OGRODY

STRONA GŁÓWNA  /  OGRODY  /  ZIELONE TRENDY  /  Róże warte grzechu str. 1

Róże warte grzechu

Róże warte grzechu

Fot. Pracownia Sztuki Ogrodowej


Każdego roku na kilka dni porzucam codzienne sprawy i ruszam w świat, aby odkryć kolejne ogrodowe inspiracje. Swoje kroki zazwyczaj kieruję na Wyspy Brytyjskie, które obfitują w założenia nie tylko fantastycznie zaprojektowane, ale też wzorcowo pielęgnowane. Zeszłoroczna wyprawa, a miała ona miejsce wczesnym latem, zakończyła się w posiadłości Mottisfont Abbey w hrabstwie Hampshire.


Do wizyty w tym miejscu zachęciły mnie opinie specjalistów, którzy twierdzą, że mieści się tu najpiękniejszy ogród różany w Wielkiej Brytanii. Oczywiście dodatkowym wabikiem była okazja obejrzenia nietypowych odmian róż oraz nazwisko Grahama Stuarta Thomasa, projektanta założenia, który w środowisku ogrodników znany jest z przywrócenia do życia starych, zapomnianych odmian krzewów.

Miłość z dzieciństwa

Graham Stuart Thomas zakochał się w ogrodnictwie mając sześć lat. W młodości pracował jako wolontariusz w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu Cambridge, a potem jako szkółkarz w jednej ze znanych firm brytyjskich. Swoje dorosłe życie związał z National Trust, brytyjską organizacją zajmującą się ochroną zabytków i przyrody w Anglii, Walii i Irlandii. Przywracał do życia stare posiadłości, opracowując dla nich programy turystyczne oraz restaurując takie perły, jak Hidcote Manor czy Sissinghurst Castle. Przez całe życie pracował też z różami, a szczególną atencją darzył ich stare, zapomniane odmiany. Nie tylko chętnie je kolekcjonował, ale też testował ich odporność na choroby i szkodniki, zapach, czy długość i jakość kwitnienia.

Ogrodowy bestseller

Po latach eksperymentów wybrał odmiany, które najlepiej nadawały się do uprawy w warunkach Wysp Brytyjskich, a swoje doświadczenia spisał w książce „The Old Shrub Roses”. Stała się ona jedną z najbardziej popularnych, chętnie uaktualnianych i wydawanych książek o różach krzewiastych w kraju nad Tamizą. Na swojej drodze zawodowej Graham Stuart spotkał też wielu ciekawych ludzi. Znalazła się wśród nich nawet Gertrude Jekyll, którą poznał mając 22 lata. Królowa brytyjskiego ogrodnictwa była wtedy już wiekową, 87-letnią damą. Spotkanie musiało jednak wywrzeć na przyszłym projektancie olbrzymie wrażenie, gdyż wpływ jej twórczości jest wyraźnie widoczny w ogrodzie, o którym chcę opowiedzieć.

Gwiazdy wieczoru

Przez ponad 30 lat pracy Graham Stuart Thomas stworzył kolekcję róż, której znaczna część została umieszczona w jego życiowym dziele – ogrodzie różanym Mottisfont Abbey. Ten cudowny zakątek miałam okazję odwiedzać w godzinach wieczornych, kiedy słońce świeciło dużo niżej, a rośliny rzucały długie cienie. Choć podczas mojej wizyty krzewy nie były jeszcze w pełnym rozkwicie, nietrudno było sobie wyobrazić zapach, jaki mógł wydobywać się z ponad dwóch tysięcy otaczających mnie krzewów... Nie żałuję jednak, że nie trafiłam w środek kwitnienia, gdyż dzięki temu mogłam wyraźniej dostrzec wpływy twórczości Gertrude. Jej ogrody, jak wiadomo, były niczym namalowany obraz. Identycznie prezentował się ogród różany Mottisfont Abbey: pełen kolorów, odcieni i kształtów. I choć róże były w nim głównymi aktorkami, to czymże byłoby ich piękno, gdyby zabrakło urokliwego tła?

Jak w bajce

Ogród powstał wewnątrz starego ogrodu warzywnego, który otoczony jest murem z wiekowej cegły, nadającym temu miejscu specyficzny klimat. W jednym z narożników przycupnęła piękna altanka, pokryta ceramiczną dachówką oraz pnączami. W jego centralnym punkcie zaś umieszczono okrągły placyk, wokół którego „wyrosły” słupy połączone łukami. Spod gęsto oplatających je krzewów róż konstrukcja jest ledwo widoczna. Główne ścieżki, biegnące wzdłuż murów z obu stron, okalają niewysokie, równo strzyżone obwódki bukszpanowe. A nad nimi rozpostarte są czepne róże, które wspierają się na ustawionych drewnianych bramkach. Rabaty są długie i szerokie, a ich powierzchnie wypełnione nie tylko krzewami róż, ale i dziesiątkami, jeśli nie setkami, odmian różnych bylin. Wśród gęstwiny kolorów i form wzrokiem można było wyłowić: irysy, czosnki ozdobne, a także strzeliste kwiatostany lobelii, ostróżek i naparstnic. Kobierce szałwii, starców, bodziszków, kocimiętki i lawendy słały się u stóp, a spośród krzewów wychylały się delikatne dzwonki ogrodowe oraz masywne liście i kwiaty piwonii. Bezpośrednio na murach wśród starannie rozpiętych róż doskonale prezentowały się różne odmiany powojników, suchodrzewów oraz piękne glicynie.

Upojny wieczór

Trudno opisać urodę, malowniczość i złożoność całego ogrodu. W jego projekcie widać nie tylko profesjonalną rękę twórcy, ale także jego miłość do kwiatów. Ogrody w Mottisfont Abbey odwiedza rocznie ponad 120 tysięcy osób. Jedną z letnich atrakcji posiadłości są wieczorne spacery ze szklaneczką PIMM’Sa, czyli napoju alkoholowego o korzenno-owocowym smaku. Ten angielski koktajl, symbol gorących letnich popołudni, gry w polo i prestiżowych imprez ogrodniczych, rozcieńczany jest lemoniadą oraz wzbogacany miętą, kawałkami pomarańczy, truskawek, ogórków i melona. Razem ze słodkim zapachem róż tworzy uroczy duet warty grzechu.




Autor: Agnieszka Hubeny‑Żukowska