STYL ŻYCIA

STRONA GŁÓWNA  /  STYL ŻYCIA  /  CZAS NA RELAKS  /  Jak na francuskiej wsi str. 1

Jak na francuskiej wsi

Jak na francuskiej wsi

Fot. Michał Skorupski


Ania i Grzegorz Strzałkowscy stworzyli swój konstanciński dom własnymi rękami. I pewnie dlatego wyszedł idealnie tak, jak chcieli.


Ania wychowała się w przedwojennej willi na tzw. starym Mokotowie. Zawsze marzyła, żeby zamieszkać kiedyś w podwarszawskim Konstancinie. Ma on podobny klimat do Mokotowa, ale jest jeszcze piękniej, bo domy stoją pośród 100-letnich drzew. Grzegorzowi także spodobał się ten plan. Swój pierwszy dom w Konstancinie udało im się kupić i uczciwie przyznają, że dopomógł im łut szczęścia w interesach. Dom był fajny i dobrze się w nim żyło, ale po paru latach zatęsknili do zmian. Nowe miejsce znaleźli w pobliżu, dosłownie parę ulic dalej, ale z dala od zgiełku konstancińskiego uzdrowiska.

Złote rączki

Budynek, który tu zastali wymagał drastycznych przeróbek, o ogrodzie już nie wspominając. Na pierwszy rzut oka szary, ponury kubik pośród gąszczu zaniedbanych krzaków.
– Jakoś podskórnie wyczuliśmy, że drzemie w nim niesamowity potencjał – wspomina Ania.
Okazało się, że mieli rację, chociaż doprowadzenie wszystkiego do porządku kosztowało ich masę pracy. Grzegorz to złota raczka, kupił sobie walizę narzędzi stolarsko-ślusarskich i zajął się poważnymi i trudnymi zadaniami. Ania wszystko projektowała, obliczała i malowała. Tylko wyjątkowo korzystali z pomocy fachowców.

Liczy się klimat

Chcieli, żeby było prosto i elegancko, bez fikuśnych ozdóbek i kolorowych tynków, ale nie za nowocześnie. Raczej tradycyjnie. Zachowali surową bryłę domu ozdabiając ją tylko drewnianymi okiennicami w prowansalskim stylu, cudnym przeszklonym gankiem wypatrzonym we francuskim katalogu i ogromnym tarasem z prostą barierką z pobielonego drewna. Całość kompozycji dopełniają nowe okna! Zrobiono je według projektu Ani – duże, skrzynkowe z kryształowymi szybkami. Jak przed wojną.
– Ostatecznie wyszły ładnie, ale okazało się, że projekt przerósł umiejętności wykonawcy – wspomina Ania. – Szprosy zostały trochę źle przycięte. Oboje z Grzegorzem uznaliśmy, że to nie szkodzi, jeśli nie jest zupełnie idealnie. Bo dla nas nie liczy się perfekcja, ale klimat.

Magia wspomnień

Wnętrze w całości wymyśliła gospodyni. Zaprzyjaźniony stolarz Wiesław Herec zrobił kuchenne szafki i sypialnię. Do salonu Ania wstawiła meble gustawiańskie od Decolor. Niby po szwedzku, ale przecież król Gustaw III (koniec XVIII w.) przywiózł pomysł na styl pałacowy wprost z Wersalu od Ludwika XVI. Jest tylko skromniej – bez kapiących złotem zdobień.
– Kiedy wszystko było już prawie gotowe, zrobiliśmy wielkie otwarcie. Przyszła masa gości, obładowanych prezentami do nowego wnętrza. Najfajniejszy dostałam od mojej koleżanki Kasi Litwińskiej – kuchenny zegar z namalowaną gałązką czereśni (kolekcja Damier Rouge) francuskiej firmy Comptoir de Famille. Od razu się w nim zakochałam. Pasował po prostu idealnie. Pomyślałam, że muszę mieć więcej takich rzeczy – opowiada Ania.
Kasia i jej mąż Bolek mają dom w Mentonie na Lazurowym Wybrzeżu. I właśnie tam odkryli sklep pełen przedmiotów żywcem wyjętych z babcinego kredensu: słoiczków na konfitury, imbryków, dzbanuszków, metalowych koszyków itp. Wszystko jest nowe, ale zrobione dokładnie na wzór drobiazgów, które pamiętamy z czasów beztroskiego dzieciństwa. Z wakacji spędzanych na wsi pod okiem babć i ciotek, które rozpieszczały nas niezapomnianymi smakołykami. Już od progu czujesz tu zapach parzonej w domu kawy i jeszcze ciepłego drożdżowego placka, który czeka spokojnie na talerzu w wisienki, przykryty lnianą ściereczką.
W sklepie Comptoir de Famille wraca magia wspomnień. Kasia uległa jej do tego stopnia, że Bolek w ogóle nie mógł jej stamtąd wyciągnąć. Chciała kupić dosłownie wszystko. I dokładnie tak zrobiła. Oczywiście nie od razu... Ale już kilka miesięcy później razem z przyjaciółką i wspólniczką Anną Ceballo leciały samolotem do Francji i po drodze wybierały z katalogu rzeczy, które kupią do swojego nowego sklepu Coqlila (Fioletowy Kogut) w Warszawie przy ul. Lentza (teraz mają jeszcze drugi w centrum handlowym w Józefosławiu).

Słodkie lenistwo

A naszej gospodyni Ani Strzałkowskiej tylko w to było graj. Naprawdę prawie wszystko, czego potrzebowała do urządzenia nowego domu, znalazła w Coqlila. Bo przecież od początku o taki właśnie, ciepły, rodzinny klimat jej chodziło.
– Gdyby nie sklep Kasi i Anny, chyba sama pojechałabym do Francji po zakupy. A tak wszystko dostałam dosłownie dwa kroki od domu. Specjalnie do sesji sprowadziłam tylko prowansalskie słońce i błękit nieba – śmieje się Ania.
Rzeczywiście jest tu pięknie. Na taras zaglądają stare krzewy bzu, hortensji i kaliny, które udało się odkryć pośród gąszczu, zachować i wyeksponować. Można posiedzieć z książką na ławeczce nad stawikiem, poleżeć pod gruszą, posłuchać jak brzęczą pszczoły. Właśnie o tym marzyli, a teraz okazuje się, że bardzo rzadko zdarza im się odpoczywać, bo ciągle jest tyle fajnych rzeczy do roboty! Zarówno w domu, jak i w ogrodzie.




Autor: Kasia Mitkiewicz