OGRODY

STRONA GŁÓWNA  /  OGRODY  /  ZIELONE TRENDY  /  Ogród ukołysany wiatrem str. 1

Ogród ukołysany wiatrem

Ogród ukołysany wiatrem


Dla niektórych ogród to tylko ozdoba – broszka misternie zdobiąca posiadłość. Inni żyją jego rytmem. Staje się ich pasją, obsesją i najważniejszym zadaniem do wykonania.


Ten ogród powstawał od dawna. Najpierw był marzeniem, pielęgnowanym i kształtowanym przez długie lata, w umyśle właściciela. Potem stał się pomysłem, który jednak nigdy nie został do końca dookreślony. I tak zostało do dzisiaj – główną cechą tego ogrodu jest bowiem ciągła zmiana.

Tu był początek

Inspiracją dla ogrodu, przylegającego do domu położonego pod Warszawą, były dawne ogrody atrialne, dziedzińcowe.

— Ten typ architektury ogrodowej fascynował mnie od dawna —mówi Bartosz Dankiewicz, właściciel i projektant ogrodu. — To rodzaj ogrodu wewnętrznego, który stanowi mikropoczątek. Tworzy wewnętrzny pokój ogrodowy, który z każdej strony osłonięty jest ścianami, dającymi schronienie przed okiem sąsiadów, a jednocześnie nieograniczoną możliwość bliskiego obcowania z przyrodą.

Koncepcja ogrodu dziedzińcowego wyłania się już z układu budynków rezydencji – dwie bryły obiektu zostały scalone łącznikiem, tworząc tym samym dziedziniec, czyli najważniejszą część ogrodu.

— Napawa mnie ona ogromną dumą, bo wygląda już prawie tak, jak sobie wymarzyłem — mówi właściciel.

Dziedziniec został obsadzony winnikiem tojadowatym, rośliną o bardzo delikatnych listkach, podobnych do klonu japońskiego.

— Winnik świetnie się rozrasta, wspina po podporach, łącząc ze sobą obie bryły budynku. Jego bujny rozwój bardzo mnie cieszy, gdyż według dostępnej wiedzy, nie powinien dobrze się czuć w polskich warunkach klimatycznych — dodaje.

Dzięki roślinom oplatającym mury domu, odnosi się wrażenie, że zieleń spaja się z rezydencją. Oprócz dziedzińca, panu Bartoszowi udało się stworzyć, również charakterystyczny dla ogrodów dziedzińcowych, podcień. To miejsce niezwykle przydatne, które daje możliwość jednoczesnego przebywania w chłodzie i obserwowania ogrodu skąpanego w słońcu.

Piękno traw

Właściciel lubi eksperymentować. Swój ogród traktuje jako jedno wielkie pole testowe, na którym najwięcej „doświadczeń” spotyka strefę z ozdobnymi trawami. Zostały one posadzone w pasach, aby w razie nieprawidłowego wzrostu lub gdyby okazało się, że nie pasują do ogólnej koncepcji, mogły zostać przesadzone.

Z czasem trawy pokazały całą swą urodę, mimo że warunki niezbyt im sprzyjały. Stale uwodzą oko swojego właściciela prostotą. Z gracją poddają się pieszczotom wiatru, a przede wszystkim wciąż przywodzą na myśl zapach łąki i rozgrzanych w zachodzącym słońcu źdźbeł.

Zimne kolory

Trudno w tym ogrodzie znaleźć gorące czerwienie czy pogodne żółcie. Jego projektant postawił na rośliny o zimnych barwach, z których stworzył rabaty w kolorach błękitnym i szarym.

— Biały, błękit, fiolet to moje ulubione kolory — tłumaczy swój zamysł.

Stworzenie jednobarwnej kompozycji, wbrew pozorom, nie jest przedsięwzięciem prostym. Dodatkowym utrudnieniem w tym przypadku było wykorzystanie kwitnących bylin, których rozwój jest praktycznie nieprzewidywalny.

— Wystarczy, że jedna roślina się nie przyjmie, a inna nadmiernie rozrośnie. I cała kompozycja wymaga ponownej pracy — mówi pan Bartosz. — Ciągle pracuję nad tym, aby uzyskać pożądany efekt. Stworzenie kompozycji, w której, oprócz kwitnących bylin, nie ma żadnych innych kwiatów, jest w tym ogrodzie jednym z największych wyzwań.

Granica z czerwieni

Oprócz rabat, utrzymanych w kolorach szarym i błękitnym, bardzo ważnym elementem ogrodu jest fragment czerwonego muru. Co ciekawe, stanowi on nie tylko jego ozdobę, ale też spełnia istotną funkcję kompozycyjną. Mur jest granicą między ogrodem a otaczającym go krajobrazem, którego najbardziej wyrazistym elementem jest zabytkowy park, otoczony murem z palonej cegły. Zdaniem pana Bartosza, brak kompatybilności między ogrodami przydomowymi a otoczeniem zewnętrznym to największa bolączka współczesnej architektury krajobrazu. W tym przypadku udało się nie tylko uniknąć tego problemu, ale też wykorzystać obecność atrakcyjnego sąsiedztwa.

Leśny zakątek

Szczególne miejsce w ogrodzie zostało przyznane sośnie bośniackiej, która jest zalążkiem, mającego powstać w przyszłości zakątka leśnego.

— Fragment lasu w ogrodzie to prawdziwy rarytas. Aby go założyć, tak naprawdę wystarczy posadzić kilka leśnych gatunków. Resztę zrobi za nas natura — mówi Bartosz Dankiewicz.

Obecnie przeprowadza on w swym ogrodzie mały eksperyment. Chce wyhodować w nim jadalne grzyby. Przedsięwzięcie ma duże szanse powodzenia, zwłaszcza jeśli glebę pozostawi się naturalnie kwaśną oraz posadzi odpowiednie gatunki leśnych drzew.

Cztery łapy

Wydawać by się mogło, że dla takiego perfekcjonisty i pasjonata, jak pan Bartosz, niedopuszczalną myślą byłoby wpuszczenie do ogrodu psa. Tymczasem czworonożny przyjaciel, zamieszkujący mazowiecką posiadłość, jest idealnym elementem wypielęgnowanego ogrodu.

— Dostałem go od klientów. Miałem dużo szczęścia, bo decydując się na psa, nie zastanawiałem się nad tym, jakich szkód może dokonać w ogrodzie. Okazało się, że owczarki collie to niezwykle łagodne i delikatne stworzenia — opowiada właściciel.

Ogród bez zwierząt wydaje się pusty, ale też niekoniecznie muszą wypełniać go zwierzęta udomowione. Wielu właścicieli ma nadzieję, że ich mały zakątek będą regularnie odwiedzać ptaki.

— Muszę przyznać, że w ogrodach coraz bardziej brakuje ptaków, a jeśli się pojawiają to niezwykle rzadko. Jest to związane z nadmiernym stosowaniem chemii, zwłaszcza do ochrony drzew owocowych. Jeśli zależy nam na tym, abyśmy mieli w ogrodzie ptasie towarzystwo, musimy zachować dyscyplinę i dbać o drzewa, bez udziału środków chemicznych — radzi pan Bartosz.

Zapach mięty

Choć wypoczynek nie jest domeną pana domu, to ma on w swoim ogrodzie miejsce, w którym uwielbia przebywać w wolnych chwilach. Jest to zakątek, w którym pachnie miętą. Jej zapach jest tak intensywny, że może przyprawić o ból głowy. Prawdopodobnie jest to spowodowane tym, że roślinka została przywieziona z Syrii. Towarzystwa dotrzymują jej bazylia, melisa i wiele innych ziół, które służą domownikom nie tylko do aromaterapii, ale też przyprawiania wonnych napojów i potraw. Chwile spędzone w ich otoczeniu są dla pana Bartosza najsłodszymi momentami wytchnienia – gdy leży na rozpostartym hamaku, do snu kołysze go wiatr, który pochodzi z ogrodu jego marzeń.




Autor: Agata Wołosik, fot. Linea