OGRODY

STRONA GŁÓWNA  /  OGRODY  /  ZIELONE TRENDY  /  Kreacje z Chelsea Flower Show str. 1

Kreacje z Chelsea Flower Show

Kwietne kreacje z Chelsea Flower Show

Fot. Pracownia Sztuki Ogrodowej


Czy długa zima i brak słońca mogły przeszkodzić w tegorocznej wystawie Chelsea Flower Show? Nie, wręcz przeciwnie. Dzięki temu, że wysyp kwiatów był dosyć skąpy, projektanci musieli je czymś zastąpić. A nie od dziś wiadomo, że stres i brak czasu wzmagają kreatywność.


Tegoroczna zima dała się we znaki nie tylko miłośnikom roślin w Polsce. Również wystawcy na Chelsea Flower Show boleśnie odczuli jej srogi chłód i brak cieplejszych uczuć ze strony wiosny. Niestety, ze względu na niskie temperatury, deszcze i brak słońca, ogrody pokazowe nie obfitowały w rośliny kwitnące. Jak przyznają sami wystawcy, brak kwiatów sprawił, że w ostatnim momencie uległ zmianom dobór roślin.

Orliki, geranium i kocimiętka

W związku z tym, w co drugim ogródku mogliśmy podziwiać na przykład orliki. Osobiście bardzo lubię te rośliny, więc miło było popatrzeć na różne kolory, formy i wysokości tych łatwych w uprawie bylin. Myślę, że dzięki nieplanowanej promocji, orliki mają szansę znów stać się modne. Oprócz tych kolorowych delikatnych kwiatów, często powtarzającymi się roślinami były różne odmiany: geranium, funkii, serduszki, kocimiętki, szałwii i innych dosyć popularnych, a przede wszystkim łatwych w uprawie roślin.

Przy nietypowym doborze roślin zupełnie nie zaskoczył sposób kompozycji. W tym roku Chelsea Flower Show to wciąż utrzymujący się trend gęstych, mieszanych, bardzo „miękkich” i zwiewnych nasadzeń bylinowych, wzbogaconych towarzystwem krzewów liściastych. Ich doskonałym uzupełnieniem stały się rośliny zimozielone, które przybrały postać żywopłotów, fantazyjnie strzyżonych topiar i kul oraz pojedynczych soliterów. Niegasnącymi od kilku sezonów gwiazdami wśród rośliny strzyżonych, ze względu na łatwość formowania, pozostają też cisy oraz bukszpany.

Sprawdzone układy

Niezmiennie popularne są również formy strzyżone drzew, zwłaszcza półpełne szpalery. Można je było podziwiać w ogrodzie „The Laurent-Pierrier Bicentenary Garden”, projektu Arne Maynard. Wspaniały szpaler z czerwonolistnego buku stanowił jego główną ozdobę. W ostatnich dwóch, trzech sezonach projektanci nieco częściej sięgali po rozwiązania historyczne. W tym roku na scenie Chelsea pojawiły się one pod postacią świeczników, kordonów i sznurów drzew owocowych. Bardzo popularne były także wielopniowe formy wysokich krzewów, a w szczególności derenia jadalnego oraz – z dumą przyznam, często przeze mnie proponowanej – świdośliwy kanadyjskiej.

Całkiem świeża iluminacja

Z materiałów budowlanych najczęściej pojawiało się drewno, stosowane w wielu gatunkach, a także kamień, beton, tworzywa sztuczne oraz szkło. Zupełną nowością było zastosowanie multimediów w postaci ekranów LED oraz rzutników. Wprowadzały one do kompozycji ogrodowych ciekawy element ruchu i światła. W ogrodzie „Rooftop Workplace of Tomorrow” ekran stanowił jedną z części ogrodzenia. Na tej nietypowej przesłonie wyświetlano przeróżne, zmieniające się obrazy, które niczym fototapeta stawały się tłem dla proponowanej przez projektanta kompozycji.

W głośnym i niezwykle kolorowym ogrodzie „Glamourlands: a Techno-Folly” mrugające małe ekrany LED zamieniały ogrodowe wnętrze w dyskotekowy parkiet, wprowadzając do niego optymistyczny nastrój. Zupełnie inaczej zastosowali multimedia twórcy jednego z moich ulubionych projektów: „Rainbows Children’s Chospice Garden”. Ten bardzo prosty ogródek, otoczony mlecznym półprzejrzystym ogrodzeniem, wyposażony został w rzutnik, który na jednym z parawanów wyświetlał kolorowe plamy, latające motyle oraz zarysy postaci.

Pomysły małe i duże

Oczywiście, w każdym ogrodzie przedstawianym na wystawie Chelsea Flower Show można znaleźć jakieś ciekawe rozwiązanie, czy to architektoniczne, czy kompozycyjne. Jedne podobały się zwiedzającym bardziej, inne mniej. Prawdę mówiąc, wybierając się na tego typu wystawę, nigdy nie szukam „ładnych ogródków”. Tych w Wielkiej Brytanii jest naprawdę dużo. Są to realizacje z olbrzymimi topiarami, z kolorowymi rabatami bylinowymi, z tradycyjną architekturą... A ja rozglądam się za czymś nowym. Czasami nawet dziwne na pierwszy rzut oka projekty, które niby nie są do wykorzystania, mogą „sprzedać” odwiedzającym jakiś pomysł.

W murowanej piwnicy...

Z tego powodu spodobał mi się „The M&G Garden”, zaprojektowany przez Andy’ego Surgeona. Za co go polubiłam? Za prostotę układu, ciekawy dobór roślin i nieskomplikowany sposób nasadzeń. Najciekawszymi elementami projektu okazały się jednak mury i zachwycająca koronkowa instalacja z miedzi, która pojawiła się zarówno w zbiorniku wodnym, jak i na rabatach. Ogród otoczono wysokim odgrodzeniem, z którego fragment stanowił otynkowany mur w kolorze kawowym. Barwa ta stała się doskonałym tłem dla cieni, rzucanych przez zwiewne byliny i krzewy. Część murów w ogrodzie stanowiła ogrodzenie, pozostałe wydzielały wąski korytarz, tworząc oryginalną ramę widokową. Mury te pokryto kamiennymi płytami, a następnie wykonano w nich głębokie okrągłe otwory, porozrzucane artystycznie w różnych miejscach. Projektant swym ogrodem chciał nawiązać do XIX-wiecznego ruchu odrodzenia sztuki i rzemiosła Art & Crafts.

Z drewnem na czele

Godny uwagi był również „Homebase Teenage Cancer Trust Garden”, zaprojektowany przez Joe’go Swifta. Główną rolę grała w nim mała architektura. Wysokie ścienne konstrukcje, a także ławeczki i rzeźby wykonane zostały z drewna. Charakterystycznym dodatkiem był kanał wodny, który powstał z rdzewiejącej stali. Pozostałe elementy wodne i ścieżki to zasługa pociętych na plastry brył piaskowca. Cała kompozycja roślinna była utrzymana w ciepłych kolorach pomarańczy i soczystej zieleni. Doskonałym akcentem stały się też wiśnie ozdobne z łuszczącą się, miedzianą korą.




Autor: Agnieszka Hubeny-Żukowska, fot. Pracownia Sztuki Ogrodowej