OGRODY

STRONA GŁÓWNA  /  OGRODY  /  ZIELONE TRENDY  /  Powrót do Edenu str. 1

Powrót do Edenu

Powrót do Edenu

Fot. Radek Wojnar


Czy to możliwe, żeby w sercu najbardziej skomercjalizowanej części Katmandu znajdował się ogród jak ze snów? Muszę to sprawdzić. Przechodzę przez bramę główną i... moim oczom ukazuje się widok, który zapiera dech w piersiach.


Katmandu, stolica Nepalu, to dla przybysza z Europy frapujące miasto, pulsujące wieloma energiami. Ocean ludzi wielu ras, gwar terkoczących motorów, nieznośny hałas stale używanych klaksonów, intensywne kolory, kadzidlane zapachy i wigor ulicznych bazarów, które nie zasypiają nawet po zmroku. Celem, do jakiego zmierza każdy nowo przybyły turysta, jest Thamel – dzielnica z największym skupiskiem wszelkiej maści hosteli i pensjonatów. Spacer po tej dzielnicy to prawdziwe wyzwanie. Trzeba stale manewrować pomiędzy niezliczonymi straganami, sklepami z lokalnym rękodziełem, budkami sprzedającymi odzież i sprzęt wysokogórski, wciąż słysząc przy głowie głos sprzedawców, gorliwie namawiających do zakupów.

Tajemnica za murem

Idąc Tridevi Marg, jedną z głównych prowadzących na Thamel arterii, w pewnym momencie mija się wysoki, jasny mur. Ponad nim wystrzela bujna zieleń drzew... Nieopodal znajduje się wejście, a zawieszona przy nim tabliczka z napisem „Garden of Dreams” rozbudza ciekawość. Czy to możliwe, żeby w centrum upstrzonej kiczowatymi kramami i namolnymi handlarzami dzielnicy Katmandu ukryty był rajski ogród? Ze smutkiem przechodzę obok skulonego, leżącego przy samym murze półnagiego żebraka. Niestety, nepalski raj nie otwiera swych podwoi dla wszystkich. Jego progi przekroczą tylko Ci „wybrańcy”, których stać na uiszczenie stosunkowo wysokiej jak na miejscowe realia opłaty.

Niespodzianek ciąg dalszy

Widok, który przedstawia się moim oczom tuż po wejściu, zapiera dech w piersiach. I już nie wiem... Czy ogród robi tak piorunujące wrażenie, bo jest efektowny sam w sobie, czy raczej doznałam „szoku termicznego” spowodowanego zbyt dużym – jak dla mnie – kontrastem: biedy zwykłego Nepalczyka z ostentacyjnością tego miejsca. W obrębie murów, inaczej niż na zewnątrz, panuje niezmącona idylla. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nagle wytłumia się jazgot ulicy. Gdy przechodzi mi chwilowe oszołomienie, dostrzegam zadziwiająco niewiele… egzotyki. Spodziewałam się zastać coś w rodzaju nepalskiej wersji legendarnych ogrodów Semiramidy, tymczasem całość sprawia „niepokojąco” europejskie wrażenie. Po pewnym czasie zaczynam też dostrzegać „regionalizmy” w postaci rosnących palm, okazałych, strzelistych bambusów czy majestatycznych posągów słoni. Jak to możliwe, że w stolicy Nepalu – kraju, który w przeciwieństwie do sąsiednich Indii, nigdy nie został skolonializowany przez Brytyjczyków, powstało założenie ogrodowe tak mocno osadzone w estetyce ogrodów angielskich?

Anglia w sercu Nepalu

Garden of Dreams to dzieło życia jednego człowieka, marszałka polowego Kaisera Shamshera (1892–1964). Był on członkiem bardzo wpływowej nepalskiej rodziny Rana – synem premiera Chandra Shamshera i potomkiem oficera Junga Bahadura Rana, który w 1846 r. przejął władzę w kraju, odsuwając od rządów przedstawicieli prawowitej królewskiej dynastii. Kaiser Shamsher po powrocie z podróży do Anglii – rozmiłowany w tradycyjnych ogrodach edwardiańskich – w 1920 r. postanowił w bezpośredniej bliskości swego pałacu założyć ogród, czerpiący z zachodnioeuropejskiej tradycji. W obrębie założenia powstały stylowe, neoklasycystyczne pawilony, fontanny, pergole i elementy dekoracyjne, takie jak balustrady, urny i posągi. Jeden z nich, który w niekompletnym stanie przetrwał do naszych czasów, przedstawia hinduską boginię Lakszmi. Z typowym hinduskim stylem nie ma on jednak nic wspólnego. I nic dziwnego, bo pierwotna statua wzorowana była na eksponowanej w Luwrze greckiej Nike. Wkrótce jednak grecką boginię przemianowano na hinduską Lakszmi, dokonując niezbędnych – choć niewiele znaczących – poprawek. Zmianę przeprowadzono na wyraźne życzenie marszałka Shamshera, który chciał w ten sposób podziękować Lakszmi (hindusi czczą ją jako boginię zsyłającą pomyślność i fortunę) za opiekę. Jak głosi legenda, to Lakszmi pomogła Kaiserowi wygrać od ojca Chandra Shamshera pokaźną sumę pieniędzy, co pozwoliło sfinansować mu budowę ogrodu marzeń. Wykonawcą wizji Kaisera Shamshera został architekt Kishore Narsingh, znany w Nepalu jako współautor imponującego rozmachem pałacu Singha Durbar. Obecnie jego dzieło jest siedzibą nepalskiego parlamentu.

Ogród: reaktywacja

W 1964 r., po śmierci swego szacownego fundatora, ogród zaczął popadać w ruinę. I zapewne proces niszczenia trwałby do dziś, gdyby nie wsparcie udzielone przez austriacką organizację. W ciągu sześciu lat intensywnych prac wymarły ogród podniesiono ze zgliszczy, w które obrócił go bezlitosny upływ czasu i ludzkie zaniedbanie. Z sześciu oryginalnie istniejących neoklasycystycznych pawilonów, udało się uratować trzy. Do życia przywrócono również lotosową sadzawkę, która dzieli założenie na dwie części. Nasadzony w niej jeszcze w czasach marszałka papirus, wzbogacono o kwiaty lotosu i lilie wodne. Ogród odetchnął nowym życiem. Czyżby był to powrót do Edenu?




Autor: Eva Milczarek