OGRODY

STRONA GŁÓWNA  /  OGRODY  /  ZIELONE TRENDY  /  Grasse - światowa stolica perfum str. 1

Grasse - światowa stolica perfum

Grasse - światowa stolica perfum


Grasse jest małym, prowansalskim miasteczkiem, które architektonicznie niczym szczególnym się nie wyróżnia. Ma jednak inną wartość. Uważane jest za światową stolicę perfum. I jeśli nawet nie każdy się z tym stwierdzeniem zgadza, miejsce to na pewno można okrzyknąć największą na świecie fabryką naturalnych zapachów.


Grasse otoczone jest wzgórzami. Na ich południowych stokach już od średniowiecza uprawiano zioła. Zarówno te lecznicze, przyprawowe, nalewkowe, jak i zwykłe, zapachowe. Zioła z natury wymagają gleb dość suchych i przepuszczalnych. W przeciwnym razie będą co prawda urodziwe, ale zapach nie zwali nas z nóg, gdyż jego intensywność będzie zbyt mała. Prowansja jest wręcz idealnym regionem do produkcji ziół, a sztandarowym jej ziołem jest oczywiście lawenda, która niczym godło narodowe pojawia się wszędzie, gdzie budzi się nacjonalizm regionalny.

Lawendowy raj

Lawendę znajdziemy jako aplikację na ubraniach, jako magnesy na lodówkę, w szyldach sklepów, restauracji i kawiarni, jako detale zdobnicze w kościołach i pałacach, a nawet jako graffiti na dworcach kolejowych. W związku z tym, że klimat i warunki glebowe południowej Francji idealnie nadają się do produkcji aromatycznych ziół, Grasse jako główne miasto regionu wyrosło na światową stolicę zapachu. Moda na ładny aromat rozpoczęła się w XVI wieku, kiedy to Katarzyna Medycejska wprowadziła wymóg używania perfumowanych rękawiczek. Od tego czasu wszystkie skórzane rzeczy zamiast cuchnąć skórą i substancjami garbarskimi, miały pachnieć wonią kwiatów. Z tego względu miasteczko Grasse, które było ówczesnym ośrodkiem garbarskim, zaczęło inwestować w zapachy, a tych w regionie było pod dostatkiem. Pod koniec XVIII wieku zarabianie na zapachowych olejkach roślinnych było już dużo bardziej popularne niż garbowanie skór, a wiele osób w regionie zaczęło specjalizować się wyłącznie w ich produkcji i utrwalaniu. Do dziś w Grasse znaleźć możemy wiele ulic, których nazwy nieodłącznie kojarzą się z zapachem. W centrum starego miasta znajdziemy plac Ziołowy, gdzie w dawnych czasach wystawiano świeże i suszone zioła na sprzedaż. Zresztą placyków w Grasse jest całe mnóstwo, a każdy z nich specjalizował się w handlu innymi produktami. Plac aux Aires kiedyś był miejscem handlu i czyszczenia skór, a zapach mu towarzyszący nie należał do najpiękniejszych w mieście. Dziś każdego ranka plac opanowują drobni sprzedawcy i producenci artykułów spożywczych, a ich stragany pełne są aromatycznych serów, wędlin, miodów, konfitur, egzotycznych przypraw i kwiatów (żywych lub suszonych). Będąc na placu lub głównej ulicy miasta Droite, warto też skosztować fougassette – drożdżowego ciasta, przypominającego spłaszczony chlebek, pachnącego kwiatem pomarańczy. 

Bezcenne mazidła

W mieście znajduje się gigantyczne Międzynarodowe Muzeum Perfum, a jest ono zaprojektowane tak, aby w jak największym stopniu pobudzić nasz zmysł zapachu. Znajduje się w nim komora zapachowa, w której panuje całkowity mrok. Gdy do niej wejdziemy, zdani jesteśmy wyłącznie na swój dotyk oraz umiejętność rozpoznawania i kojarzenia woni. Dotykając i wąchając eksponaty, czasami dość trudno rozpoznać gałąź kadzidłowca, korę cynamonu, laskę wanilii czy liście laurowe. W innej sali zapach połączono z obrazem i dźwiękiem. Na dwóch dużych ekranach gościom serwuje się zdjęcia i muzykę, a zapach, który akurat panuje w pomieszczeniu, jest bardzo ulotny. Po chwili na ekranach pojawia się duże zdjęcie przedstawiające ten sam zapach połączony z obrazem. To proste doświadczenia uzmysławia, jak działa mechanizm rozpoznawania aromatów w naszym mózgu. Wśród eksponatów gablotowych znajdziemy flakony i przedmioty do przechowywania mazideł zapachowych, wykonane z alabastru, kości słoniowej, srebra, fajansu i szkła. Do najwspanialszych należy mahoniowa szkatułka z przyborami toaletowymi Marii Antoniny z 1791 roku.

Kariera filmowa 

Będąc w strefie staromiejskiej, warto zwrócić uwagę na plac, który nie ma nic wspólnego z przyjemnymi zapachami, czyli plac Rybny. To tutaj nagrywano sceny do filmu „Pachnidło”, opartego na powieści Patricka Süskinda. Grasse idealnie wcieliło się w rolę XVIII‑wiecznego Paryża. W tym miejscu powstały też filmowe sceny finałowe, które przedstawiały też samo miasto. Wśród smrodu rozkładających się rybich wnętrzności na świat przychodzi człowiek, obdarzony przez naturę ponadprzeciętnym węchem. Człowiek, który jest w stanie stworzyć najwspanialszy zapach świata. Dążenie do odkrycia idealnego aromatu jest dla niego jedynym celem w życiu. Chcąc uzyskać najwspanialszą woń, ściąga zapachy z kobiet, po czym łączy je z innymi woniami. Niestety, perfekcjonista niesie za sobą śmierć. Gdziekolwiek się pojawia, giną ludzie, a sam, chcąc pozyskać najwspanialsze kobiece wonie, ucieka się do morderstw. Efektem jego – jakby tej ekscytującej działalności nie nazwać – „pracy” jest zapach, który zniewala. Działa mocniej niż silniejszy narkotyk, wprowadzając wąchających w ekstazę. Powieść kończy się śmiercią bohatera, który zaaplikowawszy owe perfumy samemu sobie, dał się żywcem zjeść zwykłemu, spragnionemu piękna ludowi.

Woń na sprzedaż 

Właśnie takiego Grasse szukałem. Błądziłem wąskimi uliczkami, zaglądałem do okien i bram. Odwiedzałem placyki i podwórka. Dzisiejsze Grasse oczywiście układem urbanistycznym i architekturą większości budynków przypomina to z powieści i filmu. Jednak woń, która towarzyszyła bohaterom, dziś spotykana jest jedynie w perfumeriach, a tych w mieście jest więcej niż sklepów spożywczych. Przemysł perfumeryjny nakręca koniunkturę w regionie. Całe rodziny zatrudnione są przy produkcji wszystkiego, co pięknie pachnie. Kupić można więc małe woreczki antymolowe z lawendą, które wiesza się w szafach, mydła marsylskie z aromatem lawendy, olejami i innymi ziołami, pachnące ubrania, kremy, mazidła, a nawet zwykłą aromatyzowaną wazelinę.

Ambasador Fragonard

Można by pomyśleć, że najbardziej znaną osobą mieszkającą w Grasse, będzie któryś z licznych producentów perfum. Jednak prawdziwym ambasadorem miasteczka jest malarz – Jean‑Honoré Fragonard, żyjący w latach 1732–1806. Artysta jest na tyle rozpoznawalną marką Grasse, że jedna z ważniejszych perfumerii przyjęła swoją nazwę właśnie od nazwiska malarza. Dlatego widząc we Francji perfumerie Fragonard, nie możemy bezpośrednio łączyć ich nazwy z nazwiskiem artysty. Jest to tylko dobry ruch marketingowy. Podobne działania marketingowe mamy także w Polsce, gdzie nazwiskiem kompozytora czy króla nazwano wysokoprocentowe napoje alkoholowe. W odróżnieniu od marek polskich, owa perfumeria, sygnująca się nazwiskiem malarza, z całą pieczołowitością pokazuje jego dorobek artystyczny w przejrzystym – i co najważniejsze – bezpłatnym „Muzeum Fragonarda. Kolekcji Hélène i Jean‑François Costa” w Grasse. Pośród wielu dzieł sztuki szczególną uwagę zwraca obraz zatytułowany „Dziewczyna uwalniająca ptaka z klatki”. Jest on kwintesencją twórczości malarza, a zalicza się go do schyłkowej fazy rokoko. Twórczość Fragonarda kojarzy się z frywolnością, libertynizmem, zabawą oraz zalotami w bajecznych ogrodach i pałacowych wnętrzach. Obrazy Fragonarda często są zabarwione erotyzmem, jednak autor dyskretnie i ze smakiem zagląda za kulisy miłości, próbując uchwycić atmosferę intymności. Główną rolę w jego dziełach odgrywają kobiety, pięknie ubrane damy, czasem przebrane za pasterki. Emanuje z nich wewnętrzne ciepło, czar i obietnica miłości będącej czymś więcej niż tylko powierzchownym kaprysem.

Arabska noc

Spacerując ciasnymi uliczkami Grasse, możemy mieć wrażenie, że od czasów średniowiecza niewiele się tu zmieniło. W rzeczy samej wiele budynków, które stoją w bocznych ulicach czy w drugiej linii zabudowy, pamięta XV wiek. Z kolei inne tylko z zewnątrz zmieniły wygląd, wewnątrz pozostając kamienno-ceglanymi. Z nastaniem wieczora Grasse pustoszeje. Większość kawiarni i perfumerii jest zamykana, a kwiaciarki z górnego rynku pakują rośliny na wózki. Wówczas Grasse ukazuje zupełnie inną twarz – jakże niespodziewaną. Okazuje się, że część staromiejska zamieszkiwana jest prawie wyłącznie przez ludność arabskojęzyczną. Wszystkie placyki okupowane są przez mężczyzn w średnim wieku, którzy najwyraźniej w taki sposób spędzają wolny czas. W pewnym momencie, na placu Ziołowym, głównym placu miasta, i przyległych do niego uliczkach nie spotkałem ani jednej osoby o typowo europejskich rysach twarzy. Mało tego! Nie było też ani jednej kobiety. Uśmiechnięci, czarnoocy mężczyźni bez pośpiechu popijali aromatyczną, gęstą jak smoła, przygotowywaną w tygielkach kawę z kardamonem. Zapach jej świeżo zmielonych ziaren idealnie komponował się z aromatami fajek wodnych. Niespodziewanie i bardzo miło, jak na stolicę perfum przystało, Grasse pożegnało mnie zapachem.




Autor: dr inż. Radosław Kożuszek