OGRODY

STRONA GŁÓWNA  /  OGRODY  /  ZIELONE TRENDY  /  Ogród pełen labiryntów str. 1

Ogród pełen labiryntów

Ogród pełen labiryntów


VI Markiz Bath jedną z atrakcji swojego ogrodu uczynił safari. Jego następca, Alexander Thynn afrykańską impresję otoczył gęstym labiryntem, tworząc ujmujący ogród krajobrazowy.


Moja kolejna wyprawa po angielskich ogrodach zakończyła się nie tylko sukcesem, ale i wspaniałą zabawą. Odwiedzając kolejne punkty na mapie, nie kierowałam się atrakcyjnością realizacji pod względem kompozycji, położenia, wykorzystanych roślin czy stylu... Wybór ograniczyłam do faktu, czy dany ogród posiada labirynt.

Zabawne zawijasy

Podczas tygodniowego pobytu w Wielkiej Brytanii zwiedziłam kilkanaście ogrodów, które mogły poszczycić się wspaniałymi labiryntami. Wycieczka monotematyczna, nudna? Nic bardziej mylnego! Jednym z ogrodów, który mogę polecić nie tylko miłośnikom roślin, ale również osobom lubiącym zabawę na świeżym powietrzu, a zwłaszcza rodzinom z dziećmi, jest Longleat House. To olbrzymia posiadłość (360 ha), leżąca w południowej Anglii w hrabstwie Wiltshire, w pobliżu miasta Warminster. Od 1541 r. należy do potomków Sir Johna Thynna, który kupił własność ziemską będącą wcześniej klasztorem augustianów. Przebudował ją w 1567 r. Od tamtej pory w samym budynku i w jego otoczeniu zaszło wiele zmian.

Podróż tuż za oknem

Niegdyś pałac okolony był elżbietańskimi, formalnymi ogrodami, rozciągającymi się niemal po horyzont. W dalekich czasach przyroda odbierana była jako zła i niebezpieczna, dlatego zapora stworzona z ogrodu, w którym wyraźnie było widać rękę człowieka-ogrodnika, stanowiła pewnego rodzaju barierę bezpieczeństwa dla wytwornych dam i ich świt. W XIX w. zaczęto do przyrody podchodzić inaczej. Romantyczni poeci pisali o pięknie natury, zaczęła się era krajoznawczych podróży do najdzikszych zakątków Walii i Szkocji. Po co jednak wyjeżdżać, skoro naturę można mieć tuż za oknem? Wielcy architekci, tacy jak panowie Capability Brown oraz Humphry Repton, dokonali niesamowitych zmian, w całej Europie projektując ogrody krajobrazowe, które przedstawiały „ulepszoną naturę”. Te zmiany dotyczyły również Longleat House.

Safari i labirynty

Żyjący w XVIII w. I Markiz Bath Thomas Thynne zatrudnił architekta Capability Browna. Wtedy to pożegnano się z ogrodami formalnymi, a ich miejsce zajął park krajobrazowy z malowniczymi drogami dojazdowymi, które oglądać można do dziś.

Z biegiem lat nadeszły kolejne zmiany. Rodzina Thynn, niezwykle płodna, jeżeli chodzi o pomysły, zawsze dbała o swoje ziemie. Jednak kiedy VI Markiz Bath musiał ratować posiadłość przed bankructwem, odważył się nie tylko udostępnić pałac zwiedzającym, ale wpadł też na inny, szalony jak na tamte czasy pomysł. W 1966 r. otworzył w Longleat safari – pierwsze tego typu poza Afryką. Safari ciągle funkcjonuje i cieszy się olbrzymim powodzeniem. Z kolei VII Markiz Bath, Alexander Thynn, słynie z zamiłowania do labiryntów. W samym Longleat powstało ich aż pięć, nie licząc kilku innych wymalowanych na nawierzchniach placów. Znajdziemy tu labirynt luster zaprojektowany przez Adriana Fishera, który choć nieduży, wywołuje sporo wrażeń. Labirynt Miłości w stylu renesansowego ogrodu różanego – dzieło Grahama Burgessa oraz labirynt Słońce i Księżyc stworzony z niskich żywopłotów bukszpanowych przez Randolla Coate’a. Labirynt różany jest dosyć młody i wymaga jeszcze kilku lat, żeby jego ściany stały się bardziej zwarte, natomiast Słońce i Księżyc należy oglądać z piętra pałacu.

 

Tu rządzą cisy

W ogrodzie jest jeszcze jeden labirynt, który został zaprojektowany przez Grega Brighta. Wykonano go z wysokich na dwa metry żywopłotów cisowych. Uważam go za jeden z cudów sztuki ogrodniczej. Powstał w 1975 r. i jeszcze kilka lat temu mógł szczycić się niebanalnym mianem najdłuższego labiryntu na świecie. Stworzony został z 16.000 krzewów cisu i pokrywa powierzchnię około 6.000 m². Całkowita długość ścieżek to około 2,7 km, a średni czas przejścia labiryntu zajmuje 90 minut (licząc w tym liczne zagubienia).

Labirynt istnieje od ponad 35 lat, więc zwartość żywopłotów tworzących jednocześnie jego ściany oraz wspaniały wzór, który można podziwiać z centralnej wieży, są idealne. Dzieło to uważane jest za wzór 3D, ponieważ oprócz atrakcji w poziomie, czekają nas również niesamowite przeżycia podczas pokonywania sześciu mostków, które niczym tylne furtki, małe oszustwa, przenoszą nas nad dwoma lub trzema liniami ścieżek.

Spekulacje podróżników

Właśnie na tych mostkach odpoczywają również „spekulanci”, którzy wskazując sobie palcami optymalne kierunki marszu, planują dalszą drogę. Te planowania oczywiście w niczym nie pomagają, bo schodząc pomiędzy wysokie ściany żywopłotów i klucząc jego skomplikowanym wzorem, już po kilkudziesięciu metrach traci się zupełnie orientację. W zabawie tej z równym zainteresowaniem biorą udział dzieci i dorośli, którzy wspólnie próbują odnaleźć właściwą drogę. A to nie jest takie proste. Planując przejście z mostku nr 1 na mostek nr 2, nagle trafiamy na mostek nr 4! Turyści z Chin opracowali jeszcze inną metodę. Jedna osoba stoi na mostku i krzyczy, w którą stronę mają skręcić pozostali. To również nie przyniosło skutku. Jednak jedyną metodą na szczęśliwe opuszczenie labiryntu jest po prostu... zgubienie się w nim. Nagrodą jest dwupiętrowa wieża usytuowana w samym środku zielonego wzoru. Rozciąga się z niej niezapomniany widok na całe założenie. Ujrzymy z niej też rzesze błądzących wśród cisowych ścian turystów, więc z niesłychaną wprost satysfakcją można zejść schodami w dół i boczną furtką... wydostać się na zewnątrz.

Inny wymiar rzeczywistości

Wędrówka w labiryncie to przeniesienie się w zupełnie inny wymiar rzeczywistości. Jest niczym czarna dziura, która fascynuje, wciąga i, co najdziwniejsze, wcale nie przeraża. Najsilniejsza jest chęć dotarcia do celu, wszystko inne po prostu umyka. Labirynt nie dość, że gwarantuje wspaniałą zabawę, to jeszcze sam w sobie jest po prostu dziełem sztuki wypełnionym licznymi zygzakami, falami i ślimakami.

Teren przy Longleat House obfituje w atrakcje dla całej rodziny. Oprócz historycznego pałacu, safari i labiryntów, angielska arystokracja, idąc z duchem czasu, zadbała o park przygody, jaskinię nietoperzy, minizoo, karuzele, lody i oczywiście różową watę cukrową.




Autor: Agnieszka Hubeny-Żukowska