OGRODY

STRONA GŁÓWNA  /  OGRODY  /  ZIELONE TRENDY  /  Ogród wśród górskich szlaków str. 1

Ogród wśród górskich szlaków

Ogród wśród górskich szlaków


Pani Marzena, zabiegana i zajęta sprawami zawodowymi, uznała, że nadszedł czas na spełnienie pragnień. Od lat marzyła o domu na wsi, z rozległym, pachnącym azaliami i szumiącym sosnami ogrodem i z krystalicznym oczkiem wodnym.


Kozy to największa pod względem liczby ludności wieś w Polsce. Malowniczo położona u podnóża Beskidu Małego, na grzbiecie Hrobaczej Łąki (828 m n.p.m.), oprócz walorów krajobrazowych, może poszczycić się również interesującą historią. Osada została założona w XIII w. przez niemieckiego kolonistę Zygfryda. Początkowo dzieliła się na Kozy Dolne i Kozy Górne. Przez wieki pozostawała w rękach rodów szlacheckich, kolejno Korniców kalwińskich, Gierałtowskich i Russockich. W połowie XVII w. przypadła katolickiej rodzinie Rejów z Nagłowic, których znamienitym przodkiem był renesansowy poeta Mikołaj Rej.

Historia z kamieniem

W przeszłości, jako arena nieustających zmagań protestantów z katolikami, Kozy były świadkiem wielu drastycznych scen, m.in. spalono tu na stosie dwóch kalwińskich osadników. W drugiej połowie XIX stulecia rządy we wsi przejęli baronowie Czecz, którym Kozy zawdzięczają powstanie wielkiego kamieniołomu na północnym zboczu Hrobaczej Łąki. Kamieniołom, uruchomiony tuż przed wybuchem I wojny światowej, stał się źródłem miejscowej odmiany piaskowca, który znalazł zastosowanie przede wszystkim przy budowie okolicznych dróg. W pobliżu miejsca wydobycia surowca znajduje się urokliwe jeziorko.

Impresje ze spaceru

Nieco tajemniczy, piękny szlak, biegnący od kapliczki Matki Boskiej zwanej Panienką do terenu byłego kamieniołomu, zadecydował o dalszych losach pani Marzeny. Kiedy pewnego słonecznego, wrześniowego dnia spacerowała tu z mężem i dziećmi, urzeczona magią górskich widoków i wspaniałej roślinności, nie mogła już sobie wyobrazić dalszego życia w mieście. Choć z rodziną zamieszkiwali wygodny dom w Bielsku-Białej, niemal z dnia na dzień postanowili przenieść się do pobliskich Kóz, a miasto traktować głównie jako miejsce pracy. Właścicielka, energiczna bizneswoman, zazwyczaj zabiegana i zaabsorbowana sprawami zawodowymi, uznała, że nadszedł czas na spełnienie pragnień. Od wielu lat marzyła o domu na wsi, z rozległym, pachnącym azaliami i szumiącym sosnami ogrodem, najlepiej z krystalicznym oczkiem wodnym.

Dzikość oswojona

Zakup domu, z przylegającym do niego dużym, zaniedbanym terenem zieleni, załatwiono błyskawicznie. Nieco trudniejsze okazało się rozplanowanie samego ogrodu. Właścicielka chciała, aby okalająca dom strefa była niezwykła pod każdym względem. Ogród miał się wyróżniać nie tylko wielkością powierzchni, ale też przemyślaną kompozycją krzewów, drzew i kwiatów. Inwestorka początkowo miała problem ze znalezieniem osoby, która mogłaby podjąć się realizacji tego zadania i spełnić jej ogrodowe fantazje.

Nabyta wraz z domem działka wymagała bowiem sporego nakładu pracy, co oznaczało stworzenie ogrodu niemal od podstaw. Dzikie, pozbawione nadzoru i pielęgnacji zielone poletko nie przedstawiało się zbyt zachęcająco. Trzeba było wykazać się niezwykłą wyobraźnią, aby w tym zaniedbanym terenie ujrzeć piękno przyszłej realizacji.

Z odsieczą

Dzięki pomocy przyjaciół pani Marzenie udało się dotrzeć do ogrodnika z pobliskich Janowic, Mariusza Foldy. Projektant długo praktykował za granicą, m.in. w Australii, a także w Japonii, gdzie zgłębiał tajniki japońskiej sztuki ogrodniczej. I choć ogród w Kozach nie stanowi bynajmniej tego typu założenia, fascynację roślinami i sposobem kompozycji, charakterystycznymi dla Kraju Kwitnącej Wiśni, z pewnością można tu dostrzec.

Przede wszystkim udało się przywrócić porządek rozrastającej się w niekontrolowany sposób zieleni. Zasadzano trawy ozdobne i spore okazy drzew, m.in. sosny, oraz krzewy i kwiaty. Właścicielka chciała bowiem cieszyć się szumem rosłych drzew, nie czekając, aż z młodych sadzonek wyrosną dorodne okazy.

Rzeźbione w skale

Ważnymi elementami, budującymi atmosferę ogrodu, są utworzone formacje skalne. Ogromne głazy, kamienie o nieregularnych kształtach, a także drobniejsze kamyki – wszystkie z najpopularniejszego w okolicy piaskowca – zostały sprowadzone z pobliskiego kamieniołomu. Mariusz Folda utworzył z nich grupy skalniaków, które następnie obsadzono, uwielbianymi przez panią Marzenę, azaliami japońskimi oraz macierzanką i tawułą. Ze skał wycięto również płyty, z których powstały trasy spacerowe, wijące się pośród głównych części ogrodu. Projektantowi i inwestorce zależało na stworzeniu atrakcyjnych, bogatych w roślinność grup skalnych, przedzielonych spokojniejszymi, stonowanymi połaciami traw.

Równo przystrzyżonych, zielonych nawierzchni i otaczających je skalnych wysepek strzegą okazałe sosny, klony palmowe, świerki srebrne oraz cisy.

Spełnić marzenia

Naturalne położenie ogrodu, pośród zachwycających wzgórz Beskidu Małego, stanowi jego dodatkowy atut. Układ terenu, z wznoszącymi się na różnych wysokościach falującymi skałkami, doskonale wpisuje się w górski krajobraz. Sprawia, że nie można tu się nudzić. Zmęczeni spacerem po tej idyllicznej krainie, roziskrzonej tysiącami niepowtarzalnych barw, otulonej mieszaniną zapachów ziół i kwiatów, możemy położyć się na miękkim, stworzonym do wypoczynku posłaniu z traw. Albo, tak jak pani Marzena, iść wzdłuż bijącej pośród skał wodnej kaskady, spadającej do oczka wodnego, i usiąść na zdobiącej jego brzeg drewnianej ławeczce. Widok odbijających się w lazurowej tafli smukłych, nęcących swą urodą irysów z pewnością sprawi, że jeszcze przez długi czas ogród w Kozach pozostanie w naszej rozleniwionej błogością pamięci.




Autor: Eva Milczarek, fot. Radosław Wojnar



Dodaj komentarz