OGRODY

STRONA GŁÓWNA  /  OGRODY  /  ZIELONE TRENDY  /  Malowniczy ogród nad rzeką Avon str. 1

Malowniczy ogród nad rzeką Avon

Odkrycie nad rzeką Avon

Fot. Pracownia Sztuki Ogrodowej


Dom spoczywa nad samym brzegiem rzeki, okalającej całą posiadłość niczym fosa. Wewnątrz tej naturalnej bariery znajdują się ogrody, a na zewnątrz niej ścielą się malownicze łąki z pasącymi się owcami.


Dla miłośnika ogrodów podróż po Wielkiej Brytanii to wielka przyjemność. Oczywiście zawsze planuję sobie trasę, korzystając z przewodników i internetu. Jednak Anglia jest tak bogata w piękne ogrody, że właściwie za każdym skrzyżowaniem kryje się jakaś perełka. W drodze do celów mej podróży zazwyczaj udaje mi się znaleźć jedną lub dwie dodatkowe realizacje. Często są one otwarte tylko kilka dni w roku, mają niewielkie rozmiary, należą do osób prywatnych i... nie można ich znaleźć na żadnej mapie. Takie rzeczy zdarzają się tylko na Wyspach Brytyjskich! Jak to możliwe? W niektórych małych ogrodach zamiast kas biletowych na furcie wisi puszka – skarbonka z prośbą o uiszczenie zapłaty za wstęp, a wokół nie ma ani jednej osoby, którą można byłoby zapytać o to, gdzie dokładnie przebywamy. Takich zielonych perełek udało mi się w czasie moich wypraw znaleźć kilka, a jedną z nich jest ogródek w Walii. Jego nazwy nigdy nie udało mi się poznać, a miejsca zlokalizować w żadnym przewodniku. Tym razem jednak nie będę opowiadać o nim, a o innym tajemniczym ogrodzie, którego historię udało mi się przez przypadek poznać trzy lata po złożonej wizycie.

Dzieło Harolda

To bardzo ciekawy, malowniczy ogród przylegający do Heale House, leżącego niedaleko Salisbury nad rzeką Avon. Sama historia domu jest dość bogata, nie ze względu na sławne nazwiska, a przez zmianę gospodarzy. Większość brytyjskich posiadłości szczyci się tym, iż przebywają w rękach jednej rodziny przez setki lat. Heale House zmieniał swych właścicieli jak przysłowiowe rękawiczki. Na początku swej historii, czyli w XVI w. dwukrotnie przechodził z rąk do rąk jako prezent ślubny. Dalsze losy nie były już tak romantyczne, posiadłość została sprzedana czterokrotnie, w tym raz w celu pokrycia długów swoich gospodarzy. W roku 1835 dom został zniszczony przez pożar, który uszczuplił jego rozmiar aż o dwie trzecie. Historia ma jednak dobre zakończenie. W roku 1894 całą posiadłość kupił Hon Louys Greville, który zatroszczył się zarówno o odbudowę domu, jak i upiększenie otaczającego go ogrodu. Do tego celu zatrudnił nawet projektanta, który ochoczo zabrał się do pracy. Choć Harold Peto zaprojektował ogród z dużą pieczołowitością, jego plany nie zostały w całości zrealizowane. Zmieniono dobór roślin, pozostawiając natomiast charakterystyczną dla Peto włoską architekturę w postaci tarasu oraz formalny ogród przy domu. Obecnie posiadłością zajmuje się Frances Rasch, będąca synową Lady Anne, która przez ponad 40 lat opiekowała się tym cudownym miejscem.

Natura i wilgoć

Swą podróż po Heale House rozpoczęłam od części ogrodu odsuniętych najdalej od domu. Otaczająca posiadłość rzeka meandruje w tym miejscu kilkoma korytami niczym górskie potoki. Wyspy połączone są ze sobą niewielkimi mostkami, tworząc istny labirynt ścieżek. Naturalna roślinność urozmaicona została pięknymi pierwiosnkami i innymi roślinami, dobrze tolerującymi ciągłą wilgoć. Bliżej zabudowy, która po pewnym czasie ukazuje się w formie majaczącego wśród drzew dachu dworu, strumienie wody stają się szersze, a roślinność bardziej ozdobna. Królują w tym miejscu olbrzymie gunnery, tarczownice, rodgersje i dość niespodziewane klony japońskie. Klony nie są jednak w tym ogrodzie jedynym orientalnym akcentem. Tuż za zakrętem wita nas czerwony, łukowato wygięty most, a zaraz za nim replika pawilonu herbacianego. Ta piękna budowla powstała na początku XX w. za czasów Louysa Grevillea, który przez pewien czas mieszkał i pracował w Tokyo.

Tajemniczy tunel

Ogród japoński wygląda przepięknie, ale dalej też czekają nas nie lada atrakcje. Przechodząc przez most, którym zawładnęła biała glicynia, trafiamy do kolejnego wnętrza ogrodowego. Jest nim ogród warzywny, który może poszczycić się nie tylko przepięknymi konstrukcjami z drewna, ale także cudownym tunelem z drzew owocowych. Elementy te zostały dodane przez obecnych właścicieli. Jabłonie i grusze tworzą nadzwyczajny korytarz, w którego cieniu kryją się różnokolorowe funkie, zawilce oraz zielone paprocie. Na jego końcu właścicielka umieściła niewielki wypełniony liliami zbiorniczek wodny. Wokół niego niczym przybrzeżna straż stoją cztery olbrzymie, bukszpanowe kule. Ogród warzywny otoczony jest z trzech stron wysokim murem z kamienia i cegły, z czwartej strony zaś jego granicę stanowi pergola.

W pełnym słońcu

Dalej ogród zupełnie zmienia swój charakter: staje się bardziej formalny, otwarty i nasłoneczniony. Wokół kamiennych tarasów posadzone zostały krzewy róż oraz pachnące lawendy i kocimiętki. Ściany budynku przyozdobiono glicynią, powojnikiem, różą oraz magnolią wielkokwiatową. Od strony elewacji frontowej pojawiają się też geometryczne kwietniki, strzyżone żywopłoty i cisowe topiary. Przestrzeń urozmaicają rozstawione tu i ówdzie drewniane i kamienne ławeczki, na których można przysiąść, wystawić twarz do słońca, wsłuchiwać się w szmer wody i śpiew ptaków.

Podróż w czasie

Cały ogród robi niesamowite wrażenie. Mnie najbardziej uwiódł ogród japoński oraz łaciate owieczki pasące się nad brzegiem rzeki. Nie jest to miejsce odwiedzane przez tłumy, dzięki czemu można wędrować po nim własnym tempem. Ten ogród łatwo jest usłyszeć, powąchać i dotknąć. Jednym słowem poczuć go wszystkimi zmysłami. Z żalem żegnałam się z tym zakątkiem, w którym czas nie stanął może w miejscu, ale zwolnił na tyle, aby wszyscy odwiedzający go goście, poczuli się przeniesieni do odległych epok.




Autor: Agnieszka Hubeny-Żukowska