OGRODY

STRONA GŁÓWNA  /  OGRODY  /  ZIELONE TRENDY  /  Gdzie strumyk płynie z wolna... str. 2

Gdzie strumyk płynie z wolna...

Gdzie strumyk płynie z wolna...

Fot. Mariusz Purta/P2 foto


Tu na 3300 m², w pobliżu głównego wejścia do Puszczy, Pani Iza stworzyła prywatny Eden. Z dawnego ugoru, na piaskach i chwastowisku, własnoręcznie wyczarowała ogród, kipiący wszystkimi odcieniami zieleni i bogactwem innych barw, pełen osobliwych, urokliwych zakątków.


Dzieło wyobraźni

Pani Iza zaczęła projektować ogród na kartkach papieru. Przystąpiła do planowania pierwszych stref – „wnętrz ogrodu”, które sobie wymarzyła. Powoli i z rozmysłem tworzyła wizję zakątków o różnorodnym charakterze. Pierwszym z nich był Zakątek nad strumieniem.
– Walorem mojej działki okazał się przecinający ogród tzw. strumyk. Mówię „tak zwany”, bowiem był to zwykły rów melioracyjny, w którym do dziś płynie woda. Porośnięty dziko zielskiem – chwastami i kępami łąkowych traw – wyjaśnia właścicielka. – Projekt zagospodarowania strumienia jawił się atrakcyjny, ale też stanowił nie lada wyzwanie. Przestraszyłam się ogromu przedsięwzięcia. Nie miałam odwagi porywać się sama za oczyszczanie, zabezpieczenie i aranżację brzegów tego, miejscami dość głębokiego, zbiornika. Poprosiłam o wsparcie profesjonalistkę – Ewę Najder, architektkę krajobrazu, którą znam i cenię.
Projektantka stworzyła koncepcję zagospodarowania większej części tej strefy, a zarazem trwałe zręby Zakątka nad strumieniem. Nakreśliła jego romantyczny wizerunek, który Pani Iza potem wzbogacała według swoich pomysłów i wyobrażeń.
Do organizacji innych zakątków w ogrodzie właścicielka nie zapraszała już żadnego projektanta. Wszystko postanowiła stworzyć sama. Czasem tylko pomoc ekip wykonawczych była niezbędna. Zwłaszcza przy większych przedsięwzięciach natury budowlanej czy instalacjach. Jak choćby tegorocznej wiosny, kiedy zaprosiła fachowców do wzniesienia Zakątka pod lipą. Przy udziale budowlańców wznoszony jest obiekt ze starej rozbiórkowej cegły. W tej strefie, jak wyjaśnia Pani Iza, ma być mur odgradzający i zasłaniający widok na posesję sąsiadów, a także zdrój wodny oraz minioczko. Wszystko pod listowiem dużej lipy, otoczone przez rabaty. Ma to być miejsce intymne, przeznaczone do kameralnych spotkań...

Rozważna i romantyczna

Ogród Pani Izy stylistyką nawiązuje do starych ogrodów angielskich.
– Wymyśliłam go jako miejsce pełne nastrojowych ukrytych zakątków, niejednoznaczne, a przy tym bogate w swojskie akcenty – rodzime gatunki roślin wytrwałych, lecz bujnych i niezwykle pięknych o każdej porze roku, przebierających się w różne barwy listowia, kwiatów lub owoców – podkreśla.
Jak wyjaśnia, nie chciała tworzyć ogrodu, który byłby widoczny w całości, jak na dłoni, ani symetrycznie uporządkowany. Pragnęła przestrzeni pełnej różnorodnych tajemniczych, budzących emocje, klimatycznych zakamarków, które można odkrywać i które różnią się od siebie charakterem oraz przeznaczeniem.
– Chciałam zarazem, by ogród stanowił harmonijną całość, miał wiele wspólnego zarówno z otoczeniem, jak i wnętrzem domu.
Dlatego zanim Pani Iza stworzyła własną zieloną przestrzeń, niczym profesjonalna projektantka, przenosiła swoje pomysły i plany na kartki papieru, znacząc poszczególne rodzaje nasadzeń i stref pożądanymi barwami i fakturami.
Właścicielka podniosła sobie poprzeczkę jeszcze wyżej. Podjęła się trudnego zadania – ekologicznego uprawiania ogrodu, czyli naturalnego nawożenia oraz niestosowania chemicznych oprysków przeciw szkodnikom. Uważa bowiem, że natura, mądrze kierowana i rozumiana, sama doskonale się broni. Na przykład mszyce Pani Iza zwalcza cierpliwie opryskami z roztworu z czosnkiem.
– A poza tym są przecież inne rośliny, które szkodniki odstraszają. Wystarczy je właściwie zasadzić obok gatunków narażonych na apetyt owadów. Ponadto są też inne owady przyjazne ogrodnikom, jak choćby biedronki, naturalni wrogowie mszyc. Zatem ogród uprawiany naturalnie, samoistnie się hartuje – uważa Pani Iza.
Prowadzi ekologiczną uprawę praktycznie od czterech lat. Przyznaje, że wcześniej, jak wielu innych, sięgała po środki chemiczne. W końcu uznała, że to błąd. Jak się dziś okazuje, jej rośliny przywykły do naturalnego nawożenia czy ochrony przed chorobami lub szkodnikami. Nie spadła na nie żadna plaga. Sposób ekologicznej pielęgnacji właścicielka stosuje także w małym warzywniku. Przyznaje się jednak, że jedyną jej uprawą nieekologiczną jest trawnik. By uzyskać efekt gęstej, niezachwaszczonej, soczystej murawy, musi sięgać po środki chemiczne.
– Lubię ten trawnik, bo stanowi idealne tło dla rabat i poszczególnych zakątków. To jedyne miejsce w ogrodzie, które systematycznie pielęgnuje co roku ogrodnik. Ta praca wymaga wiele wysiłku, więc korzystam z jego pomocy.




Autor: Ewa Sosnowska