaje. – Brakowało mi czasu na wiele rzeczy, a już na pewno na tak absorbujące przedsięwzięcie jak tworzenie ogrodu.
Dlatego dziś nie ma pretensji do swoich najbliższych, że nie poświęcają się pielęgnacji jej zielonego azylu, z takim oddaniem jak ona.
– Córka i syn prowadzą samodzielne życie i mieszkają osobno. Oboje pracują, toteż nie mają możliwości pomagać mi w ogrodzie. Zresztą nie jest on ich pasją – tłumaczy. – Mąż zaś pomaga mi w weekendy, bo tylko wtedy ma czas. Ale wspiera mnie dzielnie moja mama, która jest bardzo zaangażowana.
Kiedy Pani Iza porzuciła karierę zawodową, wszystko nagle się zmieniło. Rozejrzała się wokół swojego domu i dostrzegła nowe powołanie.
– Był nawet taki moment, że pomyślałam o rozpoczęciu specjalistycznych studiów z dziedziny architektury krajobrazu – wspomina. – Ale szybko się opamiętałam, ponieważ w programie studiów było zbyt wiele o architekturze, jak na moje zainteresowania. Nie wiedziałam jednak na początku, od czego zacząć. Zaczęłam więc czytać, co się da i ile się da, uczyć się na własną rękę. Oglądałam filmy, wertowałam czasopisma, szukałam inspiracji, a tym samym własnego pomysłu na ogród. Bardzo wiele nauczyłam się z książek, a także z internetu.
Pani Iza jest aktywną internautką. Ma swoją wizytówkę na www.ogrodowisko.pl/watek/3042-wizytowka-moj-swiat. A oprócz tego od kilku lat prowadzi swój wątek z historią ogrodu w dziale Ogrody pod tytułem „Mój Świat” na www.forumogrodnicze.info pod nickiem Tamaryszek.
Zdobywała wiedzę łapczywie i konsekwentnie. Dziś chętnie się nią dzieli. Poznała od podstaw elementarne zależności – od wymagań i charakterystyk poszczególnych gatunków roślin ogrodowych po podstawowe zasady nasadzeń, nawożenia, nawadniania etc. Ukończyła specjalistyczny kurs, na którym poznała zasady kompozycji i aranżacji terenów zielonych. Zastanawiała się nawet nad założeniem firmy projektującej ogrody, ale – jak wyznaje – zlękła się takiego wyzwania.
Teraz praca nad ogrodem wypełnia Pani Izie każdy dzień. Nawet zimą, kiedy zieleń śpi, spędza czas na projektowaniu ogrodu, wymyślaniu nowych rabat, obmyślaniu zmian w nasadzeniach, na zamawianiu roślin lub nasion czy też planowaniu małej architektury. W sezonie natomiast każdą wolną chwilę wykorzystuje na pielęgnację ogrodu. I ta praca nie ma końca...

Na skraju puszczy

Posesja Pani Izy leży w pięknej, choć nieurodzajnej okolicy. Tuż za jej ogrodem jest wejście do Kampinosu, dające początek szlakom turystycznym. Część działki porastają stare drzewa. Strzeliste sosny, dostojne dęby, pełne wdzięku brzozy stanowią naturalną granicę posesji. Pani Iza stworzyła ogród tak, by żył w symbiozie z naturalnym sąsiedztwem. W tym urokliwym miejscu jej rodzina zamieszkała przed 15 laty, lecz historia ogrodu jest znacznie krótsza.
– Na początku powstał nasz dom i dziś już wiem, że nie był to dobry pomysł, ponieważ ogród powinien powstawać wraz z budynkiem. Ale wtedy, kiedy zagospodarowywaliśmy działkę, wcale nie interesowałam się urządzaniem otoczenia, tworzeniem zielonej strefy, a już na pewno nie wiedziałam nic o ogrodnictwie – opowiada właścicielka. – Oczywiście, coś na działce się posadziło tu i ówdzie, ale zupełnie bez żadnej koncepcji i całkiem przypadkowo.
Przed wybudowaniem domu jej działka była surowa. To był właściwie zwykły ugór – łąka z chwastami i dzikim zielskiem. Nic więcej. Posesję przecinał stary rów. Teren trzeba było urządzać od zera.
– Wycinanie starych drzew nie wchodziło w rachubę, bo stanowią prawdziwy skarb – podkreśla Pani Iza. – Nie wyobrażam sobie mojego ogrodu bez nich. Szczególnie bez brzóz, bo to moje ukochane okazy. Tworzą wyjątkowy klimat i malują bajeczny pejzaż o każdej porze roku. Wprawdzie na początku las, otaczający nasz ogród, został nieco przerzedzony, lecz okazałe gatunki drzew iglastych i liściastych pozostały nienaruszone.
Właścicielka przyznaje, że pierwsze nasadzenia w ogrodzie były chaotyczne. Sadziła to, co kupiła – to, co wpadło jej w oko lub co ktoś podarował.
– Odbywało się to wszystko bez żadnego planu. Dopiero wtedy, kiedy praca nad ogrodem zaczęła mnie pociągać, zrodził się w mojej głowie koncept, jak on ma wyglądać. Zarazem krystalizowała się pewność, jakiego otoczenia naprawdę pragnę. I tak zaczęłam stawiać pierwsze kroki w amatorskim ogrodnictwie. Krok po kroku. Metodą prób i błędów.




Autor: Ewa Sosnowska